środa, 28 października 2015

Rozdział 8

Rozdział 8


 

            Po dotarciu do mieszkania, o dziwo moje zmęczenie zniknęło. Normalnie powinnam teraz wziąć kąpiel i pójść spać, ale coś nie dawało mi spokoju. To wszystko to pewnie przez chłopaków i ich projekt. Sama nie wiem czemu, ale poczułam jakąś odpowiedzialność za ich sukces. W sumie postanowiłam im pomóc i teraz głupio by było gdyby coś nawaliło. Ja spadam na cztery łapy, ale oni mają tylko tą jedyną szanse. Przygryzłam dolną wargę czując jak stres mnie przeszywa. Poszłam do łazienki i pościłam wodę do wanny. Wlałam do niej jakieś olejki zapachowe. Stanęłam przed lustrem i zaczęłam zmywać makijaż. O tak to jest najprzyjemniejsza rzecz na świecie, wrócić do domu i zmyć z siebie tą tapetę, a no nie zapominając oczywiście o ściągnięciu stanika co też należy do przyjemności. Włosy spięłam w niedbałego koczka na samym czubku głowy. Kiedy wanna była już wypełniona wodą, ściągnęłam z siebie ubranie i oddałam się przyjemności kąpieli. Przymknęłam oczy zanurzając się po samą szyję w cieczy. -Ahh przydałby się jeszcze jakiś mężczyzna, który by mnie przytulił i było by idealnie.- rozmarzyłam się o jakichś męskich ramionach które tulą mnie w tej chwili do siebie.

Po kąpieli, której jakoś nie specjalnie chciało mi się przerywać, poszłam do kuchni. Wyciągnęłam z szafki czerwone wino i po krótkim siłowaniu się z korkociągiem nalałam sobie tej magicznej cieczy do lampki. Upiłam łyk, czując jak przyjemne ciepło rozchodzi się po moim żołądku. -Hmm ciekawe czy moja wątroba tez jest w tym momencie taka zadowolona?.

Wzięłam lampę i poszłam do sypialni. Wzięłam swojego laptopa i usiadłam na łóżku. Włączyłam go i upiłam kolejnego łyka z lampki odkładając ją na nakastlik przy łóżku. Włączyłam przeglądarkę internetową i wpisałam w Googlach hasło „US5” nacisnęłam na galerię. Otworzyła mi się cała strona zdjęć chłopaków. Scrollowałam stronę i muszę przyznać że są mega fotogeniczni. W ich uśmiechach było coś takiego że samej chciało mi się śmiać. Różnili się od siebie, ale każdy z nich miał w sobie coś takiego że przyciągał mój wzrok. Nie wspomnę już o Chrisie którego dołeczki działały na mnie w bardzo dziwny sposób. Miały w sobie coś takiego że chciałabym je dotknąć.

-Boże Nikki ale ty jesteś głupia.- zamknęłam szybko laptopa i odłożyłam go na bok. - Dopiero co zakończyłaś w niezbyt przyjemny sposób związek z facetem który miał być ideałem a okazał się zwykłym dupkiem a już kolejni faceci ci w głowie.- Wzięłam wino i opróżniłam lampkę do końca. Wstałam z łóżka i udałam się do kuchni po dolewkę.

Kiedy opróżniłam kolejny kieliszek, a potem kolejny, nagle mnie olśniło. Wzięłam kartki, długopis i po prostu zaczęłam pisać. O czym napisałam? Otóż napisałam piosenkę dla chłopaków o tym jacy są po prostu dobrzy i że nikt oprócz nich się nie liczy. Splotłam to trochę ze słowami, w których śpiewają do dziewczyny która im się opiera. Kiedy odłożyłam swoje dzieło byłam zadowolona. W głowie już słyszałam ich głosy i melodie która by tu pasowała. Chciałam dodać im tą piosenką pewności siebie, pokazać że naprawdę są dobrzy. Dopiłam resztkę wina z lampki i dopiero teraz mogłam pójść spać.


Rano o dziwo obudziłam się przed budzikiem. Byłam jeszcze nakręcona po wczorajszym. Chciałam jak najszybciej dostać się do studia i zgarnąć Martina by pomógł mi stworzyć jakieś bity do tego co wymyśliłam wczoraj. Szybko więc wstałam z łóżka i pobiegłam do łazienki. Tam zrobiłam poranną toaletę, oczywiście makijaż godny gwiazdy, ale nie przesadzałam, nie chciałam mieć tapety którą można później szuflą ściągać, no i oczywiście włosy, je tylko rozpuściłam i rozczesałam. Spryskałam się perfumami i wróciłam do sypialni. Weszłam do garderoby wyciągając z niej czarną spódniczkę z wyższym stanem, czarną bokserkę i koszulę w czerwoną kratę. Do tego oczywiście czarne szpilki. Obróciłam się spoglądając w lustro, wyglądałam korzystnie. Zebrałam swoje materiały, założyłam oczywiście czarne okulary na nos i wyszłam jak zwykle zamykając mieszkanie.


Zanim dojechałam do studia zaopatrzyłam się w dwa red bulle z czego jeden już wypiłam. Przed wytwórnią przywitał mnie tłum paparazzich. Na szczęście dzięki ochroniarzom udało mi się przebrnąć przez ten tłum i w końcu weszłam do firmy. W budynku panowało jakieś poruszenie, każdy gdzieś biegał. Próbując na nikogo nie wpaść przemknęłam się do windy i pojechałam na swoje piętro. Na moje szczęście w korytarzu stał nie kto inny niż Martin.


-Cześć-podeszłam do niego.


-O hej śliczna.-przywitał się ze mną całusem w policzek.


-Mam romans do ciebie.- uśmiechnęłam się szeroko


-To u mnie czy u ciebie?-zażartował na co oboje się zaśmialiśmy.


-U mnie.- odpowiedziałam.- A masz w ogóle taką dłuższą chwilę?- chłopak spojrzał na zegarek, a później w swój kalendarz.


-Akurat składa się że mam.- uśmiechnął się, a ja po prostu złapałam go za rękę i zaciągnęłam do swojego studia. Rzuciłam torebkę w kąt a jemu podsunęłam pod nos tekst piosenki.


-Musisz pomóc stworzyć mi coś szybkiego, rytmicznego i z takim bitem który przyciągnie wszystkich.- machałam nakręcona rękami. Pewnie było to też sprawką energetyka którego wypiłam, ale czułam w sobie dziwne nakręcenie. Takie coś czuję tylko wtedy kiedy wiem że mam szansę stworzyć coś niesamowitego.


-Ok.- zdziwiony Martin, nic nie mówiąc wziął ode mnie teks i przysiadł do konsoli.


Mimo że była 7:00 rano nasze umysły pracowały na pełnych obrotach. Uwielbiałam Martina, zawsze wiedział o co dokładnie mi chodzi i po prostu to tworzył.


Po jakimś czasie, w którym Marti tworzył ja śpiewałam mu tak jak to widziałam udało nam się stworzyć świetną i chwytliwą melodię z bardzo przyciągającym bitem.


-Ale to chyba nie jest piosenka dla ciebie co?- zwrócił się do mnie po skończonej pracy.


-Nie.- uśmiechnęłam się szczęśliwa z tego co osiągnęliśmy.


-Więc?- zmierzył mnie wzrokiem.- Wiesz chciałbym wiedzieć dla kogo to stworzyłem.


-US5.-spojrzałam na niego a on zmrużył oczy. Wyglądał jakby myślał nad czymś intensywnie.


-To boysband jest co nie?- odezwał się po chwili na co kiwnęłam mu głową.


-Będziesz pracować z boysbandem?


-Yhymm..coś w tym dziwnego?


-Nieee..w sumie to może być nawet dobry chwyt. To coś nowego i świeżego.


Martin miał rację, nie było jeszcze takiego połączenia w show-biznesie i to mogło się sprzedać.


Naszą rozmowę przerwało wejście chłopaków.


-Cześć. Przeszkadzamy?- Chris zmierzył Martina.


-Hej, nie. Wchodźcie. Przedstawiam wam Martina, wspaniałego człowieka który właśnie stworzył wasz przyszły hit.- chłopaki wyglądali jakby nie za bardzo wiedzieli o co chodzi, ale każdy z nich przywitał się z Martim.


-Dobra mała ja spadam. - dał mi causa w policzek- Miło było poznać- kiwnął do chłopaków.- Narka.- i wyszedł.


Zostaliśmy sami, oni patrzyli na mnie ja na nich i tak chyba przez minutę. Kompletna cisza.


-A więc.- zaczęłam


-Nie zaczyna się zdania od „A więc”- moją wypowiedź przerwał Richie. Spojrzałam na niego unosząc jedną brew do góry.


-Nie wymądrzaj się blondasie.- skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i próbowałam być poważna.


-Ej nie mów tak do mnie.- chłopak oburzył się i stanął w takiej samej pozycji co ja.


Długo nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem co zrobili również chłopcy.


-Jesteście niemożliwi.- pokiwałam głową i podałam im kartkę z tekstem.- To udało mi się napisać, a to- włączyłam podkład.- stworzył Martin.


Izzy wraz z Richiem od razu zaczęli śpiewać, w sumie było to darcie się i wyrywanie sobie kartki nawzajem.


Patrzyliśmy na to śmiejąc się razem. Oni byli nie do podrobienia. W darciu się, przyłączył się do nich również Vince. Wyglądało to tak komicznie że nie mogłam powstrzymać swojego śmiechu. Chris podszedł do mnie a ja spojrzałam na niego.


-Oni tak zawsze?


-Przeważnie.- spojrzał mi w oczy.


-To zapowiada się ciekawa współpraca.- spuściłam swój wzrok czując że moje policzki mają w planie zrobienie się na czerwono.


Chwała za to że właśnie w tym momencie podkład się skończył, a oni wrócili do normalności.


-Co myślicie?-spytałam jeżdżąc po nich wzrokiem


-Że ta piosenka WYMIATA!


-To teraz musicie nagrać demo. Marius musi to przesłuchać, dać wam kogoś do współpracy, i myślę że później zabierzemy się za wspólne kawałki co wy na to?- przejechałam po nich wzrokiem.


-To że jesteś niesamowita.- Izzy ruszył w moją stronę, mając w zamiarze przytulić mnie niestety nie przewidziałam tego że wziął aż tak duży rozpęd i po prostu czułam już jak lecę na ziemię. Przymknęłam oczy, ale o dziwo nie znalazłam się na ziemi, kiedy otworzyłam powieki zobaczyłam że blondas z dołeczkami mnie trzyma a to Izzy leży na ziemi klęcząc.


-Izzy! Nie rób takich rzeczy bo zabijesz Nikki a wtedy to my zabijemy ciebie.- Vince ruszył do bruneta szarpiąc go za włosy.


Ja natomiast gapiłam się na blondasa, w którego ramionach dalej się znajdowałam.


-Dzięki.- wyszeptałam, podnosząc się i poprawiając spódniczkę.


Po prostu teraz byłam pewna że moje policzki zrobiły się czerwone, nawet nie spojrzałam na niego, nie miałam odwagi? A może nie chciałam zrobić z siebie jeszcze większej idiotki..


-Dobra.- klasnęłam w ręce- Zostawiam was, spróbujcie to nagrać, a ja wracam do pracy. Studio dzisiaj należy do was.- uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę wyjścia. Tak Nikki, nie odwracaj się, tylko nie patrz na niego. Dasz radę, słyszysz dasz radę.- powtarzałam sobie w głowie.


Kiedy znalazłam się już za drzwiami odetchnęłam z ulgą. Sama nie wiedziałam dlaczego ale ten blondyn strasznie mnie peszył, miał coś takiego w oczach..hmmm...wiem! Moje policzki po prostu miały alergie na jego wzrok. Tak to na pewno to.



Ruda leżała w łóżku, przeglądając jakiś magazyn modowy. Tego wieczoru była sama Alex wyjechał w delegację, informując ją oczywiście w ostatniej chwili o tym. Nagle coś ją natchnęło i poszła do kuchni i otworzyła środkową szufladę. Wygrzebała z niej zgniecioną kartkę. Rozprostowała kawałek papieru i wróciła do sypialni. Usiadła na łóżku i wpatrywała się w nr który był na niej napisany. Sama nie wiedziała czy napisać czy nie. Wahała się, a jednocześnie miała tak ogromną ochotę znowu spotkać tego bruneta. Przygryzła wargę biorąc telefon do ręki. Tylko tak co miała do niego napisać, „ Hej tu Jessica, laska z którą się przespałeś?” albo „ Hej co u ciebie? Tu Jessica z którą spałeś?”


-Bez sensu.- rzuciła telefon na łózko a sama położyła się na brzuchu, zanurzając twarz w satynowej pościeli.



Po skończonym nagraniu, chłopaki prócz Chrisa wrócili do domu. Jay nie mając ochoty na nic poszedł do swojego pokoju. Z kieszeni wyjął telefon, mając nadzieję że znajdzie na nim sms-a od rudej dziewczyny. Niestety jego telefon milczał, żadnych połączeń, nowych wiadomości – nic. Zacisnął pięści i rzucił telefon na łóżko. Myślał...miał nadzieję że ta noc to nie była przygoda tylko na raz. Niestety wszystko na to wskazywało. Ze złością ściągnął swoją koszulkę i udał się do łazienki wziąć orzeźwiający prysznic.



Skoro nie miałam dzisiaj studia do dyspozycji to postanowiłam nadrobić podpisywanie autografów, odpisywanie na listy i różnego rodzaju takie rzeczy. W międzyczasie był u mnie Marius który wysłuchał mnie i był zaciekawiony tym co powiedziałam mu o chłopakach. Chyba pomału zmieniał co do nich zdanie, ale czekał na demo. Odwiedził mnie też Denis, który dalej nie był pozytywnie nastawiony do mojej współpracy z US5, ale zapewniłam go że wszystko jest ok a oni to fajni i zabawni faceci. Pożartowaliśmy trochę i nim się obejrzałam był już wieczór. Postanowiłam że zajrzę jeszcze do studia sprawdzić czy chłopcy zostawili demo i ewentualnie przesłuchać tego co nagrali. Kiedy jednak weszłam do studia nie było puste. Przy pianinie siedział Chris podśpiewując coś i próbując dograć do tego jakieś dźwięki.


Na moje szczęście nie usłyszał mnie i śpiewał dalej. Przygryzłam wargę zastanawiając się czy po prostu wyjść niepostrzeżenie czy zostać i poinformować go o moim istnieniu...stałam tak bijąc się z myślami aż w końcu Chris przestał śpiewać, zaczął coś energicznie kreślić na kartce. Ponownie zaczął grać i śpiewać niestety coś mu przeszkadzało. W sumie było to nawet zabawne. Nie myśląc dużo podeszłam do niego i bez słowa usiadłam przy nim, wzięłam do ręki długopis i dopisałam kilka słów, a kilka skreśliłam. Czułam że przygląda mi się.


-Spróbuj zagrać to jeszcze raz. - spojrzałam na niego a on pokiwał tylko głową i zaczął grać. Wsłuchałam się chwilę w rytm po czym zaczęłam śpiewać. Brzmiało to nawet dobrze. Melodia idealnie współgrała z tekstem.


-Wow to było świetne.- spojrzałam na jego roześmianą twarz i sama się uśmiechnęłam.


-Wiesz dodałabym jeszcze to.- znowu wzięłam długopis i dopisałam dwie zwrotki.


-Niezłe. Spróbujmy.- powiedział i znowu zaczął grać. W pewnym momencie jego głos połączył się z moim. Wymienialiśmy się wersami. Musze przyznać że brzmiało to naprawdę super. Dopiero teraz mogłam usłyszeć jaki świetny i magiczny głos ma. Moje skrępowanie pomału mijało aż w końcu całkowicie przestało mi przeszkadzać to że tak blisko siedzi. Co chwilę dopisywaliśmy coś nowego do tekstu, a Chris próbował nowych melodii.


-Wyszła z tego niezła piosenka.- stwierdził patrząc na mnie.


-Tak masz rację.- również na niego spojrzałam.


Zastygliśmy tak, a ja mogłam dokładnie przyjrzeć się jego twarzy. Szczery uśmiech, zniewalające oczy no i te dołeczki które rozczulały mnie.


-Ymm chyba już czas na mnie.- spuściłam wzrok, zakładając włosy za ucho.


-Mogę cię odprowadzić?- spojrzałam zaskoczona na niego.


-Ok.- odpowiedziałam wstając. Chris zrobił to samo. Pozbierałam swoje rzeczy po czym przepuszczając mnie w drzwiach oboje wyszliśmy. Na dole przy wyjściu chciałam się z nim pożegnać, bo widziałam że mój samochód już czeka.


-Ok mój samochód jest tam.- wskazałam dłonią.


-A co powiesz na spacer?- Znowu zadziwił mnie swoim pytaniem. Spacer w środku nocy, gdzie do mojego mieszkania jest chyba z 5km.


-Ale ja mam do domu chyba z 5 km..-niepewnie spojrzałam na niego.


-Nie szkodzi, najwyżej cię poniosę....



Cdn...


Dziękuję za wspaniałe komentarze <3

sobota, 24 października 2015

Rozdział 7

Rozdział 7



         Ruda powoli otworzyła oczy, przecierając zaspaną twarz. Delikatnie podniosła się na łokciach rozglądając po pokoju. Nie było go. Miejsce obok niej było puste.


-Typowe.- wyszeptała z powrotem kładąc się i przykrywając głowę poduszką.


Czuła się dziwnie, niby takie historie nie były jej obce, ale myślała...miała nadzieję że z tym brunetem będzie inaczej. Liczyła na to że chociaż zjedzą razem śniadanie i dopiero później on rozpłynie się w nicości...


-Jesteś głupia, głupia, głupia!- krzyczała bijąc pięściami w materac łóżka. Z transu wyrwał ją dzwonek jej telefonu. Podniosła głowę, biorąc telefon do ręki i odbierając.


-No cześć kochanie, zanim odłożysz słuchawkę, chciałbym cię przeprosić. Ta nasza cała kłótnia była bez sensu, ja zachowałem się bez sensu. Uniosłem się, ale to dlatego że jestem tak cholernie zazdrosny o ciebie....- Jessica słuchała tego wszystkiego, i dopiero teraz dotarło do niej to co zrobiła w nocy. Zdradziła, ale czy żałowała?- Jess jesteś tam?- głos chłopaka ją oprzytomnił.


-Tak tak jestem.- powiedziała próbując brzmieć naturalnie.


-Pytałem czy zobaczymy się dzisiaj?


-Yyymm..dobrze.- przełknęła głośno ślinę.


-To super, będę u ciebie o 20. Buziaki pa.- rozłączył się.


-Taaa..pa.- Przygryzła dolną wargę, próbując uspokoić bicie swojego serca.


-Brawo Jess, jesteś nienormalna i pomylona, super.- mruczała pod nosem, wstając z łóżka. W końcu musiała się wykąpać i zmyć z siebie zapach bruneta, zmienić pościel i posprzątać mieszkanie za nim „jej chłopak” przyjdzie. Stanęła i spojrzała na łóżko, zobaczyła na nim obraz tego co było w nocy, przypomniała sobie jego ciepłe pocałunki i ten dotyk, od razu przygryzła dolną wargę, a po jej ciele przeszedł przyjemny dreszcz.


-Uspokój się do cholery!- skarciła samą siebie w myślach i poszła pod prysznic.


Kiedy już była odświeżona i ubrana, po śniadaniu, które było już w sumie obiadem zabrała się za porządki, później szybkie zakupy i czekała na Alexa. Czuła się jakoś dziwnie zdenerwowana, zupełnie tak jakby jej nocna przygoda miała wyjść na jaw...By uspokoić swoje nerwy nalała sobie sporą ilość wina do kieliszka i opróżniła go dolewając jeszcze jedną porcję. Konsumpcję magicznego trunku przerwał jej dzwonek do drzwi. Odłożyła kieliszek i poszła otworzyć, w drzwiach przywitał ją uśmiechnięty Alex.


-Witaj piękna, to dla ciebie- wręczył jej bukiet róż i dał buziaka w policzek.


-Cześć.- sztucznie się uśmiechnęła po czym wpuściła go do środka. Zamknęła za nim drzwi i ruszyła za chłopakiem do salonu.


-Kochanie wiem że nawaliłem, ale to wszystko przez to że chciałbym mieć cię tylko dla siebie, a ci faceci wokół ciebie sprawiają że mam ochotę wszystkich się ich pozbyć.- Trzymał ją za ramiona, a ona wyobraziła sobie co by było gdyby Alex nakrył ją i Jaya, szybko jednak odgoniła od siebie to.


-Rozumiem Skarbie i nie gniewam się już.- dała mu szybkiego buziaka w usta.


-Przygotuję kolację, a ty możesz nalać wina do kieliszków.- uśmiechnęła się do niego i zniknęła za drzwiami kuchni.


Brunet rozlał wino do kieliszków tak jak kazała mu Ruda, po czym rozsiadł się wygodnie na sofie i włączył telewizor.


Jessica natomiast wzięła się za robienie sałatki, która miała posłużyć im jako kolacja. Kiedy rozstawiała potrawę na talerze zauważyła że jakaś kartka leży na podłodze. Schyliła się i ją podniosła. Kiedy przeczytała jej zawartość, serce szybciej jej zabiło, a w brzuchu poczuła dziwne podniecenie pomieszane ze strachem.


-Kochanie długo mam jeszcze czekać?-usłyszała na co wzdrygnęła się.


-Nie, nie już idę.- Szybko zgniotła kartkę i schowała ją do szuflady. Wzięła talerze z jedzeniem i poszła do salonu.


...


Po kilkunastu godzinach w szklanym pomieszczeniu ze słuchawkami na uszach i śpiewaniu byłam wykończona. Nie szło mi tak jak chciałam, piosenki nie brzmiały tak dobrze jak powinny, jednym słowem wszystko do dupy.


-Dobra chłopaki na dzisiaj koniec. Dziękuję wam i do zobaczenia.- pożegnałam się z ekipą zostając sama w studio. Nalałam sobie wody do szklanki i usiadłam przy pianinie. Upiłam łyk ze szklanki po czym odstawiłam ją na bok. Przejechałam palcami po klawiszach. W głowie krążyła mi pewna melodia, którą musiałam zagrać tu i teraz. Zaczęłam grać, po chwili dołożyłam do tego też słowa.


-”...Nie mów mi, że ci przykro, bo wcale tak nie jest
Kochanie, wiem, że jest ci przykro tylko dlatego, że zostałeś przyłapany
Odwaliłeś całkiem niezłą szopkę
Naprawdę się przejęłam...” - przymknęłam oczy i znowu byłam w innym świecie, w świecie muzyki. Nie interesowało mnie nic poza graniem i śpiewaniem.



Równo o 21 chłopcy czekali przed drzwiami z nr 107. Mieli lekką tremę co można było poznać po tym że żaden z nich prze całą drogę do studia nie odezwał się ani słowem. Spojrzeli po sobie po czym najmłodszy z nich zapukał. Nikt im nie odpowiedział. Spojrzeli po sobie po czym weszli. Brunetka siedziała do nich tyłem i zajęta była graniem i śpiewaniem. Byli pod wrażeniem jej talentu. Słyszeli że ma wspaniały głos, znali jej piosenki, ale nigdy nie słyszeli jej na żywo. Nie chcieli jej przerywać więc stali spokojnie wsłuchując się w jej muzykę. Kiedy skończyła zaczęli bić jej brawo.


...


Tak się w tym zatraciłam że z transu wyrwały mnie dopiero brawa. Odwróciłam się szybko, trochę wystraszona. Stali przede mną chłopaki z US5. Wstałam iuniosłam zdziwiona brwi, ale po chwili sobie przypomniałam że sama ich zaprosiłam.


-To było niesamowite.- ten zabawny brunet z pasemkami podskoczył do mnie stając bardzo bardzo blisko mnie. Objął mnie ramieniem przybliżając do siebie i spojrzał mi w oczy.


-Jesteś królową, pozwól mi być twoim królem.- spojrzałam na niego dziwnie, nawet trochę przerażona, w końcu jestem w studio sama z piątką chłopaków, jest wieczór....a on stoi tak blisko. Spojrzałam na chłopaków, których ta sytuacja widocznie bawiła bo zaczęli się śmiać. Nie rozumiałam co w tym śmiesznego...- Boże a jeśli Denis miał rację, i to ostatnie chwile mojego życia.- przełknęłam głośno ślinę.


-Izzy daj spokój, nie widzisz że ją przestraszyłeś.- chłopcy podeszli do nas, a ten wyższy blondyn podszedł do bruneta odciągając go ode mnie.


-Heh bardzo zabawne- sztucznie się do nich uśmiechnęłam, próbując uspokoić palpitację swojego serca. - A wracając do spraw zawodowych, to cieszę się że jesteście w pełnym składzie.- spojrzałam na wysokiego bruneta, który wcale nie wyglądał tak jakby źle się czuł.- I nie przedłużając zapraszam do studia.- wskazałam ręką na szklane pomieszczenie.


Chłopcy potulnie ruszyli we wskazane przeze mnie miejsce. Kiedy wszyscy z nich nałożyli już słuchawki, puściłam im podkład. Szczerze? Brzmiało to okropnie, w ogóle nie zgrywali się...ta piosenka kompletnie nie pasowała do nich, nie czuli jej. Widziałam po ich minach że też nie byli zadowoleni.


-Ok. Koniec. Chodźcie tu do mnie.- powiedziałam przez mikrofon, a oni wyszli z pomieszczenia. Spojrzałam na nich i widziałam że nie czuli się zbyt komfortowo. Wzięłam głęboki oddech.


-A teraz spokojnie. Weźcie głęboki wdech i zaśpiewajcie mi coś swojego a capella. Chcę posłuchać prawdziwych was.- Widziałam że w ich oczach zapaliła się iskierka nadziei. Spojrzeli po sobie po czym zaczęli pstrykać palcami a po chwili usłyszałam ich niesamowite głosy. Śpiewali tak czysto i mieli tak wspaniałe barwy głosów że byłam pod wrażeniem. Teraz dotarło do mnie że postąpiłam słusznie i na pewno nie będę żałować współpracy z nimi.


-Brawo.- tym razem to ja im klaskałam.- O to właśnie mi chodziło.- uśmiechnęłam się do nich, a oni odwzajemnili mój uśmiech.


-To co teraz? - spytał Jay


-Teraz to czeka nas ciężka praca. Ja muszę dokończyć płytę, wy nagrać singla, a może uda się także i wam nagrać płytę. W teczce którą wam dałam są samodzielne piosenki dla was a także piosenki, które miałam śpiewać w trasie razem z Fabianem,ale teraz to wy będziecie mi towarzyszyć pod warunkiem że zgramy się i stworzymy razem coś niesamowitego. Jeśli jednak nie, to piosenki i tak możecie wykorzystać do swojej płyty. No i oczywiście jeśli chcecie ze mną współpracować.- spojrzałam na nich a oni po prostu rzucili się na mnie. Zaczęli mnie przytulać i skakać. Cieszyli się zupełnie tak jakby byli dziećmi i właśnie dostali zabawkę o której dawno marzyli. Widząc ich radość również zaczęłam się śmiać. Miło było patrzeć na nich.


-Dobra spokój już.- powiedziałam a oni uspokoili się trochę.- Tak jak powiedziałam czeka nas ciężka praca, zaczynamy od jutra. Juro widzimy się tu o 10:00, będziemy pracować nad piosenkami, ja pomogę wam, może wy pomożecie mi i jakoś to wszystko zgramy razem. Ok?-spytałam


-Ok.- powiedzieli chórem.


-Super- uśmiechnęłam się. Czułam że praca z nimi to będzie fajna zabawa.


-Więc do zobaczenia jutro.- podałam każdemu z nich rękę po czym chłopcy wyszli machając mi. Z uśmiechem odwróciłam się podchodząc do pianina i zbierając swoje materiały. Kiedy odwróciłam się, aż wzdrygnęłam się ze strachu a wszystkie kartki spadły mi na podłogę.


-Przepraszam nie chciałem cię wystraszyć.- Chris schylił się i zaczął zbierać moje materiały. Ja również się schyliłam.


-Nic się nie stało.- odpowiedziałam, a on spojrzał mi w oczy. Boziu jakie on miał piękne oczy. Chciałoby się patrzeć w nie bez końca. Uśmiechnął się do mnie a ja czułam że moje policzki robią się czerwone. Szybko wstałam odchrząkując. On również wstał i podał mi materiały.


-Chciałem tylko powiedzieć że dziękuję ci za tą szansę, wiele to dla nas znaczy. Jako jedyna okazałaś się w porządku w stosunku do nas. - patrzył na mnie a ja nie umiałam wydusić z siebie słowa. Zupełnie tak jakby ktoś odciął mi język. -Nikki opanuj się, bo właśnie robisz z siebie idiotkę roku.- skarciłam się w myślach.


-Ymm miło mi słyszeć, i wcale nie musisz mi dziękować. Wiesz to wszystko...-założyłam kosmyk włosów za ucho.- to przypadek. Miałeś rację mówiąc wtedy że zrobiłam to dla odegrania się na Fabianie.- spojrzałam na niego przygryzając dolną wargę, było mi wstyd, ale lepiej że teraz to powiem.- ale teraz wiem że ten przypadek był trafiony.- czekałam aż coś zrobi, a on po prostu stał i się uśmiechał.


-Wiedziałem.- pokiwał głową, jeszcze szerzej się uśmiechając. - Ale cieszę się że trafiło na nas. Jeszcze raz dzięki.- puścił mi oczko po czym wyszedł.


Patrzyłam na jego sylwetkę i sama biłam się po głowie za swoją głupotę. Ale te jego oczy, dołeczki...magia.


Przewróciłam oczami, czując zmęczenie po całym dniu. Zabrałam materiały i wyszłam.



Dobry humor towarzyszył chłopakom przez cały powrót do domu. Nie dość że udało im się dostać szansę w tak znanej i dobrej wytwórni, to jeszcze mieli szansę na współpracę z samą Nikki Carter. Każdy z nich uwielbiał ją, i był pod wrażeniem tego że mieli z nią współpracować.


-Widzieliście jak patrzyła na mnie?- spytał rozanielony Izzy


-Taaa...była przerażona tobą i tym co odwaliłeś na początku. - powiedział Richie


-Właśnie. Izzy nie możesz odwalać takich rzeczy bo ją wystraszysz.- Jay zgodził się z niższym blondynem


-A tam gadacie, ja uważam że była wniebowzięta kiedy ją objąłem.- brunet wypiął dumnie pierś na co reszta chłopaków wybuchła śmiechem.


-A ja zauważyłem że mimo tego że jest wielką gwiazdą, na koncertach jest zwierzęciem scenicznym to tak naprawdę jest bardzo nieśmiała dziewczyną. - wypowiedział się najmłodszy z nich.


-Masz rację. Ale wiesz każdy z nas jest inny na scenie, a inny tak naprawdę. - odezwał się wyższy blondyn, który w głowie wciąż miał czerwone rumieńce dziewczyny.


-Grunt że będziemy razem pracować.- powiedział Richie na co każdy z chłopaków mu przytaknął.


Kiedy dotarli pod swój dom zauważyli że w salonie pali się światło. Spojrzeli po sobie po czym ostrożnie weszli do domu. W salonie czekał na nich Mark.


-Już myślałem że to jakiś złodziej i chciałem użyć swoich najnowszych chwytów.- powiedział Izzy, na co wszyscy na niego spojrzeli.


-Doszły mnie słuchy że wytwórnia podpisała z wami próbny kontrakt, a zainteresowanie wami wykazała Nikki Carter.- mężczyzna spojrzał na nich.


-Tak, a mną najbardziej.- Izzy znowu wypiął pierś do przodu.


-Serio? Tobą? Wątpię...- Richie zrobił zniesmaczoną minę.


-A właśnie że tak...wiem że tam w głębi to ja ją kręcę najbardziej, a nie taki blondas jak ty.- ex dredziarz wystawił mu język.


-Masz coś do blondynów.- do rozmowy wtrącił się Chris.


-Chłopcy błagam was, chociaż raz się uspokójcie i zachowujcie normalnie.- ich manager uniósł ręce do góry. Chłopcy uspokoili się patrząc na niego.


-Chciałem wam tylko powiedzieć, że cieszę się że wam się udało i proszę was nie zmarnujcie tej szansy...to ostatnie co nam zostało.- popatrzył na nich poważnie.


-Nie mamy takiego zamiaru. Na pewno damy z siebie wszystko.- zapewnił go Jay.




Cdn...


Czy to nie jest nudne ? Bo mam jakieś takie wrażenie.... 

poniedziałek, 19 października 2015

Rozdział 6

Rozdział 6


 

 

 Pewnym krokiem weszłam do biura, i od razu poczułam że wszystkie pary oczu są zwrócone na mnie.

-Co ty tu robisz?- spytał zdziwiony Marius.

-Pracuję.- odpowiedziałam patrząc na niego jak na największego idiotę na świecie.

-Cześć chłopaki.- uśmiechnęłam się do chłopaków których wczoraj poznałam, i nie robiąc sobie nic z obecności Fabiana podeszłam do szafki która stała pod oknem.

-Ymmm..o czym to ja...aha. Marius dał wam szansę, a wy po prostu olaliście go. Najpierw błagacie o szansę, a później przychodzicie w niekompletnym składzie...Jaja sobie robicie?- Ryan nie przebierał w słowach.

-Haha..widać po tych lalusiach, że nie są nic warci. Szkoda tylko na nich mojego czasu.- odezwał się Fabian.

-Taaa...za to ty jesteś „prawdziwym” artystą.-wysyczałam, szukając czerwonej teczki.

-Co ty powiedziałaś? - spytał Fabi i zmierzył mnie wzrokiem.

-Mówię że jesteś jedynym artystą w tym pomieszczeniu, nikt oprócz ciebie się nie liczy. - znalazłam swoją teczkę po czym podeszłam z nią do stolika po stronie chłopaków z US5.

-Wiadomo.- Fabian wypiął dumnie swoją kurzą pierś. Really? czy ktoś mi wytłumaczy dlaczego tyle czasu straciłam dla tego idioty, który nawet nie umie rozróżnić ironii od prawdziwego zdania? Nie? Na sali nikt się nie znajdzie? Szkoda....

-Dlatego to już nie będzie ci potrzebne.- z pełną satysfakcją położyłam ową teczkę przed twarzą tego słodkiego brunecika, który o mało mnie wczoraj nie zabił.

-Co ty robisz?- spytał zdezorientowany mój ex.

-Właśnie sprzedałam swoje teksty chłopakom, wiesz te które miałeś dostać ty, ale jesteś prawdziwym artystą, takie rzeczy nie są ci więc potrzebne. Jestem więcej niż pewna, że sam wymyślisz coś o wiele lepszego.- Z pełną satysfakcją patrzyłam jak jego twarz przybiera różne kolory, a wzrokiem mierzy raz mnie raz teczkę.

-Nie możesz...obiecałaś mi.- wstał widocznie zdenerwowany.

-Wiesz tak mi coś świta że ty też obiecywałeś mi różne rzeczy...i cholera mam takie wrażenie że nie dotrzymałeś ich.- Spojrzałam mu w oczy, posyłając pełen triumfu uśmiech.

-Pożałujesz tego.- Wkurzony wyszedł trzaskając drzwiami.

Ryan spojrzał na mnie, ale wiedział że nic nie wskóra, więc wyszedł za Fabianem.

Byłam dumna z siebie i miałam ogromną ochotę przybić sobie samej piątkę. Spojrzałam na Mariusa, który nie podzielał mojej radości.

-No co?- spytałam go.

-Nic, pogadamy później.- Zmierzył wzrokiem chłopaków, po czym wyszedł z biura.

-Wow dziewczyno, rozwaliłaś system.- Podszedł do mnie brunet z kolorowymi pasemkami. Spojrzałam na niego i właśnie w tym momencie uświadomiłam sobie jedną ważną rzecz...

Posłałam mu uśmiech, po czym podeszłam do krzesła naprzeciwko nich i usiadłam.

Oni patrzyli na mnie, a ja na nich. W głowie krążyło mi tysiąc myśli...Czy ja naprawdę najpierw muszę coś zrobić, a dopiero później pomyśleć? Serio...

-Jeśli te teksty to miała być tylko zagrywka z twoim byłym chłopakiem to my rozumiemy.- z rozmyśleń wyrwał mnie Chris. Zapamiętałam bo miał śliczne dołeczki jak się śmiał.

-No to wpadłam.- pomyślałam. Wzięłam głęboki oddech.- To nie była żadna zagrywka.- Tak Carter brnij dalej w kłamstwo co tam...-A tak w ogóle to gdzie wasz kolega?- zmieniłam temat, dopiero teraz zauważając że jest ich czworo a nie pięcioro.

-Yyyy..tak jakby..- młodszy brunet zaczął się jąkać.

-Źle się czuje, dlatego nie przyszedł.- odpowiedział mi blondyn z zajebistymi niebieskimi oczami.

-Yhymm...Mam nadzieję że do wieczora, poczuję się już lepiej.

-Co masz na myśli?- i znowu ten blondyn z dołeczkami.

-A to że macie czas do 21 aby przygotować jeden z tekstów, który znajduję się w teczce.- wstałam z krzesła i kiedy miałam już wychodzić odwróciłam się do nich.- Czekam na waszą piątkę- podkreśliłam to słowo- w pokoju nr 107, nie zawiedźcie mnie.- puściłam do nich oczko po czy wyszłam.

Tak jak myślałam w korytarzu czekał na mnie Denis. Stał z założonymi rękami i z tą swoją miną.

Przewróciłam oczami i podeszłam do niego.

-Coś ty narobiła maleńka?- spytał z wyrzutem

-Sprzedałam teksty?- bardziej spytałam niż odpowiedziałam.

-To to słyszałem...ale jak mogłaś je dać tym terrorystą? Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego że będziesz teraz musiała z nimi współpracować? Boże aż boję się pomyśleć co oni mogą ci zrobić jak zostaniesz z nimi sama w studiu.- przyłożył dłonie do ust robiąc przerażoną minę.

Uniosłam brwi krzywiąc usta. Spojrzałam na niego po czym postukałam się w czoło na znak, że jest głupi.

-Tak, pokazuj mi, tylko później nie chcę czytać nagłówków w gazetach. „ Nikki Carter zabita w studio” albo „ Nasza kochana Nikki została pociachana w czasie nagrywania płyty.” - zaczął wymachiwać rękami.

-Denis czy tobie już ktoś kiedyś kazał iść się leczyć?- spytałam na co chłopak przyjął pozę myślenia.

-Hahaha..jesteś niemożliwy.- roześmiałam się zostawiając go na tym korytarzu i ruszyłam do studia.

Weszłam do pokoju gdzie czekała na mnie już ekipa.

-Przepraszam was.- powiedziałam po czym weszłam do oszklonego pomieszczenia. Założyłam słuchawki na uszy, a już po chwili całkowicie oddałam się śpiewaniu.


Promienie słońca, które przebiły się przez zasłony zaczęły drażnić go w oczy. Przetarł ręką twarz, po czym otworzył powieki. Rozejrzał się wkoło, próbując sobie przypomnieć gdzie jest i co się wydarzyło. Spojrzał na prawą stronę łóżka na której spała rudowłosa dziewczyna. Na samą myśl o nocy z nią na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Delikatnie by jej nie obudzić wstał z łóżka i zaczął poszukiwania swoich ubrań. Założył na siebie bokserki, a kiedy znalazł spodnie wyjął z nich swój telefon. Kiedy spojrzał na godzinę, w jego żołądku pojawiło się dziwne uczucie, a adrenalina od razu mu podskoczyła. -Cholera.- przeklną po cichu, patrząc czy nie obudził dziewczyny. Wyszedł z sypialni, po czym w pośpiechu ubrał na siebie pozostałą część swojej garderoby. Kiedy chciał już wyjść, zatrzymał się i wrócił do kuchni. Na stole znalazł pik karteczek i długopis. Chwycił go po czym napisał na kartce krótkie podziękowanie i swój nr telefonu. Zostawił wiadomość na stole, po czym po cichu wyszedł z mieszkania.


Wybiegł na ulice łapiąc pierwszą lepszą taksówkę. Czuł się okropnie, wiedział że chłopaki go zabiją. Był wściekły sam na siebie, miał tylko nadzieję że to nie odbiję się na zespole. Zawsze był tym najbardziej odpowiedzialnym, a teraz to on zawalił na całej linii. Zacisnął pięści, czekając aż taksówkarz dojedzie na miejsce.



-Ej dacie wiarę...Sama Nikki dała nam teksty...- podekscytowany Izzy chodził po salonie nie mogąc się uspokoić.


-Taaa...tylko szkoda że mam wrażenie że ona tego nie przemyślała, a zrobiła pod wpływem emocji i tylko po to by się odegrać na tym swoim ex.- Chris nie popierał jego entuzjazmu.


-Oj Watrin zamiast snuć tu teorie spiskowe lepiej ucz się tekstu.- Izzy zmierzył go wzrokiem


-Sam się ucz małpiszonie.- blondyn rzucił w niego poduszką.


-Ja małpiszon?! Już nie żyjesz.- brunet rzucił się na niego okładając go nie zbyt mocno pięściami.


Nagle do mieszkania wpadł zdyszany brunet. Wszedł do salonu z którego dochodziły dziwne dźwięki. Na dywanie tarzał się Izzy z Chrisem, a Vinc wraz z Richiem kibicowali im.


-Ehemm- odchrząknął, co spowodowało że chłopaki spojrzeli na niego.


-O nasza królewna się znalazła. - powiedział ironicznie Richie.


-Co tu się dzieję?- spytał Jay ignorując słowa blondyna.


-Ty lepiej nam powiedz gdzie byłeś? Przez ciebie o mało nie wywalili nas z wytwórni, która jak ci przypomnę dała nam okres próbny.- Chris wstał z podłogi otrzepując się.


-O mały włos? Czyli nie wywalili nas?- spytał z nadzieją.


-Nie. Uratowała nas piękna, wspaniała Nikki.- powiedział z entuzjazmem Izzy również wstając z podłogi.


-Nooo i to przede mnie dała teczkę. -wyszczerzył się Vince


Chłopaki spojrzeli na niego jak na jakieś zjawisko nadprzyrodzone.


-Jak to Nikki?- Jay nie wiedział o co im chodzi.


-Masz tu tekst i naucz się go...mamy czas do 21. To nasza ostatnia szansa.- Chris wręczył mu kartkę z tekstem, a sam udał się do swojego pokoju.


Brunet spojrzał najpierw na kartkę, a później na chłopaków.


Richie pokiwał mu głową, po czym sam zagłębił się w kartce.



Właśnie miałam przerwę, którą przeznaczyłam na zjedzenie śniadania-obiado i zapewne też kolację. Nagle przysiadł się do mnie Marius.


Spojrzałam na niego, odkładając swój posiłek.


-Zdajesz sobie sprawę z tego co zrobiłaś?- spytał mnie spokojnie co było dość dziwne jak na niego.


-Tak nie do końca.-przygryzłam dolną wargę.


-Ehhh..tak myślałem..Nie wiem co uderzyło ci do głowy, ale mogę to jeszcze odkręcić. Wywalę chłopaków, a teksty przekażemy Fabiemu i tak jak było ustalone wcześniej dacie razem kilka występów a może nawet pojedziecie w trasę.


-Co?!- spytałam patrząc na niego z niedowierzaniem.- Nic nie będziemy cofać, nie mam zamiaru Marius jechać w trasę z tym półgłówkiem.- uniosłam się lekko.


-Nie znasz ich nie wiesz czy dadzą radę.


-To ich poznam.


-A jak pociągną cię na dno?- spojrzałam na niego. Cholera a jak on ma rację, w co ja się wpakowałam.


-Wątpię..z tego co mi wiadomo są świetni, ale brakuję im właśnie tekstów, trochę treningów i marketingu.


-Obyś miała rację...i- zawahał się.- i lepiej żeby tak było. - wstał po czym bez słowa odszedł.


Siedziałam tak patrząc tempo przed siebie. W duchu modliłam się żeby chłopaki jednak dali radę, ale z drugiej strony cholera czy ja dam radę współpracować z boysbandem. Ich pięciu i ja jedna.


-Cholera.- przeklęłam pod nosem.





Cdn.....


Dziękuję za tyle wspaniałych komentarzy <3 Jesteście wspaniałe :*

środa, 14 października 2015

Rozdział 5

Rozdział 5


 

  -Świetnie- pomyślała ruda odczytując sms-a od brunetki. Pozostawały jej dwa wyjścia, wejść do klubu i zaszaleć samej, albo wrócić do domu. Jednak nie po to stała godzinę przed lustrem strojąc się, poza tym musiała odreagować kłótnię ze swoim chłopakiem, a co nie robi lepiej jak kilka drinków i taniec na odstresowanie się. Ruda postawiła na rozwiązanie nr 1 i weszła do klubu bez kolejki ponieważ bramkarz dobrze ją znał. Rozejrzała się po klubie w którym jak zwykle było dużo osób, z głośników wydobywała się głośna muzyka, a na parkiecie tańczyło już sporo osób. Uśmiechnęła się do siebie czując że będzie to fajna impreza, po czym ruszyła do baru. Zamówiła whiskey z colą po czym wypiła drinka naraz, powtarzając zamówienie jeszcze dwa razy. Teraz poczuła jak po jej ciele rozchodzi się alkohol sprawiając że jej mięśnie robią się luźniejsze, a nogi same ciągną ją na parkiet. Odstawiła pustą szklane po czym pewnym krokiem ruszyła na parkiet. Jej biodra od razu zaczęły ruszać się spójnie z rytmem muzyki. Czuła się wspaniale, tańczyła seksownie wyginając się i ruszając biodrami. Wiedziała że faceci patrzą się na nią, ale to jej nie przeszkadzało wręcz przeciwnie chciała tego. Potrzebowała aprobaty i tego że mężczyźni pożerali ją wzrokiem. Zawsze bowiem chciała być tą najseksowniejszą i najbardziej pożądaną. Co jakiś czas podnosiła swoje włosy muskając się po ciele. W pewnym momencie poczuła na swoich biodrach czyjeś dłonie. Odwróciła się, zobaczyła przed sobą wysokiego bruneta, który uśmiechnął się do niej, ale nie tak nachalnie jak inni faceci. W jego uśmiechu było zupełnie coś innego.

-Wybacz jeśli nie chcesz..- brunet zabrał swoje dłonie.

-Nie nie...wszystko ok.- Ruda szybko zaprzeczyła i tym razem to ona zarzuciła swoje dłonie na szyję bruneta. Chłopak jeszcze szerzej się do niej uśmiechnął. Oboje zaczęli kołysać się w rytmie muzyki. Jess była zafascynowana oczami bruneta które miały w sobie taki magnes że nie mogła odwrócić od nich wzroku. Przez koszulkę czuła że jest dobrze zbudowany i umięśniony, co spowodowało że ogromna fala gorąca przeszła przez jej brzuch. Chłopak w swoich ruchach nie był nachalny, ale robił coś takiego że Ruda nie chciała się od niego odrywać. Kiedy piosenka się skończyła, myśl o tym że chłopak teraz sobie pójdzie sprawiła że Ruda chwyciła bruneta za rękę i ruszyła w stronę baru. Ku jej zdziwieniu chłopak nie protestował, tylko bez słowa poszedł za nią. Oboje usiedli przy barze, zamawiając drinki. Dziewczyna po otrzymaniu swojego napoju wypiła go duszkiem tak samo jak poprzednio.

-Nie wiedziałem, że dziewczyny potrafią coś takiego.- chłopak uśmiechnął się upijając łyka swojego drinka.

-Jestem wyjątkiem- odpowiedziała i kokieteryjnie założyła nogę na nogę, co spowodowało że odsłoniła jeszcze więcej swojego ciała w i tak krótkiej sukience którą miała na sobie.

-Nie wątpię. A jak taki piękny wyjątek ma na imię?- spytał zatapiając się w jej oczach.

Ruda była mistrzynią flirtu, ale teraz czuła że jej policzki zarumieniły się, a w brzuchu poczuła tą samą falę gorąca co w tańcu.

-Jessica, a ty jak się nazywasz przystojniaku?- starała zachowywać się normalnie.

-Jay.- brunet ponownie zatopił usta w swoim drinku.

-A co do umiejętności to potrafię jeszcze wiele różnych rzeczy.- Ruda przybliżyła się do bruneta, po czym puściła mu oczko i ruszyła na parkiet, starając się iść jak najbardziej seksownie tylko potrafiła.

Jay uśmiechnął się patrząc jak dziewczyna seksownie kręci biodrami. Odstawił swojego drinka i ruszył za nią. Ich ciała ponownie połączyły się w tańcu. Jednak tym razem ich ruchy były odważniejsze. Ruda śmielej dotykała i ocierała się o chłopaka, co wcale mu nie przeszkadzało. Od kiedy zobaczył ją w wejściu do klubo spodobała mu się. Alkohol też robił swoje. W pewnym momencie ich twarze były tak blisko siebie, że praktycznie ich usta stykały się ze sobą. Oboje spojrzeli sobie w oczy, zatapiając się w bardzo namiętnym pocałunku. Ruda poczuła w brzuchu milion motylków, teraz już wiedziała że tej nocy brunet musi być jej. Po pocałunku złapała go za rękę, ciągnąc za sobą do wyjścia. Chłopak nie sprzeciwiał się jej, rozejrzał się tylko w poszukiwaniu swoich towarzyszy, ale nie dostrzegł żadnego z chłopaków. Kiedy wyszli z klubu fala chłodnego powietrza uderzyła w nich, lecz to nie ostudziło ich emocji. Jess szybko złapała taksówkę do której oboje wsiedli. Podała adres kierowcy. Oboje nie odezwali się do siebie ani słowem, ale w powietrzu można było wyczuć napięcie. Po 15 minutach samochód zatrzymał się, Ruda zapłaciła taksówkarzowi zostawiając mu duży napiwek. Spojrzała na bruneta zawadiacko się uśmiechając i wchodząc do wysokiego apartamentowca , Jay bez chwili zastanowienia ruszył za dziewczyną. Wsiedli do windy a po chwili zatrzymali się na 6 piętrze. Ruda wysiadła pierwsza idąc przodem. Zatrzymała się przy drzwiach otwierając je i wchodząc do środka. Jay zawahał się przez chwilę ale wszedł za dziewczyną. Stała do niego tyłem chcąc ściągnąć szpilki z nóg. Podszedł do niej, a jego dłonie znalazły się na jej biodrach. Odwróciła się do niego. Patrzyli sobie w oczy, z wielkim pożądaniem. Ruda położyła swoje dłonie na jego torsie, po czym to ona jako pierwsza pocałowała go. Brunet nie był jej dłużny i odwzajemnił pieszczotę. Jay bez uprzedzenia podniósł dziewczynę, na co ona seksownie mruknęła oplatając jego biodra nogami. W ciemno weszli to pierwszego lepszego pomieszczenia którym okazała się kuchnia. Posadził rudą na blacie kuchennym, nie odrywając ust od jej warg. Jess wsunęła swoje dłonie pod koszulkę bruneta, a już po chwili owa koszulka znalazła się na podłodze, a jej oczom ukazało się wyrzeźbione ciało bruneta. Uśmiechnęła się na ten widok poddając się pieszczotom chłopaka, którego usta zaczęły schodzić na jej szyję, dekolt. Chłopak oplótł ją ramionami siłując się chwilę z zamkiem od sukienki. Kiedy w końcu mu się udało jej sukienka wylądowała obok jego koszulki. Ich umysły w tamtym momencie zostały wyłączone, liczyło się tylko to co tu i teraz. Oboje czuli coraz większe napięcie. Chłopak ponownie wziął dziewczynę na ręce pytając między pocałunkami o sypialnie. Dziewczyna wskazała mu dłonią, a już po chwili oboje leżeli na łóżku, pozbywając się swojej garderoby. Ruda pieściła umięśnioną klatkę bruneta co powodowało u niego ciche jęki zachwytu. Dłonią wskazała by się położył, co uczynił, ona zaś zaczęła całować jego szyję, co sprawiło mu dużo przyjemności. Ruda zaczęła schodzić coraz niżej, całowała każdy skrawek jego klatki, brzucha. Kiedy doszła do jego męskości, spojrzała mu w oczy po czym zaczęła pieścić go ustami. Brunet zwijał się z rozkoszy wydając z siebie coraz głośniejsze jęki. W końcu złapał dziewczynę kładąc ją na łóżku i nie zostając jej dłużnym również pieścił każdy skrawek jej ciała. Kiedy była już wystarczająco rozgrzana, wszedł w nią, powodując że ruda zaczęła jęczeć z rozkoszy wijąc się pod jego ciałem. Ich rozgrzane ciała tańczyły ze sobą taniec pełen namiętności i napięcia, które po jakimś czasie znalazło ujście. Oboje opadli na pościel ciężko oddychając.

-Widzisz mówiłam że potrafię dużo różnych rzeczy.- Ruda musnęła usta bruneta wstając z łóżka i naga poszła do kuchni. Wzięła z lodówki dzbanek z wodą i dwie szklanki, wróciła do pokoju i nalała do nich wodę. Podała jedną szklankę brunetowi a sama wypiła duszkiem chłodną ciecz która chociaż w pewnym stopniu ostudziła jej rozgrzane i spocone ciało. Brunet również wypił wodę, po czym przyciągnął do siebie nie spodziewającą się tego dziewczynę.

-Ja też mam kilka umiejętności w zanadrzu.- zawadiacko się uśmiechnął po czym zatopił swoje usta w ustach dziewczyny. Ich gra rozpoczęła się ponownie.


Mój budzik rozdzwonił się co nie należało do moich ulubionych dźwięków na świecie. Leniwie podniosłam rękę wyłączając to cholerstwo i przykryłam głowę poduszką, próbując ponownie zasnąć, ale przypomniałam sobie o Clarisie i o tym że jeśli nie wstanę to spóźnię się do pracy a tym samym Marius urwie mi głowę. Z wielkim bólem więc postanowiłam wstać. Ledwo widząc na oczy udałam się do łazienki wykonując poranną toaletę i doprowadzając się do stanu, w którym przypominałam człowieka a nie wielkiego rozczochranego potwora. Ku mojemu zdziwieniu nie słyszałam żeby Clarisa poruszała się po mieszkaniu. Czyżby było możliwe że o tej porze jeszcze by spała. Wyszłam z łazienki udając się do „jej” pokoju. Uchyliłam drzwi ale gdy weszłam do pokoju nikogo w nim nie było. Zauważyłam tylko że na łóżku leży koperta z moim imieniem. Dobrze wiedziałam co było tam napisane, ale otworzyłam ją.


„Córciu dziękuję ci że dałaś mi tyle wsparcia, ale Thomas dzwonił w nocy i przeprosił za wszystko. Wracam do niego. Kocham cię. Mama.”


-Ehh cała Clarisa.-pomyślałam udając się do kuchni, w celu zrobienia sobie śniadania, ale gdy spojrzałam na zegarek odechciało mi się go. Pobiegłam do szafy z której wyciągnęłam ubrania. Szybko się przebrałam, chwyciłam torebkę i zamykając mieszkanie pobiegłam do windy.



Kiedy weszłam do firmy miałam tylko nadzieję, że Marius jest zajęty czymś innym i nie zauważy mojego malutkiego spóźnienia. Kiedy dotarłam na moje piętro, od razu dało się słyszeć krzyki Mariusa i z tego co udało mi się usłyszeć chyba Ryana (manager Fabiana). Krzyki dochodziły z pomieszczenia do którego właśnie musiałam się udać. Przed drzwiami stał już Denis który jak zwykle musiał znać wszystkie plotki i wydarzenia w naszej firmie.


-Co tu się dzieje?- spytałam szeptem


-Ci terroryści co wczoraj na ciebie napadli dostają zjebkę od Mariusa, wiesz mieli współpracować z Fabianem, mieli z nim pojechać w trasę ale brakuje dzisiaj jednego z nich i Marius z Ryanem się po nich wożą.


-Trzeba im pomóc.- powiedziałam na co Denis dziwnie się na mnie popatrzył.


-No co?-spytałam


-Ty chcesz im pomagać za to co ci zrobili?


-Każde zaszkodzenie Fabiemu, lub zrobienie mu na złość jest dobre.- puściłam do niego oczko, po czym bez pukania weszłam do biura.





Cdn...


Dziękuje za komentarze :* Na prawdę dużo dla mnie znaczą. ;****

niedziela, 4 października 2015

Rozdział 4

Rozdział 4


 

     Wbiegłam do firmy potykając się o wycieraczkę, na szczęście złapałam równowagę i wbiegłam do windy która akurat jechała do góry. Poprawiłam włosy, które wyglądały jakby miały starcie z wkurwionym szopem. Wyszłam z windy i już spokojnym krokiem szłam przez korytarz.

-O hej Słoneczko.- przystanęłam przy drzwiach odwracając się. Przede mną stał Denis.

-O hej przystojniaku.- przywitałam się z nim całusem w policzek.

-OMG tak dawno cie nie widziałem że już miałem jechać do ciebie, a poza tym widziałem wywiad...haha dałaś popalić tej blond wiedźmie.

-Taaaa, ja też się za tobą stęskniłam, i

-O matko, ale ty masz zaniedbane brwi...-przybliżył się do mnie uważnie oglądając moje czoło.- czekaj czekaj, gdzieś tu mam pęsetę.- zaczął przeszukiwać swoje kieszenie i torbę.

-Wiesz co, może nie teraz trochę się spieszę.- odwróciłam się pomału i kiedy chciałam już ruszyć, coś uderzyło mnie z takim impetem że wylądowałam na podłodze.

Przymknęłam oczy, czując ból w okolicy nosa. -Umarłam, to z pewnością był zamach.-pomyślałam

-Matko kochana, Nikki!- usłyszałam piski Denisa...

-Ehh czyli nie umarłam.- pomyślałam otwierając powoli oczy.

-Nic ci nie jest?

-Ja nie chciałem..przepraszam.

-Nikki nic ci nie jest?!

Stało nade mną zadziwiająca liczba mężczyzn. Marius, Denis i jakichś pięciu chłopaków.

Marius podszedł do mnie i pomógł mi wstać.

-Krew!- krzyknął rozhisteryzowany Denis.- Co wyście zrobili Nikki...wy... wy barbarzyńcy!.- Denis zaczął krzyczeć na piątkę tych chłopaków, którzy już nad to wyglądali na zestresowanych i przerażonych. Uniosłam jedną brew ku górze nie wiedząc o co mu chodzi, dopiero gdy spojrzałam na swoją bluzkę zobaczyłam że są na niej ślady krwi. Przyłożyłam dłoń do nosa, faktycznie ciekła mi krew.

-Ehh Denis zamknij się i zajmij się chłopakami, a ty Nikki chodź ze mną.- Marius wziął mnie pod rękę kierując się w stronę łazienki.

-Co?! Ja mam z nimi zostać? A jak mi też coś zrobią?- spojrzałam na niego z politowaniem, na co on tylko przewrócił oczami.

W łazience pierwsze co to rzuciło mi się moje odbicie zakrwawionej twarzy. Wyglądałam jak wampir, który właśnie wrócił z kolacji. Podeszłam do umywalki i przemyłam twarz, na szczęście krew przestała mi już lecieć. Przyjrzałam się nosowi, z tego co zauważyłam to raczej nie powinno być śladu po uderzeniu. W odbiciu zobaczyłam że Marius idzie do mnie z ogromną apteczką. Położył ją na blacie i zaczął po kolei wyjmować z niej różne narzędzia. Patrzyłam z ciekawością na niego. W końcu wyjął z apteczki ogromny plaster i odwrócił się twarzą do mnie chcąc mi go przykleić.

-Ej ej..co ty chcesz zrobić.- odsunęłam się, patrząc na niego jak na jakiegoś totalnego głupka.

-No chce ci to przykleić, przecież leci ci krew.

-Aha...i twoim zdaniem będę super wyglądać z naklejonym plastrem na pół twarzy?

-Yyyy..-zawahał się przez chwilę, patrząc na przemian to na plaster to na mnie. - No chyba nie za bardzo.

-No właśnie.- odpowiedziałam.- poza tym krew mi już przestała lecieć i wszystko jest ok.- uśmiechnęłam się

-Ok, ale lepiej będzie jak zrobisz sobie dzisiaj wolne, w razie jakby miało ci się kręcić w głowie czy coś to od razu dzwoń na pogotowie dobrze?

-Ołkey- odpowiedziałam- No to pa.- pożegnałam się i jak najszybciej wyszłam z łazienki.

 

-Jak mogliście zrobić coś takiego?! Boże biedna Nikki pewnie teraz cierpi...i..i jeśli jej się coś stanie to normalnie...

Moim oczom ukazał się Denis który wydzierał się na zdezorientowanych chłopaków.

-Denis!- krzyknęłam na chłopaka bo zaczynał pomału przeginać.

-O Boże Nikkuś nic ci nie jest jak się cieszę.- rzucił się na mnie przytulając tak mocno że ledwo mogłam oddychać.

-Ty tak serio?- spytałam kiedy odkleił się ode mnie.

-Ale że co?

-Hahaha – roześmiałam się nie mogąc już z jego głupoty.

-Czy ty przypadkiem nie uderzyłaś się w głowę?

-Sugerujesz coś?- spojrzałam na niego srogo, unosząc jedną brew.

-Nieee no coś ty.- uśmiechnął się sztucznie.

Przewróciłam tylko oczami, patrząc na chłopaków, którzy z zaciekawieniem przysłuchiwali się naszej wymianie zdań.

Nagle podszedł do mnie wyższy ode mnie tak na oko o 6-7 cm brunet z grzywką która przysłaniała mu jedno oko.

-Słuchaj przepraszam za to co się stało, ja nie chciałem zrobić ci krzywdy. Po prostu to tak z radości, wiesz chodziliśmy po tylu wytwórniach i nic a tutaj dali nam okres próbny i tak się ucieszyłem że za mocno te drzwi otworzyłem..No i przepraszam. - słuchałam jego wypowiedzi starając sobie poukładać w głowie słowa, które do mnie powiedział.

-Młody ale zamieszałeś.- podszedł do nas wysoki brunet ze ślicznymi brązowymi oczami. - On po prostu chciał cię przeprosić za to co się stało. Jest nam przykro za tą całą sytuację i chcielibyśmy ci to jakoś wynagrodzić.

-Taaa najlepiej jak będziecie się trzymać od Nikki z daleka wy terroryści- między nas znowu wskoczył Denis.

O nie teraz to się miarka przebrała. Spojrzałam na niego zła i wskazałam ręką że ma iść do swojego biura.

-Ale..- chciał coś powiedzieć, ale dałam mu do zrozumienia żeby lepiej poszedł do siebie.

-Ok ok..ale będę was miał na oku.- wskazał palcami na chłopaków, po czym obrażony poszedł do siebie.

-Przeprosiny przyjęte, nic się nie stało. - uśmiechnęłam się do nich na co było widać że trochę się rozchmurzyli. - A tak w ogóle to powinnam wam chyba podziękować, dzięki wam mam dzień wolnego.

-Zawsze do usług.- odezwał się średniego wzrostu brunet z kolorowymi pasemkami na co wszyscy wybuchliśmy śmiechem.

-A więc jesteście piosenkarzami tak? - spytałam kiedy wszyscy już się uspokoiliśmy

-Tak- odpowiedział wysoki blondyn, który swoją droga ma śliczne dołeczki, zauważyłam w trakcie śmiechów.

-Czekajcie..kojarzę was skądś..czy ja was nie widziałam w Niemczech na którejś z gal? US5?- zapytałam dosyć niepewnie, ponieważ wszystkie gale na których byłam w Niemczech przegadałam albo z moim ex albo z Rudą zupełnie nie zwracając uwagi na nic.

-Tak zgadza się.- ucieszył się brunet z pasemkami.

-Ale zabijcie mnie, nie znam waszych imion.

-A no tak..Ja jestem Jay- przedstawił się wysoki brunecik.- ten co prawie zabił cię drzwiami to Vince, ten śmieszek to Izzy, blondyni Richie i Chris.

-Nikki, miło mi was poznać.- uśmiechnęłam się, i rozdzwonił się mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. „ Clarisa” Ohoo będzie wesoło pomyślałam ignorując połączenie. - Wiecie miło mi się z wami rozmawiało, ale muszę już lecieć. Do obaczenia.- pomachałam chłopakom kierując się w stronę windy.


-Wow ona jest jeszcze ładniejsza niż w teledyskach czy filmach.- Izzy nie mógł spokojnie usiedzieć na sofie w domu.


-Noo ma prześliczne oczy i uśmiech.- wtórował mu Vince


-Taaa a ty prawie jej nie zabiłeś tymi drzwiami.- w fotelu usiadł Jay, który popijał świeżo zaparzoną kawę.


-Ważne, że nie jest zła- młodszy brunet wyszczerzył się.


-Taaaa..najważniejsze jest to że wytwórnia dała nam szansę.- odezwał się Chris, który od jakichś 15 minut próbował przejść jakąś grę na telefonie.


-Masz rację, dlatego musimy to uczcić.- Izzy zatarł ręce z szatańskim uśmieszkiem.



Dotarłam do domu dosyć szybko jak na porę, gdzie wszyscy wracają z pracy. Kiedy miałam otwierać drzwi od mieszkania, ze zdziwieniem spostrzegłam że drzwi są otwarte, czyżby moje roztargnienie spowodowało to że nie zamknęłam ich jak wychodziłam. Ostrożnie weszłam do mieszkania zamykając drzwi za sobą. Szłam po cichu przez korytarz, czułam się jak w horrorze gdzie bohaterka idzie, a tu nagle coś jej wyskakuje i zabija ją, przez plecy przeszedł mi zimny dreszcz.


-Witaj córciu.- moja matka wyskoczyła mi z pokoju tak że o mało nie dostałam zawału.


Złapałam się za serce wyrównując oddech.


-Co ty tu robisz?- spytałam


-Tak się wita z matką? Skoro tak bardzo mnie tu nie chcesz to sobie pójdę.-spojrzałam na nią. Wyglądała zupełnie inaczej niż zawsze. Teraz była ubrana w brązowy dres, włosy związane w niedbały kucyk no i te śladowe ilości makijażu.


-Nie no coś ty mamo, po prostu jestem zaskoczona że tu jesteś.


-Oh córciu musiałam przyjść do ciebie, mam tylko ciebie.- rzuciła mi się w ramiona, a po chwili zaczęła pociągać nosem.


-Mamo ty płaczesz?- spytałam dla pewności.


Nic nie odpowiedziała, tylko jeszcze mocniej się we mnie wtuliła. Ahaaa czyli o to chodzi. Moi drodzy, nie często się to zdarza, ale od czasu do czasu owszem. Otóż Clarisa po rozstaniu z ojcem próbowała znaleźć sobie faceta i na moje nieszczęście zawsze byli to chłopcy niewiele starsi ode mnie. Kiedy oni zrywali z nią moja mama przychodziła do mnie w takim stroju żaląc się i wypłakując sobie oczy na moim ramieniu. Wiem wiem to moja mama, ale denerwowało mnie to, gdyby poszukała kogoś w swoim wieku, kogoś odpowiedzialnego to takich sytuacji może by nie było, a na pewno nie aż tak dużo.


-Już dobrze mamo, idź do pokoju a ja zaparzę nam herbatę i zaraz przyjdę.


-Dobrze córciu.- pociągnęła nosem po czym poszła do pokoju.



Chłopcy stali właśnie w kolejce do wejścia do jednego z najlepszych clubów w Hollywood, byli już lekko wstawieni, ale trzymali się na nogach. Chcieli zaszaleć i po świętować swój mały sukces. Kiedy bramkarz wpuścił ich do clubu poszli zająć jeden ze stolików. Od razu zamówili po drinku, i zaczęli wczuwać się w klimat clubu.



Siedziałam z mamą popijając zieloną herbatę oczywiście bez cukru i oglądałyśmy jakiś beznadziejny film w telewizji. Clarisa co jakiś czas pociągała nosem, na co ja próbowałam ją pocieszyć przytulając do siebie co chwilę. Wzięłam telefon do ręki. 2 nieodebrane wiadomości.


„Club Vegas, dzisiaj? „ - Ruda druga wiadomość też była od niej. „ Halo żyjesz?”


Spojrzałam na mamę, która wycierała czerwone już od płaczu oczy, i zrezygnowana odpisałam jej na sms-y. „ Nie dam rady. Clarisa zerwała z facetem. Baw się dobrze xoxox.” Odłożyłam telefon i wzięłam łyka herbaty, próbując zorientować się o co chodzi w filmie.




Cdn...


Miał być wcześniej, ale najpierw odwiedziny teściowej, a później przeprowadzka :/


Dziękuję za tyle komentarzy! Jesteście wspaniałe! <3 Buziaki :****


W bohaterach pojawiła się postać Denisa ;) 

Rozdział 42

  Rozdział 42 Dźwięki perkusji odbijały się echem od ścian hali prób, przerywane od czasu do czasu głosem realizatora, który przez mi...