Rozdział 12
Poczuła że ciepłe dłonie obejmują ją w pasie. Była tak zamyślona że nawet nie usłyszała kiedy wstał.
-Dlaczego mnie zostawiłaś? Smutno tak bez ciebie i zimno.- Wymruczał jej do ucha całując w odsłoniętą szyję.
Zaśmiała się odwracając do niego. Miał tak rozczulającą minę że nie umiała wydusić z siebie słowa. Przyłożyła mu dłoń do policzka, delikatnie go gładząc. Wziął jej dłoń i złożył na niej pocałunek.
Pociągała go tak bardzo że miał ochotę rzucić się na nią znowu. Jej uśmiech, oczy...działała na niego tak jak jeszcze żadna dziewczyna. Złapał ją w pasie i przyciągnął w swoją stronę tak że całym ciałem przylegała do niego. Jej uśmiech i delikatny rumieniec strasznie go kręciły.
-Lepiej wyglądałaś bez tych ubrań.- Wyszeptał na co ona przygryzła wargę i zarumieniła się jeszcze bardziej.
-Daj spokój.- przekręciła oczami, czując jak robi się jej gorąco.
-Nie, nigdy nie dam ci spokoju.- Przybliżył się i złożył na jej ustach niewymuszony pocałunek.
Przymknęła oczy oddając mu pocałunek, który z delikatnego przerodził się w bardziej namiętny. Zatopiła dłonie w jego włosach, mierzwiąc je. On natomiast jeździł po jej sylwetce, ale nie był w tym nachalny.
Siedzieli w salonie karmiąc się nawzajem przygotowanymi przez Rudą kanapkami. Śmiali się, wygłupiając co chwile. Oboje byli w tym wszystkim strasznie szczęśliwi. Zachowywali się jakby byli parą i to z kilkuletnim stażem. Położyła mu się na kolanach patrząc z uśmiechem w jego oczy. Wziął z ławy swój telefon po czym włączył aparat.
-Ej co robisz?- spytała gdy błysnął jej flesz.
-Zdjęcie. Będę miał do kontaktów.- Puścił jej oczko.
-Ale ty nie masz mojego numeru.- Podniosła się wystawiając mój język.
-A tu się mylisz.- spojrzała zaskoczona na niego.- Zanim przyszedłem do kuchni puściłem sygnał z twojego telefonu na mój i proszę.- Pokazał jej telefon gdzie obok jej zdjęcia był wpisany numer.
-Jesteś niemożliwy.- Przewróciła oczami, na co on przyciągnął ją do siebie.
-Wiem Skarbie. Ale nie pozwolę na to by znowu umierać z tęsknoty za tobą.- Spojrzała mu w oczy.
Był taki poważny i pewny siebie.
-A tęskniłeś?- wyszeptała, przyglądając mu się uważnie.
-I to bardzo. Myślałem że oszaleje czekając aż się odezwiesz. Już nigdy na to nie pozwolę.- Przytulił ją mocno.
Nie protestowała wręcz przeciwnie wtuliła się w niego, czując się wspaniale.
-Ja też tęskniłam.- wyszeptała nie odrywając się od jego ramion.
Było jej tak dobrze, że chciała by to nigdy się nie skończyło.
Niestety ich sielankę przerwał telefon bruneta. Ruda oderwała się od niego, a on najpierw spojrzał na telefon a później na nią. Przeprosił ją po czym odebrał.
-Stary gdzie ty jesteś do cholery? Myśleliśmy że jesteś u siebie a tu patrzymy do twojego pokoju i cię nie ma wszystko ok?-Izzy gadał jak najęty.
-Wszystko dobrze, żyję.- powiedział niechętnie.
-No ja myślę, bo inaczej ukręciłbym ci łeb.
-A dzwonisz w jakiejś konkretnej sprawie czy tylko spytać czy żyje?
-Czy to że się martwiliśmy o ciebie naprawdę nic nie znaczy? Wiesz co to ja tu siedzę, martwię się, w głowie układam przerażające scenariusze..Nawet zacząłem układać w głowie co powiem prasie gdybyś..
-Izzy.- Brunet wycedził przez zęby zniecierpliwiony.
-Oh no dzwonię żeby poinformować cię o tym że mamy dzisiaj wolne, ale jutro przed 6 ma przyjechać po nas samochód i zabrać nas na trening.
-Ok. To pa.- Nie czekając na odpowiedź przyjaciela Jay rozłączył się i położył telefon na ławie.
Spojrzał na sofę ale dziewczyny nie było na niej. Usłyszał że jest w sypialni. Oparł się o drzwi i przyglądał się jej. Ścieliła łóżko. Jej ruchy i ciało strasznie mu się podobały. Podszedł do niej kładąc dłonie na jej biodrach.
-Co robisz?- Spytała śmiejąc się.
-Nie wiem czy to ścielenie łóżka było konieczne.- wymruczał wprost do jej ucha co sprawiło że na jej ciele pojawiła się gęsia skórka. Odwróciła się i spojrzała mu w oczy. Widziała w nich tyle emocji, od czułości po pożądanie. Objął ją mocno przyciągając do siebie. Jego dłonie zjechały na jej pośladki co wywołało u niej ciche westchnienie. Przez moment patrzyli sobie w oczy, po czym ich usta złączyły się w długim namiętnym pocałunku, który sfinalizowany był na świeżo pościelonym łóżku.
…
Musiałam iść do kuchni napić się wody. Tak to był dobry pomysł. Jak najdalej od blondyna.. Chris dalej rozmawiał, a ja z trzęsącymi się nogami przemknęłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę wyciągając z niej butelkę zimnej wody. Z szafki wzięłam szklankę i nalałam do niej wodę. Przechyliłam szklankę, delektując się chłodem cieczy.
-Richie dzwonił pytając czy żyję.- Zaskoczył mnie tak że zakrztusiłam się pijącą właśnie wodą. Zaczęłam kaszleć i z trudem łapać oddech. Chłopak w promieniu światła znalazł się przy mnie co wcale mi nie pomagało.
-W porządku?-spytał z troską opierając swoją dłoń o moje ramie.
Spojrzałam na niego, wycierając sobie łzy które pociekły mi przy krztuszeniu się. Pokiwałam tylko twierdząco głową, biorąc głęboki oddech, uspakajając się trochę.
Między nami zapadła dosyć krępująca cisza. Nie patrzyłam na niego, bojąc się sama nie wiem do końca czego.
-Chyba będę się już zbierał.- Spojrzałam na niego. Patrzył gdzieś w bok, widać było że nad czymś myśli.
-Ok.- Powiedziałam tylko i powiem wam że wcale mnie to nie zmartwiło. To był dobry moment na to żeby sobie poszedł. Te wszystkie dziwne sytuacje między nami..musiałam to przemyśleć..
-Ok.- Powtórzył po czym poszedł do salonu. Z szafki wziął swój telefon, portfel, klucze i chowając je do kieszeni poszedł na korytarz. Stanęłam w drzwiach patrząc jak ubiera buty.
-Chris.- Odezwałam się na co on spojrzał na mnie.- Dziękuję za to że mnie nie zostawiłeś i..-zacięłam się szukając odpowiedniego słowa. Podszedł do mnie stając bardzo blisko...cholera znowu tak blisko, moje myśli teraz jeszcze bardziej nie mogły zebrać się do kupy.
-I?- Wyszeptał patrząc mi w oczy. To mi wcale nie pomaga blondasie. Patrzyłam w jego tęczówki gubiąc się w myślach i sama nie byłam pewna co się ze mną do cholery dzieje.
-Za wszystko.- Przełknęłam ślinę, przygryzając wargę.
Blondas uśmiechnął się do mnie słodko. Zbliżył twarz do mojej, spojrzał mi przez chwilę w oczy po czym przeniósł głowę na wysokość mojego ucha.
-Polecam się na przyszłość.- Powiedział to takim głosem że chyba właśnie przestałam oddychać. Delikatnie pocałował mnie w policzek po czym odwrócił się i podszedł do drzwi.
-Do zobaczenia.- Uśmiechnął się ostatni raz i wyszedł zostawiając mnie w pełnym osłupieniu.
Wyglądałam jak idiotka, czułam się jak idiotka. Kiedy drzwi zamknęły się za nim dopiero ocknęłam się, a mój mózg ponownie zastartował. Podeszłam do drzwi zamykając je na klucz. Odwróciłam się i zjechałam po nich na podłogę. Dopiero teraz mogłam swobodnie zacząć oddychać. Cholera ten chłopak potrafił jednym spojrzeniem sprawić że zaczynam zachowywać się jak skończona idiotka.
-Nikki do cholery co się z tobą dzieje..- powiedziałam na głos trzęsąc głową z niedowierzaniem.
Musiałam się napić. Wstałam z podłogi i poszłam do mojej tajnej szafeczki, gdzie zawsze co nieco na mnie czekało. Wyjęłam z niej butelkę białego słodkiego wina. Z szuflady wzięłam korkociąg i już po chwili delektowałam się trunkiem siedząc na swoim balkonie.
Środek dnia a ja już zaczęłam pić. Brawo Nikki..no ale co zrobić..W sumie chyba każdy artysta pije, a to było tylko wino. Tak na dobre myślenie...Chociaż ostatnia rzecz której chciałam to myślenie o tym zielonookim blondasie, przy którym autentycznie traciłam oddech..
Nie! Nie! Nie! Nie mogę się znowu zakochać...stanowczo robię to zawsze za szybko, a później dostaje tylko po tyłku. Najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji było oczywiście napisanie piosenki o tym jak bardzo nie chce się zakochać i mieć złamanego serca....bo przecież to zawsze się tak kończy..
...
Leżała wtulona w poduszkę, która przesiąknięta była jego zapachem. W całej sypialni można było wyczuć jeszcze jego zapach i tego wszystkiego co tu się działo. Zostawił ją, żegnając się czułym pocałunkiem i obietnicą że jak najszybciej się odezwie. Usiadła na łóżku, przyciągając kolana i opierając na nich głowę spojrzała w odsłonięte okno. Było już późno, ale dzięki lampom i reklamą nie panował tam nieprzyjemny mrok. Jej telefon zawibrował na co zareagowała uśmiechem. Wzięła go do ręki mając nadzieje że to Jay. Kiedy jednak otworzyła wiadomość jej uśmiech znikł tak samo szybko jak się pojawił. „Mam nadzieję że impreza beze mnie się udała...Tęsknie za tobą, ale już niedługo i wracam. Kocham cię <3 A:*” Przygryzła wargę, czując w środku zdenerwowanie. Dowiedział się o imprezie...miała tylko nadzieję że nie dowiedział się też o Jayu. Ale gdyby wiedział nie pisałby w taki sposób...Jej oddech stał się szybki i płytki, oczami wyobrazi widziała jak Alex dowiaduje się o Jayu i wzajemnie. Poczuła nieprzyjemny dreszcz na plecach a jej dłonie od razu zaczęły się pocić. Przymknęła oczy, licząc do dziesięciu i uspakajając się trochę. Wstała z łóżka i skierowała się do kuchni. Otworzyła szafkę biorąc butelkę czerwonego wina spojrzała na nią po czym odłożyła z powrotem do szafki. Podeszła do lodówki. Na jej drzwiach stała napoczęta butelka wódki. Czuła że to będzie bardziej skuteczne od wina. Wzięła butelkę i sok pomarańczowy. Z szafki wyjęła długą szklankę. Nalała do niej sporą ilość trunku i dolała soku. Tak przygotowanego drinka wypiła niemal naraz, czuła w ustach smak alkoholu ale to przyjemne ciepło które rozeszło się po jej ciele było silniejsze. Poczuła jak uspokaja się w środku. Zrobiła sobie jeszcze jednego drinka i poszła z nim z powrotem do sypialni. Usiadła na łóżku, biorąc telefon do drugiej ręki.
„Było ok. Ja też tęsknie...” nacisnęła wyślij i odrzuciła telefon na bok biorąc łyka drinka. Wiedziała że takim zachowaniem kopie pod sobą tylko dołek, ale nie umiała zerwać z Alexem...a Jay? Ten brązowooki brunet tak zawrócił jej w głowie że nawet nie umie przestać o nim myśleć a co dopiero zrywać z nim znajomość. Z nim było jej tak dobrze. W łóżku był idealny, a poza nim taki czuły i kochany że myśl o zerwaniu z nim kontaktu był przerażająca. Ruda westchnęła żałośnie czując jak jej poukładane do tej pory życie zaczyna zamieniać się w ostry zakręt. Nie chcąc dłużej o tym myśleć wypiła swojego drinka do końca i położyła się do łóżka. Przymknęła oczy czując jak świat pomału zaczyna jej wirować. Chciała zasnąć. Miała nadzieje że gdy się obudzi jej problem sam się rozwiąże.
…
Zaspałam! Jakże mogłoby być inaczej..Przecież tylko ja nastawiam budzik, na prawie rozładowanym telefonie, który w nocy się wyłącza i nie dzwoni...Tylko ja mam takie szczęście. Była już 6 a ja byłam w kompletnej rozsypce, na dodatek gardło mnie bolało..Ta woda wczoraj była chyba jednak za zimna. Usłyszałam dźwięk domofonu i po prostu wiedziałam no wiedziałam że to nie będzie dobry dzień. Nacisnęłam guzik.
-Śpiąca królewno czekamy na ciebie.- usłyszałam głos którego nie chciałam dzisiaj słyszeć.
-5 minut.- powiedziałam wyłączając urządzenie.
Taaa na pewno zbiorę się w 5 minut..czuj się...
Ubrałam czarne sportowe leginsy, sportowy czarny top a na to zarzuciłam różowa bluzę i moje piękne różowe adidasy. Włosy w kucyk, makijaż to tylko podkład korektor i tusz do rzęs, balsam na usta i oczywiście antyperspirant.
Po 15 minutach zeszłam na dół gdzie czekał na mnie srebrny bus i osoba którą bardzo „lubię”...
-Cześć Adam.- ominęłam go i nie zważając na nic usiadłam na przednie siedzenie w busie.
-Cześć Nikki, jak miło że kolejny raz się spóźniłaś. - Adam usiadł na miejsce kierowcy.
-Budzik mi nie zadzwonił.- Powiedziałam bez emocji zapinając pasy.
-Może następnym razem przyślę ci kogoś specjalnie by cię obudził?- spytał z ironią.
-Chętnie, mógłby od razu zrobić śniadanie.- Odpowiedziałam mu takim samym tonem. Wtedy usłyszałam śmiechy dochodzące z tylnej części busa. Odwróciłam się i zobaczyłam oczywiście US5. Każdy z nich był ubrany na sportowo.
-Cześć chłopaki.- Posłałam im uśmiech.
-Cześć.- odpowiedzieli prawie chórem. Czułam no po prostu cholera czułam że blondyn gapi się na mnie, ale nie zważając na to odwróciłam się patrząc w przednią szybę.
Jechaliśmy jakieś pół godziny aż znaleźliśmy się na obrzeżach miasta. Teraz już byłam pewna że jedziemy do miejsca tortur. Zatrzymaliśmy się pod małym lasem. Wysiedliśmy z busa i oczywiście Adam od razu przystąpił do akcji. Kazał ustawić nam się w szeregu. Pech chciał że stałam naprzeciwko niego. Podszedł do mnie z tym swoim uśmieszkiem. Był wyższy więc musiałam spojrzeć lekko do góry. Patrzył mi w oczy, więc robiłam to samo. Zaczęłam się śmiać, bo po prostu ten człowiek mnie rozbrajał za każdym razem gdy miałam z nim trening.
-Co cię tak śmieszy Carter?- spytał mierząc mnie wzrokiem.
-Nic.- Odpowiedziałam z przylepionym uśmiechem.
Zmrużył oczy świdrując mnie.
-Nie patrz tak na mnie bo zaczynam się bać. - Zrobiłam poważna minę. Chłopaki zaczęli się śmiać na co Adam od razu również zmroził ich wzrokiem.
-Zobaczymy czy będziecie się śmiać...- powiedział po czym zaczął naszą rozgrzewkę. Wszystko super fajnie..Zaczęło się niewinnie ale kiedy kazał nam wbiec do lasu sielanka się skończyła. Biegliśmy za nim a on w międzyczasie kazał nam wykrzykiwać jakieś hasła rymowanek.
-Carter głośniej! - krzyknął.
Biegłam przed ostatnia, za mną biegł Izzy. Odwróciłam się do niego przewracając oczami a on tylko uśmiechnął się do mnie. Po 5 kilometrze po prostu plułam płucami. O ile uwielbiam tańczyć i mogę to robić ciągle, tak bieganie to dla mnie najgorsze co może być. Nie widzę w tym nic przyjemnego...A wręcz coś czego nienawidzę. Adam doskonale o tym wiedział i wcale nie zamierzał nam odpuszczać. Jeszcze te głupie rymowanki które kazał nam wykrzykiwać...Moja bluza znalazła się przewiązana na moich biodrach. Czułam jak pot spływa mi po czole a w gardle miałam suszę.
Nie koniec tego! Przystanęłam na boku opierając się o drzewo. Izzy który również miał dość stanął przy mnie. Oboje ciężko oddychaliśmy. Usiadłam na ziemi mając to wszystko gdzieś. Byłam zmęczona i chciało mi się pić, na dodatek nie wyspałam się i gardło mnie bolało...
Wtedy Adam odwrócił się i zatrzymał całą grupę. Widziałam że idzie w naszą stronę, ale szczerze miałam to gdzieś.
-Carter co ty robisz?
-Siedzę...
-To widzę...ale możesz mi powiedzieć kiedy z moich ust padła taka komenda?
-A możesz mi powiedzieć dlaczego zachowujesz się jakbyś był w pieprzonym wojsku? - wstałam patrząc mu w twarz.
-Bo to pieprzona wojna zapomniałaś? Wojna o fanów o kondycję..
-Dobrze wiesz że bieganie to ostatnia forma aktywności którą wykonuję..
-Na szczęście to ja jestem trenerem i masz się mnie słuchać rozumiesz.- Zbliżył się do mnie na co zrobiłam krok w tył.
-Będę się słuchać kogo będę chciała.- założyłam ręce na piersiach
-Jesteś taka wrrr..-zacisnął pięści.- uparta-wycedził mierząc mnie.- Nie dziwię się że Fabian miał tego dość i puścił cię kantem- Przegiął i dobrze o tym wiedział...Otworzyłam usta szukając w głowie odpowiednich słów, ale jedyne co mi się nasuwało to przekleństwa. Zacisnęłam dłonie w pięści, patrząc na niego wrogo.
-Wiesz co, jesteś takim samym dupkiem jak on.- Odepchnęłam go lekko po czym odwracając się ruszyłam w stronę busa.
-Nikki przepraszam!
-Wracaj!
Słyszałam za sobą, ale miałam to głęboko. Wsadź sobie to przepraszam.. Kiedyś z Adamem pracowało nam się świetnie, ale po tym jak za kumplował się z Fabiem zmienił się i to cholernie. Z grzecznego ułożonego chłopaka stał się chamskim i cwaniakowatym frajerem. Co ja widziałam w takich kolesiach?? Co za dupki! Nie potrzebuję takiego trenera...Niech sobie wsadzi! Szłam szybkim krokiem mrucząc pod nosem przekleństwa. Byłam taka wściekła że miałam ochotę coś rozwalić a najlepiej to Fabiana i to że nawet moich przyjaciół potrafił zmienić w moich wrogów.
-Nikki zaczekaj!-usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam zdyszanego Richiego, który zatrzymał się przy mnie ciężko oddychając.
-Wszystko ok?- spytał kładąc mi rękę na ramieniu. - Nie przejmuj się nim to jakiś dupek.- Gładził mnie delikatnie po ramieniu patrząc mi przy tym w oczy. Uśmiechał się delikatnie co powodowało że wyglądał tak słodko. Zupełnie jak mały niewinny chłopczyk.
Pokiwałam tylko głową słysząc z boku chrząknięcie. Oboje z blondynem spojrzeliśmy tam i co..kolejny blondas. Chris stał z niezbyt wyraźną miną mierząc nas. Zrobiłam krok w tył uwalniając się tym samym od ręki Richiego.
-Lepiej wracajcie do Adama, on nie lubi gdy przerywa mu się trening.- Powiedziałam i nie czekając na ich reakcję zaczęłam dalej iść w stronę busa.
-Przecież nie pójdziesz tam sama.- Koło mnie znalazł się blondas nr 1.- Chris możesz wracać ja odprowadzę Nikki i poczekam z nią na was.
- Sam możesz wracać na trening, a ja zajmę się Nikki.- z drugiej strony szedł blondas nr 2.
Przejechałam po nich wzrokiem.
-Obaj możecie wracać, dam sobie sama radę.- wyprzedziłam ich idąc coraz szybciej. Nie wiem w co oni grali, ale miałam to głęboko gdzieś. Nie miałam ochoty na takie zabawy. Jedyne czego chciałam to zaszyć się w domu, w łóżku pod kołdrą tam gdzie nie ma nikogo. Albo jeszcze lepiej wziąć mikrofon i wyżyć się w jakiejś piosence, najlepiej rockowej.
-Zaczekaj, przecież nie będziesz czekać tam sama.- Chris złapał mnie delikatnie za łokieć, przyciągając lekko ku sobie. Przystanęłam, patrząc zaskoczona na niego. Jego dłoń zaczęła zsuwać się coraz niżej.
-Właśnie.- Z drugiej strony pojawił się Richie.
-Ok. - Wydusiłam poddając się. Spojrzałam na dłoń Chrisa który dalej obejmowała moją rękę. Spojrzałam na jego twarz, a on mnie puścił.
Siedzieliśmy koło busa w takim samym ułożeniu jak szliśmy ja w środku a po bokach blondyni, bo oczywiście mądra ja zapomniałam że jest on zamknięty a kluczyki ma ten idiota. Oparłam plecy o przednie koło, patrząc do góry. Słońce zaczynało grzać. Przymknęłam oczy czując jak przyjemnie łaskocze mnie po twarzy. Siedzieliśmy w ciszy, za co w duchu im dziękowałam bo nie miałam ochoty z kimkolwiek dzisiaj rozmawiać, a na pewno nie zniosłabym pytań dotyczących Fabiana i jak to ujął Adam „ puszczania mnie kantem”. W końcu prasie podaliśmy że rozeszliśmy się w pokojowych relacjach, jak przyjaciele. Uczucie się wypaliło bla bla bla...A prawda była zupełnie inna..
Po jakichś 15 minutach przyszedł Adam z resztą chłopaków. Wszyscy wsiedliśmy do busa. Na szczęście obeszło się bez zbędnych komentarzy i pytań. Adam odwiózł mnie jako pierwszą co mnie niezmiernie cieszyło bo nie musiałam zostawać z nim sam na sam. Pożegnałam się z chłopakami a jemu rzuciłam tylko zwykłe „cześć”.
Cdn...
Kończone w trakcie choroby :/...
Dziękuję za to że jesteście <3 :***