wtorek, 11 sierpnia 2015

Rozdział 2

Rozdział 2


 

 

Zawsze wiedziałam że moja matka jest zdrowo nienormalna, ale dzisiaj przegięła. Jest godzina szósta! A ona stoi na środku mojej sypialni, która swoją drogą wygląda jakby przeszła przez nią trąba powietrzna i gapi się na mnie tym swoim wzrokiem.

-Ty naprawdę jesteś nienormalna kobieto- powiedziałam i walnęłam głową o poduszkę.- Daj mi spać, daj mi spać.- mruczałam pod nosem

-O nie! Nikki wstawaj.- zaczęła wyciągać mnie na siłę z łóżka.

-Nieee mamo litości.- trzymałam się z całych sił poduszek lecz niestety moja rodzicielka była silniejsza co spowodowało że obie wylądowałyśmy na dywanie.

-Brawo mamo.- mruknęłam i nie zważając na nią położyłam głowę na jej kolanach ponownie zamykając powieki.

-Nikki nie wygłupiaj się tylko wstawaj i szykuj się na wywiad. Poza tym byłam w twojej kuchni i to co masz w lodówce to są chyba jakieś żarty.- wstała nie zważając na to że moja twarz zaliczyła spotkanie z dywanem. Co dodam nie było zbyt przyjemnym doznaniem.

Wiecie jak to jest próbować zasnąć kiedy jakieś dziwne odgłosy wam to uniemożliwiają? Ogarnia was irytacja, złość i pragniecie jak najszybciej uciszyć źródło tego hałasu. Właśnie w tej chwili to uczucie ogarniało mnie. Pragnęłam chwycić coś ciężkiego i walnąć tym moją rodzicielkę która zaczęła w coś walić i stukać. Wkurzona otworzyłam oczy i ujrzałam moją matkę która siłowała się z moją szafą.

-Nie otwieraj tego!- krzyknęłam, ale było już za późno. Drzwi otworzyły się a na moją matkę zwaliły się tony ciuchów, butów i sama jeszcze nie wiem czego. Clarisa Montez-Carter leżała na podłodze przywalona moimi rzeczami, których nie chciało mi się poukładać w garderobie, i zdezorientowana rozglądała się dookoła.

-Nikki! Dzwoń po pogotowie, jakaś lawina na mnie zeszła. - Stłumiłam w sobie chęć wybuchnięcia śmiechem i leniwie wstałam podchodząc do niej i pomagłam jej wstać.

-To nie lawina, tylko moje rzeczy. Setki zmarnowanej kasy tylko po to by nie powtórzyć swojej stylizacji. - wyszczerzyłam się do niej.

-Ohh Nikki..Pożyczysz mi tą spódniczkę? - Podniosła z podłogi czarną rozkloszowaną spódniczkę, na której widniała jeszcze metka.- Ubrałabym do niej tą beżową bluzkę na ramiączkach i te nudziakowe szpilki?

-Czy ty powinnaś się tak ubierać w tym wieku? - uniosłam jedną brew ku górze. Moja rodzicielka od zawsze miała nieskazitelny styl, ale odkąd zostawił ją ojciec zaczęła jeszcze sexowniej się ubierać i podkreślać wszystko co się tylko da.

-Kochanie..-powiedziała i złapała mnie za podbródek- kobieta zawsze powinna podkreślać swoje atuty. - jęknęłam.

-Ok..nie było tematu. - Chciałam zakończyć, ale moja jakże kochana rodzicielka rozkręciła się.

-Kobieta jak jest ładnie ubrana to czuję się też lepiej i pewniej, a w twoim przypadku, ubieranie się ładnie to wręcz wymóg.- uśmiechnęła się i rzuciła we mnie białą bluzeczką na ramiączkach z dużym dekoltem. - O i to do tego. - podniosła z podłogi jasnoniebieskie dżinsy które z przodu były podziurawione. - A i koniecznie buty na obcasie. - Puściła mi oczko.

Chciałam coś powiedzieć, ale zamilkłam kiedy spojrzała na mnie tym swoim wzrokiem, którym zawsze patrzyła na mnie kiedy chciałam się sprzeciwić. Pokiwałam tylko głową a ona udała się do kuchni, ja natomiast wzięłam swoje „ubrania” i poszłam do łazienki.

Od małego byłam przez nią „tresowana” na gwiazdę, wszystkie te występy na wyborach małych miss, później castingi do telewizji, lekcje śpiewu, tańca, zajęcia z trenerami, instruktorami....ahh.

Z jednej strony byłam jej za to strasznie wdzięczna i dziękowałam za to wszystko bo wiem że teraz nie byłabym tu gdzie jestem i nie robiłabym tego co kocham, ale z drugiej strony ona często przeginała, nie mogłam widywać się z koleżankami kiedy chciałam, mój plan dnia wyglądał jak plan na cały tydzień, ciągłe zakazy tego nie jedz, nakazy masz zrobić tak i tak, Z ojcem było inaczej, mogłam przy nim robić co chce, zachowywać się swobodnie, on po prostu mnie kochał i nigdy specjalnie nie był za pomysłem żebym pchała się w show-biznes, ale niestety ja sama po części tego chciałam. Po za tym ojciec zawsze miał mało czasu dla nas, jego ciągłe trasy koncertowe, imprezowy tryb życia doprowadziły do rozstania moich rodziców, może to i lepiej ich ciągłe kłótnie w domu były nie do wytrzymania, może dla tego tak wcześnie wyprowadziłam się z domu, niestety nie uniknęłam wizyt mojej matki i kontrolowania mnie.

 

Kiedy byłam już ogarnięta udałam się do kuchni, w której czekała na mnie moja „kochana” mamusia.

-Nikki czy ja nie wyglądam grubo? - Tym pytaniem rozwaliła mój system.

-Nie. Nie jesteś gruba. Nie możesz być gruba przecież ciągle jesz tylko trawę.

-Nie jem trawy, tylko zdrową ekologiczną żywność, poza tym tobie też by się przydało, trochę mnie nie było i proszę.- otworzyła moją lodówkę- same niezdrowe żarcie.

-Ale ja je lubię.- zrobiłam grymas na twarzy kiedy rodzicielka zaczęła wyrzucać moje jedzenie.

W lodówce została tylko sałata i jeden pomidor.

-Great! Wiesz odechciało mi się jeść.- spojrzałam na nią

-I dobrze im mniej tym lepiej.- tym razem to ona się do mnie wyszczerzyła.

-Pretty Hurts...

 

Tym czasem w Berlinie:

 

Piątka chłopaków siedziała na korytarzu swojej wytwórni i czekali na „ wyrok”. Od jakiegoś czasu szło im coraz gorzej, zmiana członka zespołu, problemy z nagraniem nowej płyty, coraz mniej fanów na koncertach. Każdy z nich kochał swój zespół i to co robią, ale bali się że ta przygoda może się niedługo skończyć.

Nagle z dużych dębowych drzwi wyszedł jeden z ich managerów i zaprosił ich do środka. W pokoju siedzieli ich managerowie, producent i wytwórca.

-I co z nami będzie? - spytał zniecierpliwiony Izzy

-Po długich rozmowach, telefonach, mailach udało nam się załatwić kilku sponsorów i wytwórni które chciałyby z wami współpracować, jest tylko jedno ale...

-Jakie ale? - wtrącił wysoki brunet

-No właśnie, tutaj w Europie jesteście znani i to dobrze, ale za oceanem jest dosyć słabo, dlatego zdecydowaliśmy się, że zaczniemy od nowa w Stanach, a dokładnie w Hollywood, w końcu to tam jest centrum wszystkiego.

-Wow..- chłopaki tylko tyle potrafili wydusić z siebie. Byli zaszokowani, ale z drugiej strony cieszyli się. Wiedzieli że jest to duża szansa no i jedyna by nie zatonąć.

-Kiedy jedziemy?

-Za dwa dni.

-Super- ucieszyli się wszyscy.

 

 

Cdn.

I na koniec życzenia urodzinowe dla Moniki <3

Kochana życzę Ci; Szczęścia, by każdy dzień przynosił radość
Radości, by uśmiech nie znikał z Twojej twarzy
Uśmiechu, by przeganiał zmartwienia
Beztroski, by żyć w pomyślności i zdrowiu
Pomyślności i zdrowia, by realizować marzenia
Spełnienia marzeń, by odnaleźć szczęście...Buziaki :*****

kkk

czwartek, 6 sierpnia 2015

Rozdział 1

Rozdział 1


 

 

„I just wanna feel your body right next to mine
All night long
Baby, slow down the song
And when it's coming closer to the end hit "Rewind"
All night long
Baby, slow down the song „ w głośnikach słyszałam dobrze znaną melodię. Słowa same wydobywały się z mojego gardła. Miałam w sobie mnóstwo energii i byłam podekscytowana nagrywaniem nowej płyty. Nawet nie wyobrażacie sobie jakiego dawało mi to kopa. Uwielbiałam swoją pracę, która połączona była z zabawą. Czułam się jak na wiecznych wakacjach. Owszem często było ciężko i musiałam dawać z siebie 1000% ale i tak kochałam to co robię i nie zamieniłabym tego na nic innego.


-Nikki świetnie ale postaraj się bardziej przeciągnąć w drugiej zwrotce końcówkę. - usłyszałam od Thomasa

-Oczywiście.- odpowiedziałam po czym zaczęłam śpiewać piosenkę po hiszpańsku, zabawnie ruszając przy tym biodrami. Cała załoga miała ze mnie niezłą polewkę.

...


Kiedy weszłam do restauracji zauważyłam że moja przyjaciółka już czekała na mnie. Zawzięcie rozmawiała z kimś przez telefon. Miała tak rozmarzone oczy że nawet nie zauważyła kiedy usiadłam naprzeciw niej. Mówiła tak rozanielonym głosem, bawiąc się przy tym swoimi włosami że patrzyłam na nią jak na wariatkę.

-Ja Ciebie też kotku. Bye.- powiedziała odkładając telefon i w końcu łaskawie spojrzała na mnie.

Patrzyłam na nią jak na dziwoląga po czym wybuchłam niepohamowanym śmiechem.

-A tobie o co chodzi szogunie?- zmroziła mnie wzrokiem

-Mi? O nic kotku haha- powiedziałam poważnie po czym znowu wybuchnęłam śmiechem.

-Ehh..jesteś nie wychowanym gówniarzem.- prychnęła moja przyjaciółka.- Nie wiesz co to prawdziwa miłość.- przewróciła oczami biorąc kartę z meni.

-Taaak oczywiście. Masz rację, ty wiesz najlepiej co to znaczy prawdziwa miłość.- spojrzała na mnie spod byka.

-Co masz na myśli?

-Chodzi mi o to że znacie się poczekaj.- zaczęłam liczyć na palcach.- jakieś 3 tygodnie a ty mi tu wyskakujesz z miłością. Poza tym jesteś jeszcze za młoda na takie poważne związki. Powinnaś się bawić, korzystać z życia, zmieniać facetów jak rękawiczki..-zaczęłam jej wyliczać póki nie dostałam paczką chusteczek w twarz. Spojrzałam na nią z mordem w oczach.

-Młoda skończmy ten temat i lepiej zamówmy coś bo umieram z głodu.

-Masz rację.- odpowiedziałam po czym zanurzyłam się w karcie meni.

Kiedy już wybrałyśmy nasze jedzenie kelner podszedł do nas zapisując nasze zamówienie.

-Jak płyta? Kiedy te twoje skrzeki wyjdą?

-Dzięki wiesz zawsze wiedziałam że jesteś moją największą fanką- przewróciłam oczami- płyta spoko, brakuję mi kilku kawałków ale pracuję nad nimi. To ma być coś tanecznego, wesołego nie chcę smutnych ballad.

-Dlaczego? Ja akurat lubię twoje ballady.- głupkowato się do mnie uśmiechnęła.

-Nie chcę ich na tej płycie bo zaraz ludzie będą gadać że to pewnie dlatego że tęsknię za Fabianem, że mam złamane serce ble ble ble..

-Ok..skoro już ustaliłyśmy że jesteś stuknięta to teraz zjedzmy i idziemy na shopping- moja przyjaciółka zatarła dłonie z diabelskim uśmiechem. Nienawidziłam jak tak robi bo wiedziałam że to oznacza milion godzin łażenia po sklepach i przymierzanie wszystkich ciuchów.

Tak jak przypuszczałam po obiedzie ruszyłyśmy w wir zakupów. Kelly była w tym mistrzynią, gdyby była olimpiada robienia zakupów na czas jestem pewna że wygrała by ją. Bluzki, sukienki, spodnie, spódniczki, buty, torebki.. można tak wyliczać w nieskończoność.

-Ja mam dość.- usiadłam na jednej z ławek w środku centrum handlowego. Miałam gdzieś że ludzie patrzą się na mnie jak na idiotkę kiedy ściągnęłam swoje szpilki od Versace i masowałam zmęczone stopy. -Kłamcy, tak zapewniali w sklepie że to najwygodniejszy model.- mruczałam pod nosem w ogóle nie zwracając uwagi na wzrok mojej przyjaciółki, który mówił tylko jedno.

-Podnoś swoją szanowną i ruszamy dalej marudo nr 1, albo nakopie ci do tego ślicznego tyłeczka.

-Serio myślisz że mam śliczny tyłek? - wyszczerzyłam się do niej.

-Jesteś niemożliwa.- w tym momencie rozległ się dźwięk telefonu rudej.

-Tak Kotku.



-Oczywiście że tak..

-To do zobaczenia. Kocham Cię.

-..

-Bye.

-Bo widzisz Nikki jest taka sprawa- ruda usiadła obok mnie z maślanymi oczkami.

-Leć szogunie.

-Aaa dziękuję Nikkuś i obiecuję że następnym razem dłużej spędzimy ze sobą czas.- rzuciła mi się na szyję co najmniej jakbym jej matkę uratowała z płonącego samochodu.

-No już spoko spoko bo mnie udusisz. - ruda oderwała się ode mnie wstając z miejsca.

-To buziaczki Nikkuś i zdzwonimy się.

-Tak tak, tylko uważaj tam, nie chcę być jeszcze ciotką.- wystawiłam jej język na co ona tylko machnęła ręką po czym odwróciła i się i w podskokach oddaliła się ode mnie.

Spojrzałam na górę toreb z zakupami.

-Świetnie po prostu cudownie.- mruknęłam ubierając na stopy te cholerne szpilki i biorąc te wszystkie zakupy.

...


Kiedy dotarłam do mieszkania po prostu padłam. Ściągnęłam te diabelskie buty ze stóp, swoją drogą szpilki na pewno wymyślił jakiś facet, ja wiem że podkreślają tyłek, nogi i ogólnie sylwetkę, ale żeby tak się męczyć o nieeee.- rzuciłam nimi w kąt wstając z podłogi. Dowlekłam się do lodówki wyciągając z niej niegazowaną wodę, nalałam ją do szklanki po czym wyszłam na balkon. Upiłam łyk cieczy rozglądając się po oświetlonym mieście. 15 piętro- to jest to, uwielbiałam swoje 15 piętro i widok miasta nocą. Wszystko mimo nocy żyło. Wypiłam wodę i weszłam z powrotem do mieszkania.

Na łóżku leżała moja czarna gitara, którą dostałam na 10 urodziny od ojca. Nie rozstawałam się z nią nigdy. Usiadłam na skraju biorąc ją w ręce. Zaczęłam grać nieznaną mi melodię, później samo już poleciało, słowa muzyka, byłam jak w transie. „The good guys, the good guys, the good guys finish last
I could try, I could try but good guys finish last
And though I know I would treat you right
I would never put up a fight
And that's why 
The good guys, the good guys finish last
That's why the good guys, the good guys finish last
Yeah that's why the good guys, the good guys finish last...” - sama nawet nie wiem kiedy zamknęłam oczy pogrążając się w śnie.


 

 

Cdn..

Sama nie wiem co o tym myśleć..komuś się to podoba?

Wszystkiego najlepszego dla naszego ukochanego blondyna ! :* <3

Aby zawsze był szczęśliwy...

christoph

Rozdział 42

  Rozdział 42 Dźwięki perkusji odbijały się echem od ścian hali prób, przerywane od czasu do czasu głosem realizatora, który przez mi...