poniedziałek, 23 listopada 2015

Rozdział 12

Rozdział 12


 

     Poczuła że ciepłe dłonie obejmują ją w pasie. Była tak zamyślona że nawet nie usłyszała kiedy wstał.

-Dlaczego mnie zostawiłaś? Smutno tak bez ciebie i zimno.- Wymruczał jej do ucha całując w odsłoniętą szyję.

Zaśmiała się odwracając do niego. Miał tak rozczulającą minę że nie umiała wydusić z siebie słowa. Przyłożyła mu dłoń do policzka, delikatnie go gładząc. Wziął jej dłoń i złożył na niej pocałunek.

Pociągała go tak bardzo że miał ochotę rzucić się na nią znowu. Jej uśmiech, oczy...działała na niego tak jak jeszcze żadna dziewczyna. Złapał ją w pasie i przyciągnął w swoją stronę tak że całym ciałem przylegała do niego. Jej uśmiech i delikatny rumieniec strasznie go kręciły.

-Lepiej wyglądałaś bez tych ubrań.- Wyszeptał na co ona przygryzła wargę i zarumieniła się jeszcze bardziej.

-Daj spokój.- przekręciła oczami, czując jak robi się jej gorąco.

-Nie, nigdy nie dam ci spokoju.- Przybliżył się i złożył na jej ustach niewymuszony pocałunek.

Przymknęła oczy oddając mu pocałunek, który z delikatnego przerodził się w bardziej namiętny. Zatopiła dłonie w jego włosach, mierzwiąc je. On natomiast jeździł po jej sylwetce, ale nie był w tym nachalny.

 

Siedzieli w salonie karmiąc się nawzajem przygotowanymi przez Rudą kanapkami. Śmiali się, wygłupiając co chwile. Oboje byli w tym wszystkim strasznie szczęśliwi. Zachowywali się jakby byli parą i to z kilkuletnim stażem. Położyła mu się na kolanach patrząc z uśmiechem w jego oczy. Wziął z ławy swój telefon po czym włączył aparat.

-Ej co robisz?- spytała gdy błysnął jej flesz.

-Zdjęcie. Będę miał do kontaktów.- Puścił jej oczko.

-Ale ty nie masz mojego numeru.- Podniosła się wystawiając mój język.

-A tu się mylisz.- spojrzała zaskoczona na niego.- Zanim przyszedłem do kuchni puściłem sygnał z twojego telefonu na mój i proszę.- Pokazał jej telefon gdzie obok jej zdjęcia był wpisany numer.

-Jesteś niemożliwy.- Przewróciła oczami, na co on przyciągnął ją do siebie.

-Wiem Skarbie. Ale nie pozwolę na to by znowu umierać z tęsknoty za tobą.- Spojrzała mu w oczy.

Był taki poważny i pewny siebie.

-A tęskniłeś?- wyszeptała, przyglądając mu się uważnie.

-I to bardzo. Myślałem że oszaleje czekając aż się odezwiesz. Już nigdy na to nie pozwolę.- Przytulił ją mocno.

Nie protestowała wręcz przeciwnie wtuliła się w niego, czując się wspaniale.

-Ja też tęskniłam.- wyszeptała nie odrywając się od jego ramion.

Było jej tak dobrze, że chciała by to nigdy się nie skończyło.

Niestety ich sielankę przerwał telefon bruneta. Ruda oderwała się od niego, a on najpierw spojrzał na telefon a później na nią. Przeprosił ją po czym odebrał.

-Stary gdzie ty jesteś do cholery? Myśleliśmy że jesteś u siebie a tu patrzymy do twojego pokoju i cię nie ma wszystko ok?-Izzy gadał jak najęty.

-Wszystko dobrze, żyję.- powiedział niechętnie.

-No ja myślę, bo inaczej ukręciłbym ci łeb.

-A dzwonisz w jakiejś konkretnej sprawie czy tylko spytać czy żyje?

-Czy to że się martwiliśmy o ciebie naprawdę nic nie znaczy? Wiesz co to ja tu siedzę, martwię się, w głowie układam przerażające scenariusze..Nawet zacząłem układać w głowie co powiem prasie gdybyś..

-Izzy.- Brunet wycedził przez zęby zniecierpliwiony.

-Oh no dzwonię żeby poinformować cię o tym że mamy dzisiaj wolne, ale jutro przed 6 ma przyjechać po nas samochód i zabrać nas na trening.

-Ok. To pa.- Nie czekając na odpowiedź przyjaciela Jay rozłączył się i położył telefon na ławie.

Spojrzał na sofę ale dziewczyny nie było na niej. Usłyszał że jest w sypialni. Oparł się o drzwi i przyglądał się jej. Ścieliła łóżko. Jej ruchy i ciało strasznie mu się podobały. Podszedł do niej kładąc dłonie na jej biodrach.

-Co robisz?- Spytała śmiejąc się.

-Nie wiem czy to ścielenie łóżka było konieczne.- wymruczał wprost do jej ucha co sprawiło że na jej ciele pojawiła się gęsia skórka. Odwróciła się i spojrzała mu w oczy. Widziała w nich tyle emocji, od czułości po pożądanie. Objął ją mocno przyciągając do siebie. Jego dłonie zjechały na jej pośladki co wywołało u niej ciche westchnienie. Przez moment patrzyli sobie w oczy, po czym ich usta złączyły się w długim namiętnym pocałunku, który sfinalizowany był na świeżo pościelonym łóżku.


Musiałam iść do kuchni napić się wody. Tak to był dobry pomysł. Jak najdalej od blondyna.. Chris dalej rozmawiał, a ja z trzęsącymi się nogami przemknęłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę wyciągając z niej butelkę zimnej wody. Z szafki wzięłam szklankę i nalałam do niej wodę. Przechyliłam szklankę, delektując się chłodem cieczy.


-Richie dzwonił pytając czy żyję.- Zaskoczył mnie tak że zakrztusiłam się pijącą właśnie wodą. Zaczęłam kaszleć i z trudem łapać oddech. Chłopak w promieniu światła znalazł się przy mnie co wcale mi nie pomagało.


-W porządku?-spytał z troską opierając swoją dłoń o moje ramie.


Spojrzałam na niego, wycierając sobie łzy które pociekły mi przy krztuszeniu się. Pokiwałam tylko twierdząco głową, biorąc głęboki oddech, uspakajając się trochę.


Między nami zapadła dosyć krępująca cisza. Nie patrzyłam na niego, bojąc się sama nie wiem do końca czego.


-Chyba będę się już zbierał.- Spojrzałam na niego. Patrzył gdzieś w bok, widać było że nad czymś myśli.


-Ok.- Powiedziałam tylko i powiem wam że wcale mnie to nie zmartwiło. To był dobry moment na to żeby sobie poszedł. Te wszystkie dziwne sytuacje między nami..musiałam to przemyśleć..


-Ok.- Powtórzył po czym poszedł do salonu. Z szafki wziął swój telefon, portfel, klucze i chowając je do kieszeni poszedł na korytarz. Stanęłam w drzwiach patrząc jak ubiera buty.


-Chris.- Odezwałam się na co on spojrzał na mnie.- Dziękuję za to że mnie nie zostawiłeś i..-zacięłam się szukając odpowiedniego słowa. Podszedł do mnie stając bardzo blisko...cholera znowu tak blisko, moje myśli teraz jeszcze bardziej nie mogły zebrać się do kupy.


-I?- Wyszeptał patrząc mi w oczy. To mi wcale nie pomaga blondasie. Patrzyłam w jego tęczówki gubiąc się w myślach i sama nie byłam pewna co się ze mną do cholery dzieje.


-Za wszystko.- Przełknęłam ślinę, przygryzając wargę.


Blondas uśmiechnął się do mnie słodko. Zbliżył twarz do mojej, spojrzał mi przez chwilę w oczy po czym przeniósł głowę na wysokość mojego ucha.


-Polecam się na przyszłość.- Powiedział to takim głosem że chyba właśnie przestałam oddychać. Delikatnie pocałował mnie w policzek po czym odwrócił się i podszedł do drzwi.


-Do zobaczenia.- Uśmiechnął się ostatni raz i wyszedł zostawiając mnie w pełnym osłupieniu.


Wyglądałam jak idiotka, czułam się jak idiotka. Kiedy drzwi zamknęły się za nim dopiero ocknęłam się, a mój mózg ponownie zastartował. Podeszłam do drzwi zamykając je na klucz. Odwróciłam się i zjechałam po nich na podłogę. Dopiero teraz mogłam swobodnie zacząć oddychać. Cholera ten chłopak potrafił jednym spojrzeniem sprawić że zaczynam zachowywać się jak skończona idiotka.


-Nikki do cholery co się z tobą dzieje..- powiedziałam na głos trzęsąc głową z niedowierzaniem.


Musiałam się napić. Wstałam z podłogi i poszłam do mojej tajnej szafeczki, gdzie zawsze co nieco na mnie czekało. Wyjęłam z niej butelkę białego słodkiego wina. Z szuflady wzięłam korkociąg i już po chwili delektowałam się trunkiem siedząc na swoim balkonie.


Środek dnia a ja już zaczęłam pić. Brawo Nikki..no ale co zrobić..W sumie chyba każdy artysta pije, a to było tylko wino. Tak na dobre myślenie...Chociaż ostatnia rzecz której chciałam to myślenie o tym zielonookim blondasie, przy którym autentycznie traciłam oddech..


Nie! Nie! Nie! Nie mogę się znowu zakochać...stanowczo robię to zawsze za szybko, a później dostaje tylko po tyłku. Najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji było oczywiście napisanie piosenki o tym jak bardzo nie chce się zakochać i mieć złamanego serca....bo przecież to zawsze się tak kończy..


...


Leżała wtulona w poduszkę, która przesiąknięta była jego zapachem. W całej sypialni można było wyczuć jeszcze jego zapach i tego wszystkiego co tu się działo. Zostawił ją, żegnając się czułym pocałunkiem i obietnicą że jak najszybciej się odezwie. Usiadła na łóżku, przyciągając kolana i opierając na nich głowę spojrzała w odsłonięte okno. Było już późno, ale dzięki lampom i reklamą nie panował tam nieprzyjemny mrok. Jej telefon zawibrował na co zareagowała uśmiechem. Wzięła go do ręki mając nadzieje że to Jay. Kiedy jednak otworzyła wiadomość jej uśmiech znikł tak samo szybko jak się pojawił. „Mam nadzieję że impreza beze mnie się udała...Tęsknie za tobą, ale już niedługo i wracam. Kocham cię <3 A:*” Przygryzła wargę, czując w środku zdenerwowanie. Dowiedział się o imprezie...miała tylko nadzieję że nie dowiedział się też o Jayu. Ale gdyby wiedział nie pisałby w taki sposób...Jej oddech stał się szybki i płytki, oczami wyobrazi widziała jak Alex dowiaduje się o Jayu i wzajemnie. Poczuła nieprzyjemny dreszcz na plecach a jej dłonie od razu zaczęły się pocić. Przymknęła oczy, licząc do dziesięciu i uspakajając się trochę. Wstała z łóżka i skierowała się do kuchni. Otworzyła szafkę biorąc butelkę czerwonego wina spojrzała na nią po czym odłożyła z powrotem do szafki. Podeszła do lodówki. Na jej drzwiach stała napoczęta butelka wódki. Czuła że to będzie bardziej skuteczne od wina. Wzięła butelkę i sok pomarańczowy. Z szafki wyjęła długą szklankę. Nalała do niej sporą ilość trunku i dolała soku. Tak przygotowanego drinka wypiła niemal naraz, czuła w ustach smak alkoholu ale to przyjemne ciepło które rozeszło się po jej ciele było silniejsze. Poczuła jak uspokaja się w środku. Zrobiła sobie jeszcze jednego drinka i poszła z nim z powrotem do sypialni. Usiadła na łóżku, biorąc telefon do drugiej ręki.


Było ok. Ja też tęsknie...” nacisnęła wyślij i odrzuciła telefon na bok biorąc łyka drinka. Wiedziała że takim zachowaniem kopie pod sobą tylko dołek, ale nie umiała zerwać z Alexem...a Jay? Ten brązowooki brunet tak zawrócił jej w głowie że nawet nie umie przestać o nim myśleć a co dopiero zrywać z nim znajomość. Z nim było jej tak dobrze. W łóżku był idealny, a poza nim taki czuły i kochany że myśl o zerwaniu z nim kontaktu był przerażająca. Ruda westchnęła żałośnie czując jak jej poukładane do tej pory życie zaczyna zamieniać się w ostry zakręt. Nie chcąc dłużej o tym myśleć wypiła swojego drinka do końca i położyła się do łóżka. Przymknęła oczy czując jak świat pomału zaczyna jej wirować. Chciała zasnąć. Miała nadzieje że gdy się obudzi jej problem sam się rozwiąże.



Zaspałam! Jakże mogłoby być inaczej..Przecież tylko ja nastawiam budzik, na prawie rozładowanym telefonie, który w nocy się wyłącza i nie dzwoni...Tylko ja mam takie szczęście. Była już 6 a ja byłam w kompletnej rozsypce, na dodatek gardło mnie bolało..Ta woda wczoraj była chyba jednak za zimna. Usłyszałam dźwięk domofonu i po prostu wiedziałam no wiedziałam że to nie będzie dobry dzień. Nacisnęłam guzik.


-Śpiąca królewno czekamy na ciebie.- usłyszałam głos którego nie chciałam dzisiaj słyszeć.


-5 minut.- powiedziałam wyłączając urządzenie.


Taaa na pewno zbiorę się w 5 minut..czuj się...


Ubrałam czarne sportowe leginsy, sportowy czarny top a na to zarzuciłam różowa bluzę i moje piękne różowe adidasy. Włosy w kucyk, makijaż to tylko podkład korektor i tusz do rzęs, balsam na usta i oczywiście antyperspirant.


Po 15 minutach zeszłam na dół gdzie czekał na mnie srebrny bus i osoba którą bardzo „lubię”...


-Cześć Adam.- ominęłam go i nie zważając na nic usiadłam na przednie siedzenie w busie.


-Cześć Nikki, jak miło że kolejny raz się spóźniłaś. - Adam usiadł na miejsce kierowcy.


-Budzik mi nie zadzwonił.- Powiedziałam bez emocji zapinając pasy.


-Może następnym razem przyślę ci kogoś specjalnie by cię obudził?- spytał z ironią.


-Chętnie, mógłby od razu zrobić śniadanie.- Odpowiedziałam mu takim samym tonem. Wtedy usłyszałam śmiechy dochodzące z tylnej części busa. Odwróciłam się i zobaczyłam oczywiście US5. Każdy z nich był ubrany na sportowo.


-Cześć chłopaki.- Posłałam im uśmiech.


-Cześć.- odpowiedzieli prawie chórem. Czułam no po prostu cholera czułam że blondyn gapi się na mnie, ale nie zważając na to odwróciłam się patrząc w przednią szybę.


Jechaliśmy jakieś pół godziny aż znaleźliśmy się na obrzeżach miasta. Teraz już byłam pewna że jedziemy do miejsca tortur. Zatrzymaliśmy się pod małym lasem. Wysiedliśmy z busa i oczywiście Adam od razu przystąpił do akcji. Kazał ustawić nam się w szeregu. Pech chciał że stałam naprzeciwko niego. Podszedł do mnie z tym swoim uśmieszkiem. Był wyższy więc musiałam spojrzeć lekko do góry. Patrzył mi w oczy, więc robiłam to samo. Zaczęłam się śmiać, bo po prostu ten człowiek mnie rozbrajał za każdym razem gdy miałam z nim trening.


-Co cię tak śmieszy Carter?- spytał mierząc mnie wzrokiem.


-Nic.- Odpowiedziałam z przylepionym uśmiechem.


Zmrużył oczy świdrując mnie.


-Nie patrz tak na mnie bo zaczynam się bać. - Zrobiłam poważna minę. Chłopaki zaczęli się śmiać na co Adam od razu również zmroził ich wzrokiem.


-Zobaczymy czy będziecie się śmiać...- powiedział po czym zaczął naszą rozgrzewkę. Wszystko super fajnie..Zaczęło się niewinnie ale kiedy kazał nam wbiec do lasu sielanka się skończyła. Biegliśmy za nim a on w międzyczasie kazał nam wykrzykiwać jakieś hasła rymowanek.


-Carter głośniej! - krzyknął.


Biegłam przed ostatnia, za mną biegł Izzy. Odwróciłam się do niego przewracając oczami a on tylko uśmiechnął się do mnie. Po 5 kilometrze po prostu plułam płucami. O ile uwielbiam tańczyć i mogę to robić ciągle, tak bieganie to dla mnie najgorsze co może być. Nie widzę w tym nic przyjemnego...A wręcz coś czego nienawidzę. Adam doskonale o tym wiedział i wcale nie zamierzał nam odpuszczać. Jeszcze te głupie rymowanki które kazał nam wykrzykiwać...Moja bluza znalazła się przewiązana na moich biodrach. Czułam jak pot spływa mi po czole a w gardle miałam suszę.


Nie koniec tego! Przystanęłam na boku opierając się o drzewo. Izzy który również miał dość stanął przy mnie. Oboje ciężko oddychaliśmy. Usiadłam na ziemi mając to wszystko gdzieś. Byłam zmęczona i chciało mi się pić, na dodatek nie wyspałam się i gardło mnie bolało...


Wtedy Adam odwrócił się i zatrzymał całą grupę. Widziałam że idzie w naszą stronę, ale szczerze miałam to gdzieś.


-Carter co ty robisz?


-Siedzę...


-To widzę...ale możesz mi powiedzieć kiedy z moich ust padła taka komenda?


-A możesz mi powiedzieć dlaczego zachowujesz się jakbyś był w pieprzonym wojsku? - wstałam patrząc mu w twarz.


-Bo to pieprzona wojna zapomniałaś? Wojna o fanów o kondycję..


-Dobrze wiesz że bieganie to ostatnia forma aktywności którą wykonuję..


-Na szczęście to ja jestem trenerem i masz się mnie słuchać rozumiesz.- Zbliżył się do mnie na co zrobiłam krok w tył.


-Będę się słuchać kogo będę chciała.- założyłam ręce na piersiach


-Jesteś taka wrrr..-zacisnął pięści.- uparta-wycedził mierząc mnie.- Nie dziwię się że Fabian miał tego dość i puścił cię kantem- Przegiął i dobrze o tym wiedział...Otworzyłam usta szukając w głowie odpowiednich słów, ale jedyne co mi się nasuwało to przekleństwa. Zacisnęłam dłonie w pięści, patrząc na niego wrogo.


-Wiesz co, jesteś takim samym dupkiem jak on.- Odepchnęłam go lekko po czym odwracając się ruszyłam w stronę busa.


-Nikki przepraszam!


-Wracaj!


Słyszałam za sobą, ale miałam to głęboko. Wsadź sobie to przepraszam.. Kiedyś z Adamem pracowało nam się świetnie, ale po tym jak za kumplował się z Fabiem zmienił się i to cholernie. Z grzecznego ułożonego chłopaka stał się chamskim i cwaniakowatym frajerem. Co ja widziałam w takich kolesiach?? Co za dupki! Nie potrzebuję takiego trenera...Niech sobie wsadzi! Szłam szybkim krokiem mrucząc pod nosem przekleństwa. Byłam taka wściekła że miałam ochotę coś rozwalić a najlepiej to Fabiana i to że nawet moich przyjaciół potrafił zmienić w moich wrogów.


-Nikki zaczekaj!-usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam zdyszanego Richiego, który zatrzymał się przy mnie ciężko oddychając.


-Wszystko ok?- spytał kładąc mi rękę na ramieniu. - Nie przejmuj się nim to jakiś dupek.- Gładził mnie delikatnie po ramieniu patrząc mi przy tym w oczy. Uśmiechał się delikatnie co powodowało że wyglądał tak słodko. Zupełnie jak mały niewinny chłopczyk.


Pokiwałam tylko głową słysząc z boku chrząknięcie. Oboje z blondynem spojrzeliśmy tam i co..kolejny blondas. Chris stał z niezbyt wyraźną miną mierząc nas. Zrobiłam krok w tył uwalniając się tym samym od ręki Richiego.


-Lepiej wracajcie do Adama, on nie lubi gdy przerywa mu się trening.- Powiedziałam i nie czekając na ich reakcję zaczęłam dalej iść w stronę busa.


-Przecież nie pójdziesz tam sama.- Koło mnie znalazł się blondas nr 1.- Chris możesz wracać ja odprowadzę Nikki i poczekam z nią na was.


- Sam możesz wracać na trening, a ja zajmę się Nikki.- z drugiej strony szedł blondas nr 2.


Przejechałam po nich wzrokiem.


-Obaj możecie wracać, dam sobie sama radę.- wyprzedziłam ich idąc coraz szybciej. Nie wiem w co oni grali, ale miałam to głęboko gdzieś. Nie miałam ochoty na takie zabawy. Jedyne czego chciałam to zaszyć się w domu, w łóżku pod kołdrą tam gdzie nie ma nikogo. Albo jeszcze lepiej wziąć mikrofon i wyżyć się w jakiejś piosence, najlepiej rockowej.


-Zaczekaj, przecież nie będziesz czekać tam sama.- Chris złapał mnie delikatnie za łokieć, przyciągając lekko ku sobie. Przystanęłam, patrząc zaskoczona na niego. Jego dłoń zaczęła zsuwać się coraz niżej.


-Właśnie.- Z drugiej strony pojawił się Richie.


-Ok. - Wydusiłam poddając się. Spojrzałam na dłoń Chrisa który dalej obejmowała moją rękę. Spojrzałam na jego twarz, a on mnie puścił.


 


Siedzieliśmy koło busa w takim samym ułożeniu jak szliśmy ja w środku a po bokach blondyni, bo oczywiście mądra ja zapomniałam że jest on zamknięty a kluczyki ma ten idiota. Oparłam plecy o przednie koło, patrząc do góry. Słońce zaczynało grzać. Przymknęłam oczy czując jak przyjemnie łaskocze mnie po twarzy. Siedzieliśmy w ciszy, za co w duchu im dziękowałam bo nie miałam ochoty z kimkolwiek dzisiaj rozmawiać, a na pewno nie zniosłabym pytań dotyczących Fabiana i jak to ujął Adam „ puszczania mnie kantem”. W końcu prasie podaliśmy że rozeszliśmy się w pokojowych relacjach, jak przyjaciele. Uczucie się wypaliło bla bla bla...A prawda była zupełnie inna..


Po jakichś 15 minutach przyszedł Adam z resztą chłopaków. Wszyscy wsiedliśmy do busa. Na szczęście obeszło się bez zbędnych komentarzy i pytań. Adam odwiózł mnie jako pierwszą co mnie niezmiernie cieszyło bo nie musiałam zostawać z nim sam na sam. Pożegnałam się z chłopakami a jemu rzuciłam tylko zwykłe „cześć”.


 


 


Cdn...


Kończone w trakcie choroby :/...


Dziękuję za to że jesteście <3 :***

czwartek, 12 listopada 2015

Rozdział 11

Rozdział 11


 

     Z klubu przenieśli się do znanego brunetowi już mieszkania dziewczyny. Ich ręce niespokojnie błądziły po ciele drugiej osoby. Usta tak zachłanne pocałunków szukały się po omacku. Zachowywali się jak nastolatkowie którzy nie panują nad swoimi ciałami i po prostu poddali się temu pociągowi który czuli do siebie. Nie zapalając nawet światła doszli po ciemku do sypialni. Tam z szybkością światła pozbyli się swoich ubrań i ruszyli w namiętny taniec.

Gdyby nie szczelne ściany w budynku ich jęki pobudziłyby wszystkich sąsiadów.

-Jesteś niesamowity.- wydyszała leżąc naga obok niego.- Powinieneś robić to zawodowo. - obróciła się na bok szeroko się uśmiechając.

Spojrzał na nią z uśmiechem. Odgarnął jej włosy z twarzy, po czym bez słowa pocałował ją w czoło. Chyba właśnie w tym momencie w Rudej coś pękło...poczuła coś więcej niż tylko pociąg fizyczny. Miała wrażenie, że właśnie tego chce.

-Wariowałem czekając na twój telefon.- wyszeptał patrząc jej w oczy. Speszyła się lekko spuszczając wzrok na dół. Złapał jej podbródek unosząc go do góry, tym samym zmuszając by spojrzała mu w oczy.

Próbowała uniknąć jego oczu ale w końcu spojrzała w nie. Zauważyła w nich pełno iskierek które sprawiały że wyglądały magicznie.

-Chciałam zadzwonić, napisać..ale.- przygryzła wargę.- wstydziłam się- zarumieniła się lekko.

Chłopak zaśmiał się, co ją lekko wkurzyło. Uderzyła go w ramię.

-Co cię tak bawi?- uniosła brwi do góry.

-Nie wyglądasz na osobę która często się zawstydza.- dotknął jej policzka patrząc prost w oczy.

No tak teraz miał ją...

-Ale czasem mi się zdarza.- wyszeptała czując jak ciężko się jej oddycha gdy jego usta są tak blisko.

-Jesteś taka piękna.- przejechał palcem po jej wargach.

Obserwowała każdy jego ruch, czując jak w brzuchu tańczy jej milion motylków.

Oparł swoje czoło o jej, uśmiechając się. Chciał zapamiętać każdy szczegół jej ciała, jej zapach, oczy..wszystko.

Przymknęła oczy czekając na jego ruch. Nie zwlekając dłużej, brunet złożył na jej lekko rozchylonych wargach pocałunek. Ale ten różnił się od tych poprzednich, był zupełnie inny, bardziej subtelny i czuły. Poczuła jak wplata dłonie w jej włosy. Chciała by ta chwila trwała wiecznie.


Obudziło mnie światło które wdarło się do sypialni przez nie zasłonięte okna. Głowa tak mnie bolała, miałam wrażenie że mój mózg zrobił sobie impreze z fajerwerkami które rozbijają się o moją czaszkę. Podniosłam się na rękach i rozejrzałam po pokoju...Wszystko fajnie, ale jakim sposobem się tu znalazłam? Spojrzałam nerwowo na siebie..uff byłam w ubraniu, czyli żaden napalony facet nie przywlekł mnie tu i nie wykorzystał. Jeden plus.


Przetarłam twarz, czując jak w ustach mam totalną saharę. Powoli wstałam z łóżka i chwiejnym krokiem weszłam do łazienki.


Kiedy zobaczyłam swoje odbicie w lustrze to mega się przeraziłam. Rozmazany tusz, włosy potargane na wszystkie strony świata..super, mogę iść straszyć dzieci.


Ściągnęłam z siebie ubranie, które powiedzmy sobie nie było pierwszej świeżości po takiej nocy i rzuciłam je do kosza na pranie. Jeszcze lekko zakręcona weszłam pod prysznic i odkręciłam zimną wodę. Na skórze od razu poczułam gęsią skórkę, ale to było to czego teraz potrzebowałam. Od razu trochę się obudziłam i orzeźwiłam. Zakręciłam wodę i wyszłam z kabiny. Otuliłam się wielkim białym ręcznikiem, drugim zaś wytarłam włosy zostawiając je rozpuszczone. Podeszłam do umywalki. Wzięłam waciki i nasączyłam je płynem micelarnym zmywając resztki makijażu. Moja twarz w końcu mogła oddychać.


Nałożyłam pastę na szczoteczkę i zaczęłam myć zęby. Nagle usłyszałam jakieś hałasy, które dochodziły z kuchni. Wyplułam pastę i opłukałam usta.


Przed oczami miałam już sceny z horrorów, gdzie morderca czai się na dziewczynę, a później dźga ją nożem. Serce waliło mi jak szalone. Stałam tam zastanawiając się co mam zrobić, iść tam, dzwonić na policję, schować się w szafie i przeczekać???


Tylko spokojnie Nikki, na pewno to nic takiego. To żaden morderca..przesłyszałaś się..- powtarzałam sobie w myślach.


-To tylko twoja chora wyobraźnia..tylko wyobraźnia.- Zrobiłam kilka kroków, wychodząc z łazienki. Z każdym kolejnym krokiem serce biło mi coraz bardziej, a dłonie w dziwny sposób zaczęły się pocić.


Przymknęłam oczy, policzyłam do trzech i weszłam do kuchni.


-Cześć śpiochu.- przywitał mnie blondyn który krzątał się po kuchni.


-Chris.- byłam w takim szoku że po prostu stałam i gapiłam się na niego.


-Wypij sok i weź tabletki.- wskazał na barek na którym stała szklanka z sokiem, wodą i dwie tabletki.


Nie myśląc nad niczym po prostu podeszłam do barku, usiadłam na wysokim krześle i zrobiłam to co mi powiedział. Starałam sobie przypomnieć, co do cholery stało się w nocy i dlaczego jest tu Chris?! Niestety jak na złość wszystko było jak za mgłą..nic nie mogłam sobie przypomnieć z końcówki imprezy, NIC.


-Dla takich widoków warto było spać na kanapie.- Ocknęłam się patrząc na blondyna. Mierzył mnie wzrokiem z łobuzerskim uśmiechem. Z początku nie wiedziałam o co mu chodzi, ale gdy spojrzałam na dół..No tak mój ręcznik nie wiele zasłaniał. Poczułam jak moje policzki robią się gorące. Wstałam z krzesła mamrocząc pod nosem że idę się ubrać i najszybciej jak tylko mogłam udałam się do garderoby.


Słyszałam tylko cichy śmiech blondyna.


No super po prostu..śmiej się śmiej, pewnie co ci szkodzi. Nie ma to jak pośmiać się z człowieka na kacu.


Stanęłam przed ścianą z ubraniami zastanawiając się bardziej jak ja wyjdę teraz tam do niego niż w to co mam się ubrać. Czułam że moje policzki nie obniżyły swojej temperatury, a w brzuchu jeździła mi jakaś wielka lokomotywa.


Wzięłam z wieszaka niebieski materiałowy kombinezon, który składał się z krótkich spodenek i bluzki na ramiączkach, wiązany w pasie paskiem. Buty..po co mi buty najlepiej przecież chodzi się na boso. Wzięłam jeszcze bieliznę i poszłam do łazienki. Tam ubrałam się, rozczesałam włosy, które trochę przeschły, związałam je w koński ogon i wykonałam mój jakże skomplikowany makijaż który składał się z podkładu, tuszu do rzęs i balsamu do ust.


-Nikki, chodź bo śniadanie stygnie.- usłyszałam głos blondyna, kurcze a już myślałam ze to że tu jest to tylko mi się śni.


Spryskałam się perfumami i powolnym krokiem wyszłam z łazienki. Kurcze myślałam że mój korytarz jest trochę dłuższy i ta droga potrwa o wiele dłużej. Stanęłam w framudze, zachowując się tak jakbym to ja była gościem. We własnym mieszkaniu, czułam się jak obca osoba. Blondyn stał tyłem układając coś na stole. Przygryzłam wargę zastanawiając się nad tym czy mam się odezwać, czy po prostu tam podejść. Boże zachowuję się jak idiotka, na dodatek chora umysłowo. Nagle blondyn odwrócił się.


-Co tak stoisz. Siadaj..nie bój się nie gryzę.- puścił mi oczko, uśmiechając się.


-No właśnie nie jestem taka pewna.- Podeszłam do stołu a on spojrzał na mnie ze znakiem zapytania w oczach.- Nic nie pamiętam. Nie wiem jak się tu znalazłam i co w ogóle ty tu robisz.- Usiadłam przy stole który był tak zastawiony jakby co najmniej były jakieś święta, albo przyjęcie.


-Nie dałaś mi wyboru.- Spojrzałam na niego nie rozumiejąc za bardzo.- Zasnęłaś na mnie w samochodzie, a ja po prostu nie miałem wyboru. Przyniosłem cię tu na rękach. Całe szczęście że ochroniarz cię rozpoznał i wpuścił nas do budynku. Wyszukałem w twojej torebce klucze co nie było łatwe, swoją drogą mogłabyś tam zrobić porządek.- Usiadł naprzeciwko mnie, kiwając zabawnie głową.- Położyłem cię grzecznie do łóżka, zdjąłem ci buty.- Przybliżył się do mnie, i znowu ten jego łobuzerski uśmiech. Jego szczęście że miał te rozczulające dołeczki inaczej któryś z talerzy z jedzeniem znalazł by się na jego ślicznej buźce. - A później nie chcąc zostawiać cię samej położyłem się w salonie, na kanapie.- Wrócił do normalnej pozycji.


Próbowałam sobie poukładać to wszystko co mówił, ale do cholery nie pamiętałam w ogóle tego że jechałam z nim samochodem.


-Kawy?-spytał, na co tylko pokiwałam głową.


Nalał mi do kubka tego zbawczego napoju. Od razu wzięłam kubek i upiłam łyk. O tak to to czego potrzebowałam. Ukradkiem spojrzałam na chłopaka, który bez skrępowania zajadał się posiłkiem który przygotował.


-Co mi się tak przyglądasz?- spojrzał na mnie.


-Wydaje ci się.- niewinnie się uśmiechnęłam i sama zabrałam się za jedzenie.


 


-Było pyszne, ale teraz przez ciebie nie zmieszczę się w nic co naszykował mi Denis.- rozsiadłam się wygodnie na kanapie.


Chris zaśmiał się i zajął miejsce obok.


-Nie przesadzaj.- Spojrzałam oburzona na niego.


-Ja wcale nie przesadzam. Projektanci są bezlitośni, najlepiej jakbyśmy miały na sobie tylko skórę i kości, a niektórzy woleli by nawet gdybyśmy tych kości nie miały, wtedy ubrania leżałyby jeszcze lepiej.- Zaśmiał się głośno, na co i ja zareagowałam śmiechem.


Nagle pomasował się po karku.


-Wiesz chyba powinienem się już zbierać, w końcu jestem tu tych ciuchach od wczoraj.- Pokiwałam głową.


-Jak chcesz mogę ci dać, jakieś ubrania na przebranie.- Spojrzał zaciekawiony.


-Poczekaj chwilę.- wstałam z kanapy mijając go. Weszłam do gościnnego pokoju i podeszłam do szafki. Wyciągnęłam z niej czystą różową koszulkę i jakieś spodnie. Wróciłam do salonu ze zdobyczami.


-Trzymaj, łazienka jest tam a czyste ręczniki w szafce po prawej. - Spojrzał najpierw na mnie później na ubrania. Ostatecznie jednak wstał z kanapy, wziął ode mnie ubrania i poszedł do łazienki. Ja za ten czas ogarnęłam naczynia po śniadaniu. Wróciłam do salonu ze szklanką soku. Usiadłam i czekałam aż blondyn wyjdzie z łazienki.


Kiedy w końcu pojawił się w salonie, zacisnęłam mocno usta by nie wybuchnąć śmiechem. Niestety nie udało mi się to.


-Wiedziałam że róż to twój kolor.- śmiałam się. Blondyn spojrzał na mnie poważnie po czym podszedł do mnie z groźną miną.


Przestałam się śmiać i czekałam na to co ma zamiar zrobić. Uśmiechnął się po czym przystąpił do czynności której nienawidziłam. Otóż zaczął mnie łaskotać.


Wierzgałam nogami, śmiejąc się i jednocześnie prosząc go by przestał. Na darmo zdały się moje prośby, on dalej bestialsko mnie łaskotał.


-Chris...proszę...- Przestał, patrząc na mnie z lekkim uśmiechem. Jego twarz była tak blisko mojej. Teraz dokładnie widziałam jego śliczne oczy które z daleka może i wyglądały na niebieskie, lecz z bliska miały piękną zieloną barwę. Na dodatek te wesołe iskierki, które tańczyły w każdym jego spojrzeniu, zjechałam na jego usta. Nie wiem czemu, ale w mojej głowie pojawiła się chęć by poczuć ich smak. Przyglądał mi się, co sprawiło że kolejny raz przy nim moje policzki nabrały czerwonego koloru.


-Ładnie się rumienisz.- Na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech zadowolenia.


-Przestań.- pisnęłam i odepchnęłam go lekko. Poprawiłam się opierając plecy o oparcie kanapy.


Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej, udając focha.


Blondyn z uśmiechem usiadł obok mnie. Przyglądał mi się, robiąc przy tym zabawne miny a ja tylko zagryzałam wargi by nie wybuchnąć śmiechem.


-Nie gniewaj się.- Szturchnął mnie ramieniem. Zmrużyłam oczy posyłając mu wrogie spojrzenie.


-No weź.- znowu mnie szturchnął. Tym razem nawet na niego nie spojrzałam.


Nagle poczułam jak opiera swoją głowę o moje ramie.


-Chris!


-Nikki!- zaczął naśladować mój głos.


-Jesteś niemożliwy.- Pokiwałam głową wzdychając.


-Wiem.- poruszył zabawnie brwiami po czym oboje się zaśmialiśmy.


-Wiesz ta kanapa, jest strasznie nie wygodna do spania.- pomasował sobie kark.


-Nie wiem dlaczego w ogóle spałeś na kanapie.- Spojrzał na mnie dosyć w dwuznaczny sposób. Boże czy on właśnie pomyślał sobie że zaproponowałam mu wspólne spanie?


-Tam jest pokój gościnny z łóżkiem.- sprecyzowałam swoją wypowiedź.


-Yhymm.- pokiwał głową.- Nie wiedziałem.


-To następnym razem będziesz wiedział.- Powiedziałam zanim ugryzłam się w język. Czy ja zawsze muszę najpierw coś palnąć a później pomyśleć.


-Tak.- Roześmiał się. - A te ubrania to chyba nie należą do ciebie co?- wskazał na swój jakże piękny outfit.


-To Denisa.- Wyjaśniłam bez zbędnych tłumaczeń.


-Przynajmniej nie Fabiana.- Spojrzałam na niego. Chyba nie chciał tego powiedzieć.


-Fabian nigdy u mnie nie nocował.- Powiedziałam bez emocji. Nagle mój dobry humor się ulotnił.


-Przepraszam, nie chciałem.- Poczułam jego ciepłą dłoń na mojej. Spojrzałam najpierw tam a później na jego twarz. Patrzył ze skruchą.


-Nic się nie stało.- Posłałam mu delikatny uśmiech, który odwzajemnił. Przyjemnie mi się zrobiło gdy jego dłoń delikatnie gładziła moją. Poczułam jak przyjemne ciepło roznosi się po moim ciele. Nie wiem co to było, ale ten chłopak miał w sobie to coś, co sprawiało że chciałam przebywać w jego towarzystwie. Zawsze gdy się uśmiechał, mimowolnie moje usta również wykrzywiały się w uśmiech. Miałam ochotę zapytać go o tą sytuację z Richiem, ale ostatecznie ugryzłam się w język, w końcu oboje byliśmy pod wpływem alkoholu, blondyn może mniej ale zawsze.


-Nad czym myślisz?- Jego głos wyrwał mnie z moich myśli.


-Emm...czy to nasze lenistwo dzisiaj jest wskazane i czy przypadkiem nie powinniśmy popracować dzisiaj chociaż trochę. - Wymyśliłam na poczekaniu.


-Ooo masz rację.- No i zabrał swoją dłoń, a było tak miło.- To będę się już zbierał i na którą umawiamy się w studiu?- Jego głos był dziwny...smutny?


-Nawet nie wiem która jest godzina.- Odpowiedziałam zgodnie z prawdą uśmiechając się szeroko.


Chris, wstał i podszedł do szafki, na której leżał jego telefon.


-14:20.- odpowiedział chowając telefon do kieszeni.


-Chociaż z drugiej strony, Marius chyba nie zabije nas za jeden dzień wolnego.- Przeciągnęłam się, a chłopak radośnie odwrócił się w moją stronę. - Ale lepiej będzie jak sprawdzę telefon, swoją drogą nawet nie wiem gdzie jest.- Podrapałam się po głowie.


-Powinien być w twojej torebce, przynajmniej tam go ostatnio widziałem.


-Ok. Idę po telefon, a ty napisz do chłopaków że dzisiaj mają wolne, a swoja drogą ciekawe czy nie zastanawiają się gdzie cię wcięło.- Spojrzałam na niego mrużąc oczy.


-O to nie musisz się martwić mała.- Puścił mi oczko, na co zaśmiałam się i ruszyłam po swój telefon.


Kiedy w końcu wygrzebałam go z torebki, było na nim kilka wiadomości. Reklamy, reklamy, o znowu reklamy. Ruda. „ Mam nadzieję że u ciebie ok i że trafiłaś do domu. Przepraszam że zniknęłam ale miałam pewną sprawę.” - Ciekawe jaką ona mogła mieć sprawę. Ehh Ruda to jest Ruda. „U mnie ok. Dotarłam do domu cała i zdrowa. Ciekawe jaką miałaś sprawę :p” - odpisałam jej. Był też sms od Mariusa „Widziałem że zabalowaliście” - widział? Czyli pewni są jakieś foty, ale jakoś mało mnie to ruszyło. „Dzisiaj macie wolne, ale jutro rano trening. O 6:00 będzie czekał na ciebie samochód.” -Oho ciekawe co on wymyślił, pewnie coś nie zbyt miłego..Odpisałam mu tylko krótkie ok i odłożyłam telefon.


Wróciłam do salonu. Blondas przeglądał moje ramki ze zdjęciami.


Podeszłam do niego. Trzymał ramkę, ze zdjęciem gdzie miałam jakieś 4-5 lat. Było to z planu z moją serialową rodzinką.


-Uwielbiałem ten serial jak byłem mały. Zawsze z siostrą go oglądaliśmy i śpiewaliśmy razem z tobą te piosenki.- Zaśmiał się pod nosem.


-Bardzo śmieszne.- Szturchnęłam go. Nie będzie się nabijał ze mnie bezczelnie.


Blondyn odłożył ramkę po czym spojrzał na mnie, tym samym wzrokiem jak gdy mu powiedziałam że róż to jego kolor. Zrobiłam krok w tył.


-Chris przestań.- Nie odezwał się tylko zrobił krok w moją stronę. Wyciągnęłam dłonie robiąc znowu krok do tyłu.


-Chris no.- pisnęłam gdy zaczął się przybliżać.


-Ale co?- zapytał z głupim uśmiechem na twarzy.


-Nie rób tak.- powiedziałam i robiąc kolejny krok w tył, poczułam za sobą zimną ścianę.


-Jak?- Zbliżył się do mnie na tyle że nie miałam żadnej drogi ucieczki.


-Nie łaskocz proszę.- Zrobiłam maślane oczy do niego, uśmiechając się nerwowo.


-No nie wiem, w końcu mnie uderzyłaś.- Podszedł jeszcze bliżej.


-Chrissss...- pisnęłam gdy wyciągał już rękę by uczynić tą zbrodnie. Zatrzymał się chwile myśląc. Nagle schylił się i wystawił swój policzek w moją stronę.


-I co ja mam niby zrobić?- spytałam krzyżując ręce na brzuchu.


-Wiesz chyba należy mi się jakaś nagroda i jednocześnie rekompensata, za to że po pierwsze musiałem spać na kanapie, a po drugie zostałem uderzony.- Zrobił minę 5- latka.- Więc wiesz buziak albo łaskotki.- Szatańsko się uśmiechnął.


-Ale to wtedy nie będzie nagroda tylko szantaż.


-Takie życie.- Wystawił swoje ząbki i ponownie nastawił policzek.


Stałam patrząc na niego i czułam się dziwnie. Niby to tylko buziak w policzek, przecież na co dzień całuję milion osób w policzki. Ale on był inny z nim to coś innego. Zagryzłam wargę, czując w brzuchu dziwny ścisk. Blondyn stał niewzruszony z wystawionym policzkiem.


-Ale obiecujesz że z łaskotkami koniec?- Wskazałam palcem na niego.


-Obiecuję.- Odwrócił twarz w moją stronę, przykładając sobie prawą rękę w miejsce gdzie ma serce. Zmrużyłam oczy przyglądając mu się. Szeroko się uśmiechał.


-No więc jak?- spytał ponaglając mnie.


-Niech ci będzie.- Westchnęłam, po czym wspięłam się na palcach i zbliżyłam usta do jego policzka, delikatnie go muskając. Odchylił głowę patrząc mi prosto w oczy, a ja poczułam że jestem sparaliżowana. Nie mogłam ruszyć żadną częścią ciała. Z jego twarzy zniknął uśmiech, a w oczach pojawiło się coś dziwnego czego nie potrafiłam określić. Lekko uchyliłam usta czując jak coraz trudniej mi się oddycha. Jego twarz zbliżyła się na tyle że nasze nosy stykały się już ze sobą. A ja nie protestowałam, nie umiałam. Przymknęłam oczy przełykając ślinę i czekając na jego ruch. Kiedy już prawie czułam jego usta rozdzwonił się jego telefon. Otworzyłam oczy, odskakując od niego jak oparzona. Czułam się speszona, zawstydzona i najchętniej zapadłabym się pod ziemie. Spuściłam wzrok na dół nie patrząc na blondyna, ale czułam że mi się przygląda. Telefon nie przestawał dzwonić, a ja modliłam się w duchu żeby go odebrał i dał mi chwilę wytchnienia. Chris wyjął go z kieszeni i odebrał po czym odszedł ode mnie kilka kroków, a ja w końcu mogła odetchnąć. Dziękując w duchu osobie która zadzwoniła..bo przecież gdy by nie to... Przerażona dotknęłam ust dłonią, czując jak robi mi się gorąco na samą myśl o tym co mogło się wydarzyć. Stał tyłem do mnie mówiąc coś do telefonu, ale nie interesowało mnie to. Byłam tak pochłonięta swoimi myślami że nawet nie słyszałam co dokładnie mówi.



Obudził ją dźwięk telefonu. Zaspana przetarła oczy ziewając. Spojrzała w bok gdzie spał Jay. Miał lekko rozchylone usta i rozmierzwione włosy, co ją strasznie rozczuliło, wyglądał teraz tak bezbronnie i słodko. Miała ochotę wtulić się w niego i pocałować, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. Delikatnie wyswobodziła się z jego ręki która obejmowała ją w pasie i wstała z łóżka. Spojrzała na bruneta, który wymamrotał coś pod nosem i obrócił się na drugi bok. Uśmiechnęła się, po czym znalazła telefon, który leżał na podłodze pod jej sukienką. Odczytała smsa od Nikki i nie odpisując jej odłożyła go. Najciszej jak tylko potrafiła wzięła z szafy czystą bieliznę i jedwabny szlafrok. Na paluszkach wyszła z sypialni i skierowała się do łazienki. Tam weszła pod prysznic i odkręciła wodę. Czuła się taka szczęśliwa że nie potrafiła przestać się uśmiechać. Po raz pierwszy od niedawna czuła że się zakochała i to tak na prawdę. Przygryzła wargę, na samą myśl o brunecie, który teraz spał w jej łóżku. Po skończonej kąpieli, wytarła się, ubrała na siebie bieliznę i zarzuciła szlafrok który przewiązała w pasie. Zajrzała do sypialni, gdzie brunet jeszcze słodko spał. Poszła do kuchni w celu zrobienia im jakiegoś śniadania. Wyjęła z lodówki pomidora, ogórka, sałatę, awokado, łososia wędzonego i jakąś chudą wędlinę. Z szafki wzięła ciemny chleb, a z drugiej dwa talerze. Wzięła się za robienie kanapek. Kroiła warzywa, ale jej myśli ciągle krążyły wokół tego wysokiego bruneta.


 


 


Cdn..


Boże to chyba najdłuższy rozdział jaki kiedykolwiek napisałam...pisałabym jeszcze i jeszcze ale zorientowałam się że jestem już na 6 stronie w Wordzie xD Mam nadzieję że was nie zanudziłam..


Dziękuję za te wszystkie miłe komentarze..jesteście takie kochane <3


Buziaki :****

piątek, 6 listopada 2015

Rozdział 10

Rozdział 10


 

 

     -Christoph..Christoph tak tak! Całuj mnie!!!- Siedziałam na sofie u mojej przyjaciółki pijąc kawę, a ona skakała po owej sofie drąc mordę.

Patrzyłam na nią jak na psychicznie chorą, no ale cóż..taki jej urok.

-Jakbym wiedziała że tak zareagujesz to nic bym ci nie opowiadała wiesz.- postawiłam kubek na ławie i wstałam w celu wyjścia.

-Ej no weź..przecież wiesz że to żarty.- spojrzałam na nią. - Nikki wiesz że się zgrywam..no nie obrażaj się już.- pociągnęła mnie za rękę.

Przewróciłam oczami i z powrotem usiadłam.

-Ale powiedz podoba ci się?- Usiadła wbijając we mnie swoje ślepia.

-Jest przystojny, zabawny..- spojrzałam na przyjaciółkę której oczy już zaczęły się świecić.- Ale nie znam go przecież, nie wiem jaki jest.

-Oj tam marudzisz, od razu widać że ci się mordka cieszy jak o nim mówisz.- Spojrzałam na nią a ona wyszczerzyła się.

-Głupia jesteś.- Poczochrałam ją po jej rudych kłakach, po czym obie wybuchłyśmy śmiechem.

-A może tak wybrałybyśmy się z tymi przystojniakami na jakąś imprezkę co?

-A po co nam oni?- wzięłam kubek z kawą, przechylając go i upijając już wystudzoną ciecz.

-No jak to po co? Ja poznam tego blond przystojniaka, no i poznam resztę a może nawet mi któryś z nich wpadnie w oko..

-Ale- chciałam jej przerwać ale przystawiła mi palec do ust.

-A poza tym ty będziesz mogła spędzić czas z Chrisem..A tak serio to po prostu poszalałybyśmy w dobrym towarzystwie i tyle.

-No sama nie wiem...Poza tym nawet nie wiem czy oni mają ochotę na moje towarzystwo a co dopiero imprezę. - Ruda patrzyła na mnie robiąc tą swoja minę.

-No co?- spytałam

-Nic, oprócz tego że głupoty pleciesz...Powiedz mi który facet w stanach, a nawet na świecie nie chciałby iść z tobą na imprezę co?- Wzruszyłam tylko ramionami.

-No właśnie, dlatego teraz grzecznie weźmiesz telefon i napiszesz do nich smsa.

-Ale ja nie mam do nich nr.- Ruda popatrzyła na mnie dziwnie po czym wzięła mój telefon i zaczęła w nim coś wystukiwać.

-Ja nie wiem, jak ty mogłaś nie wymienić się z blondasem nr co? No po prostu taka duża dziewczyna z ciebie a tak mało myśli.

-Ej..-oburzyłam się.- Co ty tam robisz.- chciałam zobaczyć co stuka na moim telefonie, ale odsunęła się.

-Co ty robisz?

-Załatwiam za ciebie sprawę.- Powiedziała uśmiechnięta.

-Aż się boję..- wymamrotałam przewracając oczami.

-Jeszcze mi podziękujesz.- puściła mi oczko oddając telefon.

-I coś zrobiła?- spytałam patrząc na jej zadowoloną minę,

-Napisałam do Mariusa, żeby wysłał mi, tzn. tobie nr do któregoś z chłopaków bo chcesz im coś przekazać, no i wysłał a później napisałam do tego Chrisa czy nie ma ochoty z kumplami wyskoczyć do klubu z tobą i twoją przyjaciółką wieczorem.- wypięła dumnie pierś co najmniej jakby uczyniła pokój na świecie..

-Co??- spytałam przeglądając swoją skrzynkę wiadomości.- A te buziaki to też były konieczne?- podsunęłam jej telefon pod oczy.

-No jasne. - odpowiedziała tak jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie.

-Ehh jesteś niemożliwa.

-I dlatego mnie kochasz.- Spojrzałam na nią po czym obie wybuchnęłyśmy śmiechem.

Przerwał nam dźwięk sms-a, spojrzałam na przyjaciółkę, a później na telefon. Nie wiem czemu ale poczułam się dziwnie, zupełnie jak nastolatka, która po raz pierwszy dostaje smsa od chłopaka.

-No i co napisał?- Ruda prawie wlazła na mnie, chcąc znać odpowiedź.

-Że z chęcią i pyta jaki klub i o której.- spojrzałam na nią.

-I tylko tyle? A buziaka wysłał chociaż?

-Nie. Wysłał tylko uśmiech...Boże Jess ty to mnie zawsze w coś wkopiesz.- powiedziałam zła, czując że przez te buziaki blondyn pomyślał sobie nie wiadomo co.

-Oj tam, nie marudź maleńka. Odpisz mu że o 21 w Vegas.- Spojrzałam na nią a ona tylko pokiwała dłonią bym to zrobiła. No i tak mu napisałam, tym razem już bez zbędnych emotek.

-Ty, ale w co my się ubierzemy?- Ruda nagle wstała na nogi.

-A czy to ważne? Nie możemy iść w zwykłych dżinsach?- spytałam.

Ruda spojrzała na mnie i gdyby jej wzrok mógł zabijać to już bym nie żyła.

-Jesteś gwiazdą pop i mówisz takie rzeczy? Musimy wyglądać jak na gwiazdy przystało.- uśmiechnęła się a ja już wiedziałam co ten jej uśmiech oznaczał....zakupy!

...


Trzy godziny chodzenia po sklepach, na dodatek w godzinach szczytu to nie jest to o czym marzyłam. Tyle dobrze że Ruda zadzwoniła po swoich ochroniarzy bo inaczej te tłumy by nas zagniotły. Oczy bolały mnie już od zdjęć, a jak na złość Ruda nie mogła zdecydować się którą kiecke chce czy czerwoną czy złotą. Wkurzona wzięłam od niej te dwie i poszłam do kasy.

Zapłaciłam za obie a ona stała i patrzyła na mnie.

-Sama mogłam zapłacić.- powiedziała gdy siedziałyśmy już w samochodzie.

-Wiem, ale jeszcze 5 minut w tym sklepie a nie wytrzymałabym nerwowo.- założyłam okulary na włosy, patrząc na nią. Siedziała wpatrzona w okno. Widziałam że coś jest nie tak, takie nostalgie bardzo rzadko ją dopadają.

-Co jest mała?- szturchnęłam ją, a ona spojrzała na mnie.

-Nic..

-No właśnie widzę...coś się stało? Coś z twoją miłością?- spytałam na co ona zrobiła dziwny grymas.

-Aha...to już wszystko jasne. Nie martw się na pewno wszystko się ułoży.- przytuliłam ją, a ona posłała mi uśmiech.


Było przed 21 a my siedziałyśmy z Rudą już w jednej z loży vipowskich. Ruda wyglądała jak zwykle mega seksownie. Miała na sobie krótką obcisłą złotą sukienkę, która więcej odsłaniała niż zasłaniała, a na nogach piekielnie wysokie szpilki w cielistym odcieniu, włosy miała rozpuszczone i wyprostowane no i oczywiście mocny makijaż który podkreślał oczy jak i usta. Ja natomiast, nie chciałam aż tak bardzo się odstawiać poza tym chciałam w miarę możliwości czuć się komfortowo, więc ubrałam na siebie czarne krótkie spodenki z podwyższonym stanem, bordowy crop top, czarne podkolanówki i oczywiście czarne wysokie lity. Włosy miałam rozpuszczone i lekko pofalowane, oczy podkreślone czarną kredką a na ustach zwykły błyszczyk więc bez szaleństwa. Po drodze do klubu zdążyłyśmy wypić butelkę wina, no i oczywiście teraz też nie siedziałyśmy na sucho. Z kolejnym łykiem drinka, czułam że moje zdenerwowanie mija, a ciało pomału luzuje co można było zauważyć po naszym chichraniu się z Rudą. Klub pomału wypełniał się, a dj oczywiście puszczał coraz żywsze kawałki.


-Myślisz że przyjdą?


-Ja to wiem.- mrugnęła do mnie i gdy się odwróciłam zobaczyłam że chłopcy stoją za mną. Każdy z nich wyglądał obłędnie, starannie dobrane ubrania no i wystylizowane fryzury, nic tylko brać. Ale moją uwagę i tak przykuł blondyn który miał na sobie biały t-shirt z nadrukiem i ciemne poszarpane dżinsy. Włosy postawione do góry. Spojrzałam na niego a on posłał mi uśmiech. Odwzajemniłam go, po czym spojrzałam na Rudą, która wyglądała tak jakby co najmniej ducha zobaczyła. Spojrzałam na chłopaków Jay również wyglądał dosyć dziwnie, no ale cóż nie przejęłam się tym za bardzo, tym bardziej że od razu podskoczył do nas Izzy wpychając się między nas i obejmując nas rękami.


-No to ja się dzisiaj wami zajmę maleńkie- powiedział na co spojrzałam na Rudą i obie zgodnie wybuchnęłyśmy śmiechem.


Chłopcy przysiedli się do nas.


-Nikki przedstawisz nam swoją koleżankę?- spytał Richie.


-Aaa no tak. To jest Jessica, ale mówcie do niej Jess albo Ruda, Jess to jest Izzy- wskazałam na chłopaka który dalej nas obejmował i szczerzył się przy tym niesamowicie.- Richie, Vince, Jay i Chris.- Ruda przejechała wzrokiem po chłopakach uśmiechając się.


Miałam dziwne wrażenie że zawiesiła się na Jayu..hmm czyżby brunet wpadł jej w oko?


Ale nie dane było mi się nad tym zastanawiać bo podszedł do nas kelner. Każde z nas zamówiło po trunku, nie było mi nawet dane poczekać na napój bo Izzy po prostu siłą wyciągnął mnie na parkiet. Nawet gdybym nie chciała, to tak szybko i mocno ciągnął mnie za rękę że nie miałam jak mu w tym przeszkodzić. Brunet tak wywijał ze mną na parkiecie że nie miałam ani chwili wytchnienia. Ale podobało mi się, wygłupiał się sprawiając że ciągle się śmiałam. Kiedy po kilku piosenkach, powiedziałam mu że muszę odpocząć, to podziękował mi za taniec i ruszył w stronę sporej grupki dziewczyn. Pokiwałam głową po czym ruszyłam do naszej loży. Była pusta, widocznie wszyscy poszli się bawić. Usiadłam czując że tego potrzebowałam, napiłam się drinka który stał cały, był to widocznie ten mój który wcześniej zamówiłam. Po chwili poczułam że ktoś siada obok mnie. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego blondyna.


-Izzy dał ci już spokój?- zapytał biorąc butelkę piwa ze stolika.


-Tak, jeszcze chwila a chyba pogubiłabym nogi przy nim.- blondyn zaśmiał się i przechylił butelkę.


Siedzieliśmy w ciszy przyglądając się tańczącym ludziom, ja sączyłam swojego drinka a blondas piwo.


-Ładnie wyglądasz.- powiedział nagle, a ja spojrzałam na niego.


Przyglądał mi się z uśmiechem.


-Dziękuję.- odwzajemniłam uśmiech zakładając kosmyk włosów za ucho.


Widziałam że blondyn chciał coś powiedzieć, ale przysiadł się do nas Richie.


-Chodź mała zatańczymy.- wyciągnął dłoń. Spojrzałam na Chrisa, ale on patrzył w inną stronę. Odłożyłam drinka po czym chwyciłam dłoń Richiego i razem z nim poszłam na parkiet. Blondyn tańczył dużo spokojniej niż Izzy, ale też wygłupiał się na parkiecie. Ehh..duże dzieci.


-Ładnie wyglądasz.- przybliżył się do mnie szeptając na ucho. Spojrzałam na niego, a on z uśmiechem mi się przyglądał. Niby był podobny do Chrisa, ale jego tęczówki były zupełnie inne..no i nie miał dołeczków.


-Dziękuję już to dzisiaj słyszałam.- odpowiedziałam, ale on chyba nie za bardzo zrozumiał bo uniósł brew do góry. Z głośników poleciała wolna piosenka, Richie słodko się uśmiechnął ale poczułam na biodrach czyjeś dłonie. Odwróciłam się. Przede mną stał Chris.


-Odbijany.- popatrzył na niższego blondyna posyłając mu zimne spojrzenie. Spojrzałam na Richiego który pokiwał głową do Chrisa, a mi posłał uśmiech. Spojrzałam na wyższego blondasa, a on jak zwykle anielsko się uśmiechnął do mnie, pokazując te swoje magnetyczne dołeczki. Jego dłonie wciąż znajdowały się na moich biodrach, więc nie czekając długo zarzuciłam mu ręce, na szyję, przecież nie będę robić z siebie wariatki i uciekać. Zaczęliśmy bujać się w rytm muzyki, a odległość między nami stawał się coraz mniejsza, aż w końcu byłam na tyle blisko że czułam zapach jego perfum, który swoją drogą był niezwykły. Czułam że patrzy na mnie, ale ja z jakiegoś powodu wstydziłam się popatrzeć mu teraz w oczy. Sama nie wiedziałam gdzie mam podziać wzrok. Swoją drogą nigdzie nie widziałam Rudej. Czyżby mnie zostawiła? Miałam tylko nadzieję że nic się nie stało. Spojrzałam ukradkiem na blondyna, uśmiechał się i patrzył tak czule że poczułam w środku przyjemne ciepło a uśmiech sam wcisnął mi się na usta. Chłopak odgarnął jedną ręką moje włosy z twarzy. Zatrzymał dłoń na moim policzku, gładząc go delikatnie. Patrzyłam mu w oczy i czułam się jak zahipnotyzowana. Wiedziałam co chce zrobić i o dziwo nie protestowałam. Mój mózg jakby wyłączył myślenie i poddawał się temu wszystkiemu. Nie wiem czy to przez alkohol który miałam w żyłach czy to po prostu sprawa blondyna, ale stałam i po prostu czekałam na jego ruch. Chris przybliżył się na tyle że czułam już na twarzy jego oddech, przymknęłam oczy i nagle poczułam mocne szarpnięcie. Poleciałam do tyłu, ale o dziwo nie znalazłam się na ziemi. Otworzyłam oczy, rozglądając się zdezorientowana. Trzymał mnie Richie? Uśmiechał się do mnie.


-Znowu odbijany.- powiedział. Spojrzałam na Chrisa..był wściekły? Posłał Richiemu wrogie spojrzenie po czym zniknął w tłumie. A ja? Czułam się dziwnie...i to cholernie bardzo dziwnie. Popatrzyłam na Richiego sprawiał wrażenie jakby w ogóle nie przejął się Chrisem i uśmiechnięty tańczył do szybkiej już muzyki. Próbowałam jakoś sensownie ruszać się do jego ruchów, ale nie wychodziło mi to...Wzrokiem szukałam Chrisa, ale nie widziałam go nigdzie. Obraził się? Wkurzył? No ale do cholery dlaczego..przecie my..No właśnie co my?...


-Przepraszam Richie.- powiedziałam po czym odwróciłam się i ruszyłam w tłum. Wzrokiem wciąż szukałam Rudej, no i Chrisa, ale jak na złość nikogo nie widziałam. Zrezygnowana wróciłam do loży.



Przez cały wieczór unikała go jak ognia. Chowała się przed nim po kątach klubu. Nie chciała...nie miała odwagi spojrzeć mu w oczy..Czuła się głupio, bo przecież mogła się odezwać, a teraz wyszło że on był tylko zabawką na jedną noc. Piła kolejnego drinka mając nadzieję że to jej pomoże.


-Nie powinnaś tyle pić.- usłyszała. Wiedziała dokładnie do kogo należy ten głos.


-Wiem co powinnam, a co nie.- nie patrząc na niego dopiła swój trunek.


-Lubię stanowcze kobiety.- przysiadł się do niej. Mierząc ją wzrokiem. Czuła jak jej policzki robią się gorące. Spojrzała na niego i to był błąd. Jego oczy, znowu ją zaczarowały.


-Chodź.- wzięła go za rękę idąc w stronę ubikacji. Nie opierał się, wręcz przeciwnie szedł zadowolony przeczuwając co zaraz może się stać.


Weszli do męskiej, nikogo w niej nie było.


Gdy drzwi się zamknęły, brunet nie czekając na ruch dziewczyny odwrócił ją ku sobie zatapiając usta w jej wargach. Nie była mu dłużna, odwzajemniała pocałunki. Wzięła go za rękę ciągnąc do jednej z kabin. Popchała go na sedes a sama usiadła na nim okrakiem co spowodowało że jej sukienka całkowicie podniosła się do góry. Emocje wzięły górę, a oni nie zamierzali się im przeciwstawiać. Jego dłonie błądziły po jej plecach, pośladkach. Ona nie będąc mu dłużna wsadziła swoje pod jego koszulkę, pieszcząc jego umięśniona klatkę. Pozbyła się jego koszulki, i wzięła się za jego spodnie. Złapał ją za ręce patrząc prosto w oczy.


-Ja się tym zajmę.- powiedział rozpinając rozporek i zsuwając spodnie na dół. Ruda uśmiechnęła się, czując jak podniecenie uderza jej do głowy. Przygryzła wargę, wstając z jego kolan. Odwróciła się unosząc włosy do góry, dając tym samym znak brunetowi by odpiął jej sukienkę. Wstał podchodząc do dziewczyny. Obią ją dłonią w pasie i zaczął składać pocałunki na jej karku. Niezmiernie jej się to spodobało, co można było poznać po cichych westchnieniach. Chciała się odwrócić ale, nie pozwolił jej przyciskając ją do zamkniętych drzwi kabiny. Jedną dłonią przejechał po jej pośladkach co jej się bardzo spodobało. Przygryzła wargę czując jak już cała płonie. Brunet uśmiechnął się i powoli zaczął rozsuwać zamek od jej sukienki. Całował każdy odsłonięty skrawek jej skóry. Kiedy sukienka opadła już na dół, dziewczyna odwróciła się, ukazując mu swoje nagie piersi. Brunet wbił się w jej usta a ona wbiła mu paznokcie w plecy.



Siedziałam w loży sama, wzrokiem rozglądałam się po sali w poszukiwaniu Rudej i Chrisa, ale oboje jakby zapadli się pod ziemię. Nie pozostało mi więc nic innego jak zamówić kolejnego drinka...a później jeszcze jednego i jeszcze jednego. Kiedy czułam że mam stanowczo dość postanowiłam że pojadę już do domu, poza tym nie widziałam sensu żeby dłużej tu siedzieć. Ruda zniknęła, blondas mnie olał, dodatkowo byłam już na tyle wstawiona że mogłabym zrobić coś głupiego...A tego stanowczo nie chciałam.


Pomału wstałam z sofy łapiąc równowagę...Ok jakoś wstałam, teraz wystarczy tylko wyjść z klubu i wsiąść do samochodu tak żeby nikt się nie domyślił że jestem pijana...A co najważniejsze iść tak żeby się nie wywalić...Dobra Nikki dasz radę, te buty wcale nie są takie wysokie, a podłoga wcale się nie kręci.


Jeden krok, drugi..dobrze ci idzie. Kiedy myślałam że już jest super nogi zaplatały mi się..zamknęłam oczy i czekałam na to bliskie spotkanie z podłogą..nagle jednak poczułam że ktoś mnie łapie. Otworzyłam zdziwiona oczy i co zobaczyłam..blondasa...no oczywiście a kto inny mógł okazać się bohaterem...Trzymał mnie, co sprawiło że stałam bardzo blisko niego..niemalże byłam przytulona do jego ciała. Mimo tego że miałam buty na obcasie byłam jeszcze troszkę niższa od niego.


-Nic ci nie jest?- spytał troskliwie patrząc mi w oczy.


Nie wiem czemu ale poczułam złość na niego..czy to nie dziwne? Czułam się zła za to że mnie olał i sobie zniknął zostawiając mnie po prostu...


-Wszystko ok.- odpowiedziałam wyszarpując mu swoją rękę którą dalej trzymał. Nie patrząc na niego ruszyłam przed siebie modląc się w duchu by znowu się nie zaplątać, ale mimo moich usilnych starań nie było to takie łatwe.


-Może ci pomogę.- stanął przede mną wyciągając dłoń. Spojrzałam na jego dłoń, a później na twarz. Delikatnie się uśmiechał. W głowie podsumowałam swoje szansę na bezpieczne dojście do samochodu z nim i bez niego..


-Ok.- chwyciłam jego dłoń, a on objął mnie ramieniem.


Głupio się przyznać ale teraz czułam się dużo pewniej, podświadomie czułam że blondyn nie da zrobić mi krzywdy, a nawet uratuję przed samą sobą.


Na zewnątrz przywitał nas chłodniejsze powietrze, co trochę mnie orzeźwiło. Dojście do samochodu nie było jednak tak łatwe i przyjemne ponieważ paparazzi robili tyle zdjęć że w pewnym momencie nie widziałam drogi przed sobą. Chwyciłam mocno blondyna za koszulkę, pozwalając mu się prowadzić. Kiedy w końcu doszliśmy do samochodu, wsiadłam do niego, a o dziwo Chris również to zrobił.


-Możesz wracać do klubu, dam sobie już radę.- spojrzałam na niego.


-Wolę upewnić się że bezpiecznie dotarłaś do domu.- uśmiechnął się po czym zapiął pasy i dał kierowcy znać że możemy jechać.


Zaskoczył mnie, ale dzisiaj nie miałam już siły aby o tym myśleć. W głowie szumiał mi alkohol, a moje powieki były tak ciężkie że same mi się zamykały. Nie do końca świadoma, oparłam głowę o ramię blondyna zamykając oczy. Ostatnie co pamiętam to zapach jego perfum.


 


Cdn...


<3

poniedziałek, 2 listopada 2015

Rozdział 9

Rozdział 9


 

     -A co powiesz na spacer?- Znowu zadziwił mnie swoim pytaniem. Spacer w środku nocy, gdzie do mojego mieszkania jest chyba z 5km.

-Ale ja mam do domu chyba z 5 km..-niepewnie spojrzałam na niego.


-Nie szkodzi, najwyżej cię poniosę….


Stałam tak patrząc na niego i zastanawiałam się czy to żart czy blondyn faktycznie proponuje mi spacer o 23:00 gdzie do mojego domu jest tak daleko. Nie wyglądał jakby się zgrywał, wręcz przeciwnie, pewnie patrzył mi w oczy delikatnie się uśmiechając.

-To tylko spacer, a ja nie zrobię ci krzywdy.- Mruknął mi do ucha co spowodowało że moje serce zaczęło szybciej bić...a w żołądku pojawiło się coś dziwnego.

Blondyn wyszedł, a ja dalej stałam w tym samym miejscu. Wryło mnie w ziemie...Posłuchać rozsądku który aż krzyczał że mam wsiadać do samochodu i wracać do domu, a nie włóczyć się po nocach z obcym chłopakiem...czy poddać się chwili i iść tak zwyczajnie na spacer?

Dobra najwyżej będę żałować. Podeszłam do samochodu otwierając drzwi.

-Może pan wracać do domu, wrócę na własną rękę- Nie czekając na odpowiedź zamknęłam drzwi i ruszyłam za blondynem który był już dość duży kawałek ode mnie. Czy on myśli że ja będę teraz biegła za nim? Pfff..nie doczekanie jego...jak zaprosił mnie na spacer to mógłby poczekać a nie..Trochę wkurzyło mnie to że blondas nie poczekał na moją odpowiedź tylko poszedł sam..Był zbyt pewny siebie..co z jednej strony mnie drażniło a z drugiej przyciągało..Byłam ciekawa jego...

Szłam najszybciej jak tylko potrafiłam, ale w szpilkach to nie takie łatwe, gdybym mogła to rzuciłabym chyba w niego jakimś kamieniem. No dobra Carter, w końcu bieg w szpilkach to nie taka trudna rzecz..nie raz przerabiałaś to na backstage'u albo w garderobie.

-Wiesz mogłeś przynajmniej zaczekać.- dogoniłam go, przeklinając w myślach niewygodne buty.

-Wiedziałem że mnie dogonisz.- uśmiechnął się nie patrząc na mnie. No nie teraz to chłopak przegiął...zrobił to specjalnie i z pełną premedytacją...Postanowiłam się do niego nie odzywać, o tak to będzie kara...I wiecie co on też się nie odzywał, szliśmy obok w kompletnej ciszy, jedyne dźwięki to przejeżdżające samochody no i stukot moich obcasów, a najlepsze w tym wszystkim było to że ja kompletnie nie wiedziałam gdzie jestem i jak daleko mam do domu. Wzięłam głęboki wdech powoli wypuszczając powietrze.

-Zawsze tak robisz?- postanowiłam się w końcu odezwać.

-Jak?- spytał zerkając na mnie.

-Zabierasz dziewczyny na spacer, każesz biegać za sobą, a później ignorujesz je nie odzywając się do nich?

Chłopak zaśmiał się. Przepraszam czy ja powiedziałam coś zabawnego?

-Nie, nie zawsze- przystanął- w sumie to nigdy.

Tym razem to ja nie zatrzymałam się tylko szłam dalej, a co.

Nagle poczułam szarpniecie za rękę. Zdążyłam tylko zobaczyć rękę Chrisa trzymającą moją i wielki napis „ Plac zabaw” Kiedy się zatrzymaliśmy spojrzałam na niego jak na ufo.

-Serio?- spytałam patrząc na jego rozbawioną twarz.

-Serio.- odpowiedział mi i ruszył w stronę huśtawek.

Jego już zupełnie powaliło..nie w sumie to mnie powaliło. Jest środek nocy, a ja jestem na placu zabaw ze niezrównoważonym facetem, super, brakuję tylko jakiegoś szalonego paparazzi i materiał na okładkę gotowy. Rozejrzałam się dookoła, nie było nikogo, w sumie nie dziwię się kto w środku nocy przychodzi na plac zabaw...

Chris siedział na huśtawce bujając się w najlepsze, nie pozostało mi więc nic innego niż dołączyć do niego. Podeszłam do huśtawki i usiadłam na krzesełku, nogami odepchnęłam się delikatnie, a już po chwili bujałam się w powietrzu.

-Od zawsze chciałaś być gwiazdą?- spytał nagle przestając się huśtać.

Również się zatrzymałam. Spojrzałam na niego a później na niebo które było pokryte małymi błyszczącymi brylancikami.

-Nie uważam się za gwiazdę...Jak byłam mała to tato zabierał mnie na wszystkie swoje koncerty, a również na koncerty swoich przyjaciół. W naszym domu muzyka była wszechobecna. Zawsze w nocy wychodziłam po kryjomu z pokoju i schodziłam do jego studia gdzie sam tworzył kolejne piosenki..Zawsze chciałam być taka jak on..Podobało mi się to. Poza tym moja matka od zawsze pchała mnie w show biznes, zabierała na castingi...Z czasem to po prostu stał się mój świat. Nie znam innego życia. A kiedy rodzice zaczęli się kłócić..co później doprowadziło do ich rozwodu to właśnie muzyka stała się moją ucieczką.- wstałam z huśtawki czując że łzy zbierają mi się w oczach. Przed oczami miałam te wszystkie kłótnie, awantury które były w domu..nowe kobiety mojego ojca..obcych mężczyzn których matka przyprowadzała..

Stanęłam przed wyjściem, ocierając mokre policzki.

-Przepraszam..ja nie chciałem sprawić ci przykrości.- chłopak stanął przede mną.

-Ok. Nic się nie stało.- mruknęłam nie patrząc na niego.

-Ej.- poczułam jak jego ciepła dłoń dotyka mojego podbródka unosząc go do góry. Nie opierałam się temu. Zmusił mnie bym spojrzała na niego.- Na prawdę nie chciałem żebyś się zasmuciła. Przepraszam.- widziałam w jego oczach skruchę i to że ewidentnie się zmartwił.

-Nic się nie stało.- wymusiłam uśmiech.

-To nie płacz już.- wyciągnął z kieszeni chusteczkę i otarł mi policzki. - Szkoda oczu.- uśmiechnął się ukazując te swoje dołeczki. W dłoni dalej trzymał mój podbródek. Czułam jak kciukiem delikatnie gładzi moją skórę.

Odwzajemniłam uśmiech, czując jak robi mi się gorąco.

-Idziemy dalej?- wyszeptałam sama nie widząc w sumie dlaczego szeptałam.

-Tak.- chłopak pokiwał głową i bęc puścił mój podbródek, a przyjemne ciepło zniknęło jak przez mrugniecie.

Wyszliśmy z placu i szliśmy przed siebie. Weszliśmy do parku który nie wydawał się zbyt przyjaznym miejscem. Było ciemno, a tam co druga lampa była zepsuta. Na niektórych ławkach spali bezdomni,a ja miałam wrażenie że ktoś idzie za nami. Słyszałam jakieś szepty za nami, co nie zbyt mi się podobało, a wręcz zaczęłam się bać. Serce biło mi tak szybko że miałam wrażenie że zaraz wyskoczy mi z piersi i samo ucieknie biegiem. Spojrzałam na Chrisa, wydawał się być spokojny i opanowany. Może to tylko ja mam jakieś schizy?

Nagle przebiegło mi coś przed nogami.

Pisnęłam tak głośno że chyba pobudziłam wszystkich bezdomnych w promieniu 10 km. Nie zważając na nic chwyciłam blondyna za rękę chowając się za niego z zamkniętymi oczami.

-Spokojnie to jeż.- odwrócił się do mnie łapiąc wolną ręką za ramię.

Otworzyłam najpierw jedno oko, a później drugie.

-Zobacz to tylko mały jeż.- wskazał ręką na zwierzątko.

Spojrzałam najpierw na jeża a później na blondyna. Wzięłam głęboki oddech uspakajając swoje nerwy, w dłoni wciąż ściskałam dłoń blondyna nie do końca świadoma tego.

-Chodźmy już stąd.- powiedziałam prawie błagalnym tonem na co on kiwnął głową. Spojrzałam na swoją dłoń która nadal była spleciona z dłonią chłopaka. Puściłam ją czując jak cała się rumienię. Miałam tylko nadzieję że przez to że jest ciemno nie widać tego. Podeszłam do tego małego zwierzaczka, śmiejąc się w duchu ze swojej głupoty.

-A więc to ty mnie tak wystraszyłeś.

-W nocy wszystko wydaje się straszniejsze.- blondyn pojawił się obok mnie.

-Masz rację.- spojrzałam na niego uśmiechając się delikatnie.


Leżał w łóżku przewracając się z boku na bok. Sen którego potrzebował nie chciał przyjść. Gdy tylko zamykał oczy widział rudą dziewczynę, w uszach słyszał jej jęki i słowa które wypowiadała do jego ucha. Poczuł że krew w jego żyłach zaczęła krążyć szybciej. Wiedział że musi coś zrobić, nie mógł leżeć tak bezczynnie bo czuł że zwariuje. Wstał z łóżka i podszedł do okna. Oparł się o parapet, zaciskając dłonie w pięści.


-Dlaczego się nie odzywasz? - wyszeptał, odchodząc od okna. Usiadł przy biurku zapalając małą lampkę. Wziął karki i długopis. Dawno tego nie robił, ale teraz poczuł że ma przypływ weny...czuł że musi wyrzucić z siebie to co go trapi a to będzie najlepszy sposób na to.



Szliśmy i szliśmy, rozmawialiśmy na różne tematy. Nie czułam już skrępowania i otworzyłam się trochę przed nim. On opowiadał mi o zespole o tym jak od małego uwielbiał śpiewać i jak z pasji przerodziło się to w jego zawód. Co chwilę podrzucał też jakimś żartem co doprowadzało do tego że oboje śmialiśmy się na cały głos. Mieliśmy szczęście że na ulicach nie było zbyt dużo ludzi, którzy by mnie rozpoznali bo inaczej skończyło by się to milionem zdjęć i autografów. Jak się czułam? Wspaniale, blondyn dawał mi taka totalną swobodę, nie udawał nikogo, i ja przy nim też mogłam być sobą. Wszystko było pięknie póki moje stopy nie zaczęły boleć. Czułam że mają dość ciasnych szpilek i tak długiego dystansu. Przystanęłam ściągając je. Chris patrzył na mnie dziwnie.


-No co?- spytałam patrząc na jego zdziwioną minę.


-Masz zamiar iść na boso?


-A widzisz w tym coś dziwnego?- wyminęłam go zostawiając te nieszczęsne buty na środku chodnika, a nóż widelec się komuś przydadzą.


Przeszłam kilka metrów po czym znalazłam się na rękach blondyna.


-Chris puść mnie.- zaśmiałam się.


-Nie ma mowy, zaniosę cię do domu.-powiedział poważnie.


-Chyba sobie żartujesz.- wbiłam mu palec pod żebro po czym zaczęłam go łaskotać.


-Przestań bo zaraz oboje wylądujemy na ziemi.- spojrzał na mnie groźnie, ale zaraz zaśmiał się pod nosem.


Szliśmy tak, w sumie to ja byłam niesiona co nie powiem podobało mi się, gdy nagle znaleźliśmy się na parkingu taksówek.


-Chris chodź weźmiemy taksówkę bo i tak nawet nie jestem pewna czy idziemy w dobrym kierunku.- spojrzałam na blondyna ewidentnie nad czymś myślał.


-No ok.- zgodził się po czym podeszliśmy do jednego z samochodów. Swoją drogą musiało to komicznie wyglądać. Ja na rękach blondyna a na dodatek bez butów..pewnie facet pomyślał sobie że wracamy z imprezy i ja jestem już tak totalnie pijana że nawet buty pogubiłam...


-Chris postaw mnie bo to komicznie wygląda.- wyszeptałam na co on delikatnie postawił mnie na nogi.


Otworzyłam drzwi, w środku siedział na oko 50-letni mężczyzna, spojrzał na nas. Unosząc brew ku górze.


-Dobry wieczór, można?- spytałam patrząc na niego.


Mężczyzna zmierzył najpierw mnie, a później blondyna.


-Proszę.- powiedział dalej patrząc na nas podejrzliwie.


Usiedliśmy z tyłu.


-To gdzie?


-Na Central Avenue 20.- podałam adres a kierowca ruszył.


Siedzieliśmy w ciszy co chwilę tylko zerkaliśmy na siebie z blondynem co rozbawiło mnie.


Widziałam że kierowca patrzy na nas w lusterku.


-Ja panią skądś znam...hmm już wiem z telewizji tak?


-Możliwe.- uśmiechnęłam się niemrawo.


-Już wiem jest pani tą piosenkarką emm Nikki tak?- zapytał z entuzjazmem


-Zgadza się.


-O ja jak opowiem moim dzieciom kogo wiozłem w taksówce to oszaleją ze szczęścia. Mój syn to ma cały pokój obklejony pani plakatami, a córka non stop ogląda powtórki seriali w których pani grała.


-To super..miło mi.- spojrzałam na Chrisa który śmiał się pod nosem.


-A w jakim wieku ma pan dzieci?- spytałam szturchając blondyna by się uspokoił.


-Syn Lucas ma 16 a córka Lily 12.- odpowiedział a ja dalej patrzyłam na blondyna który zwijał się ze śmiechu.


Pokiwałam głową patrząc mu w oczy. Wzięłam swoją torebkę i chwilę szperając w niej znalazłam swoje zdjęcia z podpisem.


-Proszę to dla pana dzieci.- wyciągnęłam dłoń kładąc zdjęcia na przednim siedzeniu.


-Dziękuję bardzo, na pewno się ucieszą.- powiedział zadowolony i zatrzymał się. No tak byliśmy na miejscu. Wyciągnęłam banknot 100 dolarowy i podałam go mężczyźnie.


-Reszty nie trzeba i dziękuję. Do widzenia.- powiedziałam po czym wysiadłam.


-Proszę pozdrowić syna.- blondyn wysiadł ze śmiechem zamykając drzwi. Kierowca odjechał a ja patrzyłam jak chłopak ma niezłą polewkę ze mnie.


-Jesteś niemożliwy. Bye.- powiedziałam wymijając go i idąc do swojego apartamentowca.


Nagle poczułam że znowu moje nogi znajdują się nad ziemią.


-Co ty robisz?- spytałam patrząc na niego poważnie.


-Powiedziałem że poniosę cię do samego domu to to zrobię.- odpowiedział mi i jak gdyby nigdy nic szedł w stronę budynku.


-Jaja sobie robisz prawda?


-Nie, jestem śmiertelnie poważny.- zabawnie poruszył brwiami co wywołało u mnie śmiech.


Kiedy stanęliśmy przed drzwiami wbiłam kod i złapałam za klamkę. Chłopak ostrożnie przeniósł mnie przez drzwi.


-To na którym piętrze mieszkasz?


-Na 15.


-Uuu to zdecydowanie wybieramy windę.- skierował się do urządzenia.


-A co aż tak ciężka jestem?- uniosłam brew ku górze czekając na odpowiedź.


-Nieee..ty akurat jesteś leciutka, ale


-Ale co.- założyłam ręce na piersi udając obrażoną.


-Po prostu kondycja już nie ta.- odpowiedział wchodząc do windy.


-Yhymmm..- wymruczałam naciskając przycisk.


Po chwili znaleźliśmy się na moim piętrze.


-W prawo.- powiedziałam, na co blondyn ruszył we wskazana przeze mnie stronę.


-Tutaj.- powiedziałam kiedy znaleźliśmy się pod moimi drzwiami.


Chłopak delikatnie opuścił mnie na ziemię. Cały czas patrzył mi w oczy, a ja nie mogąc się powstrzymać robiłam to samo.


-Ymm dziękuję za spacer.- powiedział drapiąc się po głowie. Wyglądał teraz tak pociągająco.


-Ja też dziękuję, to była ciekawa przygoda.- oboje się uśmiechnęliśmy.


-Może wejdziesz?- zapytałam, chociaż gdzieś w środku czułam że to nie zbyt dobry pomysł.


-Może innym razem.- powiedział na co ja kiwnęłam tylko głową, czując w sumie ulgę.


-To dobranoc Christophie.- powiedziałam, wyciągając klucze z torebki i wkładając je do zamka.


-Dobranoc.- wyszeptał mi do ucha delikatnie całując jego płatek.


Zamarłam czując jak pieką mnie policzki. Odwróciłam się, ale blondyn zniknął już w drzwiach windy.


Przygryzłam wargę wchodząc do mieszkania.




Cdn...


<3

Rozdział 42

  Rozdział 42 Dźwięki perkusji odbijały się echem od ścian hali prób, przerywane od czasu do czasu głosem realizatora, który przez mi...