Rozdział 2
Zawsze wiedziałam że moja matka jest zdrowo nienormalna, ale dzisiaj przegięła. Jest godzina szósta! A ona stoi na środku mojej sypialni, która swoją drogą wygląda jakby przeszła przez nią trąba powietrzna i gapi się na mnie tym swoim wzrokiem.
-Ty naprawdę jesteś nienormalna kobieto- powiedziałam i walnęłam głową o poduszkę.- Daj mi spać, daj mi spać.- mruczałam pod nosem
-O nie! Nikki wstawaj.- zaczęła wyciągać mnie na siłę z łóżka.
-Nieee mamo litości.- trzymałam się z całych sił poduszek lecz niestety moja rodzicielka była silniejsza co spowodowało że obie wylądowałyśmy na dywanie.
-Brawo mamo.- mruknęłam i nie zważając na nią położyłam głowę na jej kolanach ponownie zamykając powieki.
-Nikki nie wygłupiaj się tylko wstawaj i szykuj się na wywiad. Poza tym byłam w twojej kuchni i to co masz w lodówce to są chyba jakieś żarty.- wstała nie zważając na to że moja twarz zaliczyła spotkanie z dywanem. Co dodam nie było zbyt przyjemnym doznaniem.
Wiecie jak to jest próbować zasnąć kiedy jakieś dziwne odgłosy wam to uniemożliwiają? Ogarnia was irytacja, złość i pragniecie jak najszybciej uciszyć źródło tego hałasu. Właśnie w tej chwili to uczucie ogarniało mnie. Pragnęłam chwycić coś ciężkiego i walnąć tym moją rodzicielkę która zaczęła w coś walić i stukać. Wkurzona otworzyłam oczy i ujrzałam moją matkę która siłowała się z moją szafą.
-Nie otwieraj tego!- krzyknęłam, ale było już za późno. Drzwi otworzyły się a na moją matkę zwaliły się tony ciuchów, butów i sama jeszcze nie wiem czego. Clarisa Montez-Carter leżała na podłodze przywalona moimi rzeczami, których nie chciało mi się poukładać w garderobie, i zdezorientowana rozglądała się dookoła.
-Nikki! Dzwoń po pogotowie, jakaś lawina na mnie zeszła. - Stłumiłam w sobie chęć wybuchnięcia śmiechem i leniwie wstałam podchodząc do niej i pomagłam jej wstać.
-To nie lawina, tylko moje rzeczy. Setki zmarnowanej kasy tylko po to by nie powtórzyć swojej stylizacji. - wyszczerzyłam się do niej.
-Ohh Nikki..Pożyczysz mi tą spódniczkę? - Podniosła z podłogi czarną rozkloszowaną spódniczkę, na której widniała jeszcze metka.- Ubrałabym do niej tą beżową bluzkę na ramiączkach i te nudziakowe szpilki?
-Czy ty powinnaś się tak ubierać w tym wieku? - uniosłam jedną brew ku górze. Moja rodzicielka od zawsze miała nieskazitelny styl, ale odkąd zostawił ją ojciec zaczęła jeszcze sexowniej się ubierać i podkreślać wszystko co się tylko da.
-Kochanie..-powiedziała i złapała mnie za podbródek- kobieta zawsze powinna podkreślać swoje atuty. - jęknęłam.
-Ok..nie było tematu. - Chciałam zakończyć, ale moja jakże kochana rodzicielka rozkręciła się.
-Kobieta jak jest ładnie ubrana to czuję się też lepiej i pewniej, a w twoim przypadku, ubieranie się ładnie to wręcz wymóg.- uśmiechnęła się i rzuciła we mnie białą bluzeczką na ramiączkach z dużym dekoltem. - O i to do tego. - podniosła z podłogi jasnoniebieskie dżinsy które z przodu były podziurawione. - A i koniecznie buty na obcasie. - Puściła mi oczko.
Chciałam coś powiedzieć, ale zamilkłam kiedy spojrzała na mnie tym swoim wzrokiem, którym zawsze patrzyła na mnie kiedy chciałam się sprzeciwić. Pokiwałam tylko głową a ona udała się do kuchni, ja natomiast wzięłam swoje „ubrania” i poszłam do łazienki.
Od małego byłam przez nią „tresowana” na gwiazdę, wszystkie te występy na wyborach małych miss, później castingi do telewizji, lekcje śpiewu, tańca, zajęcia z trenerami, instruktorami....ahh.
Z jednej strony byłam jej za to strasznie wdzięczna i dziękowałam za to wszystko bo wiem że teraz nie byłabym tu gdzie jestem i nie robiłabym tego co kocham, ale z drugiej strony ona często przeginała, nie mogłam widywać się z koleżankami kiedy chciałam, mój plan dnia wyglądał jak plan na cały tydzień, ciągłe zakazy tego nie jedz, nakazy masz zrobić tak i tak, Z ojcem było inaczej, mogłam przy nim robić co chce, zachowywać się swobodnie, on po prostu mnie kochał i nigdy specjalnie nie był za pomysłem żebym pchała się w show-biznes, ale niestety ja sama po części tego chciałam. Po za tym ojciec zawsze miał mało czasu dla nas, jego ciągłe trasy koncertowe, imprezowy tryb życia doprowadziły do rozstania moich rodziców, może to i lepiej ich ciągłe kłótnie w domu były nie do wytrzymania, może dla tego tak wcześnie wyprowadziłam się z domu, niestety nie uniknęłam wizyt mojej matki i kontrolowania mnie.
Kiedy byłam już ogarnięta udałam się do kuchni, w której czekała na mnie moja „kochana” mamusia.
-Nikki czy ja nie wyglądam grubo? - Tym pytaniem rozwaliła mój system.
-Nie. Nie jesteś gruba. Nie możesz być gruba przecież ciągle jesz tylko trawę.
-Nie jem trawy, tylko zdrową ekologiczną żywność, poza tym tobie też by się przydało, trochę mnie nie było i proszę.- otworzyła moją lodówkę- same niezdrowe żarcie.
-Ale ja je lubię.- zrobiłam grymas na twarzy kiedy rodzicielka zaczęła wyrzucać moje jedzenie.
W lodówce została tylko sałata i jeden pomidor.
-Great! Wiesz odechciało mi się jeść.- spojrzałam na nią
-I dobrze im mniej tym lepiej.- tym razem to ona się do mnie wyszczerzyła.
-Pretty Hurts...
Tym czasem w Berlinie:
Piątka chłopaków siedziała na korytarzu swojej wytwórni i czekali na „ wyrok”. Od jakiegoś czasu szło im coraz gorzej, zmiana członka zespołu, problemy z nagraniem nowej płyty, coraz mniej fanów na koncertach. Każdy z nich kochał swój zespół i to co robią, ale bali się że ta przygoda może się niedługo skończyć.
Nagle z dużych dębowych drzwi wyszedł jeden z ich managerów i zaprosił ich do środka. W pokoju siedzieli ich managerowie, producent i wytwórca.
-I co z nami będzie? - spytał zniecierpliwiony Izzy
-Po długich rozmowach, telefonach, mailach udało nam się załatwić kilku sponsorów i wytwórni które chciałyby z wami współpracować, jest tylko jedno ale...
-Jakie ale? - wtrącił wysoki brunet
-No właśnie, tutaj w Europie jesteście znani i to dobrze, ale za oceanem jest dosyć słabo, dlatego zdecydowaliśmy się, że zaczniemy od nowa w Stanach, a dokładnie w Hollywood, w końcu to tam jest centrum wszystkiego.
-Wow..- chłopaki tylko tyle potrafili wydusić z siebie. Byli zaszokowani, ale z drugiej strony cieszyli się. Wiedzieli że jest to duża szansa no i jedyna by nie zatonąć.
-Kiedy jedziemy?
-Za dwa dni.
-Super- ucieszyli się wszyscy.
Cdn.
I na koniec życzenia urodzinowe dla Moniki <3
Kochana życzę Ci; Szczęścia, by każdy dzień przynosił radość
Radości, by uśmiech nie znikał z Twojej twarzy
Uśmiechu, by przeganiał zmartwienia
Beztroski, by żyć w pomyślności i zdrowiu
Pomyślności i zdrowia, by realizować marzenia
Spełnienia marzeń, by odnaleźć szczęście...Buziaki :*****