Rozdział 3
Po kilkunastu godzinach lotu, chłopcy w końcu znaleźli się w słonecznej Kalifornii. Jedyne o czym teraz marzyli to prysznic i łóżko. Ich problemy finansowe odbiły się na tym że musieli lecieć zwykłym samolotem, a nie jak byli przyzwyczajeni prywatnym. Na lotnisku czekał na nich wynajęty bus, który miał zabrać ich do wynajętego domu. Izzy który zawsze tryskał humorem, siedział jak zbity pies, patrząc pusto w widok za oknem. Po godzinie jazdy, bus zatrzymał się przed średniej wielkości budynkiem.
-Ja was zostawiam, Tu macie klucze.- Mark podał pięć kompletów kluczy Jayowi- Rozpakujcie się, odpocznijcie i zbierzcie siły, bo jutro czeka was dużo spotkań i przesłuchań. - Mężczyzna wsiadł do pojazdu.- A i bądźcie grzeczni.- pokiwał im palcem po czym odjechał.
-Ehh...Hilton to to nie jest, ale ujdzie.- chłopcy spojrzeli na ex-dredziarza.
-No co?-spytał chłopak
-Nic, zupełnie nic.- wysoki brunet przewrócił oczami po czym rozdał chłopakom klucze.
Wszyscy chwycili swoje bagaże, udając się do wnętrza domu.
Dom z zewnątrz wydawał się dużo mniejszy niż był w rzeczywistości. Na parterze znajdował się duży salon, obok była przestronna kuchnia, dwie łazienki, na korytarzu znajdowały się szerokie schody które prowadziły na pierwsze piętro, gdzie były sypialnie chłopaków, oraz kolejne dwie łazienki.
-Hmmm nie jest tak źle. - Izzy
-Taaa....a teraz zajmę najlepszy pokój.- wyszczerzył się niższy blondyn po czym ruszył w stronę schodów.
-Ej..nie ma tak młody.- w pościg za nim ruszył Izzy, który rzucił wszystkie swoje rzeczy na ziemię.
Jay spojrzał na Chrisa i Vinca, po czym cała trójka wybuchła śmiechem, również rzucając się w pościg za najlepszą sypialnią.
…
Siedziałam na białej sofie. Na sobie miałam krótką czarną sukienkę, czarne szpilki, włosy spięte w wysoki kucyk i oczywiście tonę tapety, jak to bywa w telewizji. Sztucznie uśmiechałam się do tej jędzy, która siedziała naprzeciwko mnie wypytując o wszystko. W myślach przeklinałam ją i modliłam się jednocześnie by nie zadawała pytań dotyczących Fabiego.
-Może przejdźmy do bardziej prywatnej sfery,- oho wiedziałam, kuźwa no wiedziałam- ty i Fabi rozstaliście się w dość nieprzyjemny sposób, ale jednak łączy was jeden świat, jeden biznes, więc nie obchodzi się bez spotkań. Jak zachowujecie się w takich sytuacjach? - uśmiechnęła się do mnie tak sztucznie, że miałam wrażenie że jej uśmiech jest doklejony super trwałym klejem do jej twarzy.
Spojrzałam na nią, widząc w jej oczach coś co można nazwać rządzą mojej porażki i tego żebym się wyłożyła,a ona żeby miała super materiał...ehhh jeden zero dla ciebie sztuczna lalo.
Równie sztucznie się do niej uśmiechnęłam, biorąc sporą ilość powietrza w płuca i powoli je wypuszczając.
-Masz rację, łączy nas biznes i staramy się po prostu nie łączyć tego z naszym życiem prywatnym.- pięknie Carter, możesz być z siebie dumna. Po minie tej lali można było wyczytać że nie o to jej chodziło.
-I chcesz nam powiedzieć, że po czymś takim potraficie normalnie ze sobą rozmawiać? - To tlenione babsko nie dawało spokoju, kolejny raz uśmiechnęło się do mnie.
Ahh a co mam ci powiedzieć?! Że za każdym razem kiedy go widzę mam ochotę go rozszarpać na milion kawałeczków, albo że chce mi się ryczeć?! Tego oczekujesz farbowany pustaku?!?! Dobra Carter wdech i wydech, przecież nie możesz dać jej satysfakcji.
Uśmiechnęłam się równie sztucznie do niej jak ona do mnie, po czym odpowiedziałam jej najspokojniej jak tylko potrafiłam w tamtym momencie. - Jak już mówiłam rozmawiamy ze sobą tylko na strefie biznesowej, poza tym jesteśmy dorośli i żadne z nas nie ma zamiaru robić żadnych scen, jeśli o to ci chodzi.- I co teraz powiesz hmmm?? Co? Co? Nie słyszę...
-Hmmm...to zazdroszę wam tego spokoju i opanowania. Mało kto potrafi zachować się tak dojrzale w tak młodym wieku.
-Dziękuję.
-A więc drodzy widzowie, moim gościem dzisiaj była Nikki Carter, Nikki dziękuję ci za to że przyszłaś i oczywiście zapraszam częściej-uśmiechnęła się w moją stronę.
-Po moim trupie- pomyślałam oddając jej uśmiech.
-A my widzimy się już za tydzień. Dziękuję i do zobaczenia.
-Cięcie.- usłyszałam, po czym jak najprędzej wstałam z sofy, prawie że biegnąc do garderoby. Byle jak najdalej od tego studia, byle jak najszybciej uwolnić się od tej tlenionej prezenterki. Chwyciłam swój płaszcz, ciemne okulary i ruszyłam ku wyjściu. Czekało na mnie kilku ochroniarzy, bez których zginęłabym w tłumie rozwrzeszczanych fanów oraz jeszcze gorszych paparazzich. Kiedy udało mi się przedrzeć przez tą dżunglę odetchnęłam spokojnie zapinając pasy z tyłu samochodu.
-Panienko jedziemy do panienki mieszkania czy do wytwórni?
-Do mieszkania, jestem tak wykończona, że marzę tylko o tym by się położyć.
-Rozumiem.- odpowiedział mi uśmiechając się do lusterka, odwzajemniłam uśmiech zatapiając się w widok zza szyby. Oświetlone miasto, pełne ulice ludzi, to miasto miało niesamowitą energię w sobie. Szkoda tylko że ja czuję się taka wypruta, przyłożyłam głowę do szyby przymykając oczy.
-Panienko jesteśmy już.- usłyszałam
Otworzyłam oczy, rozglądając się dookoła. Musiałam przysnąć...
-Dziękuję Panie Danielu. Dobranoc.- rzuciłam wychodząc z samochodu. Całe szczęście paparazzi nie mają wstępu do podziemnego garażu. Mimo wszystko nie lubię sama przebywać w tym miejscu, zawsze wydaje mi się że ktoś mnie zaatakuję. Jak najszybciej udałam się do windy, wciskając numer mojego piętra. Boże Nikki ale ty jesteś głupia, uderzyłam się w czoło uświadamiając sobie swoją głupotę. Kiedy tylko znalazłam się w mieszkaniu, moje piękne szpilki znalazły się w jak najdalszym koncie korytarza. Zasłoniłam wszystkie okna, ściągając z siebie ubrania. Weszłam pod prysznic gdzie uderzyła mnie ciepła para, która w przyjemny sposób otulała całe moje ciało. O tak, tego mi trzeba było. Po prysznicu, owinęłam się ogromnym białym ręcznikiem stając przed lustrem. Nawet nie chcecie wiedzieć jak wtedy wyglądałam. Mój piękny makijaż po prysznicu sprawił że wyglądałam jak klaun z najgorszych koszmarów. Chwyciłam waciki, nasączyłam je płynem do demakijażu, pozbywając się „tego” z mojej twarzy. Później tonik, krem i reszta tych dupereli. Ściągnęłam ręcznik przyglądając się swojemu odbiciu, faktycznie matka miała rację, przytyło mi się tu i ówdzie. Pewnie to przez te wszystkie lody które wpieprzałam zaraz po rozstaniu z Fabiem. O tak, Fabian to wszystko twoja wina! Założyłam koszulę nocną, wychodząc z łazienki. Łóżko, O moje piękne, wygodne, ukochane, najcudowniejsze łóżeczko na świecie! Jesteś tylko moje, wtuliłam się w puchową biała poduszkę. Otuliłam się kołdrą zamykając zmęczone oczy.
Miałam piękny sen, właśnie po długiej jego ucieczce udało mi się schwytać Fabiana. Przywiązałam go do jakiegoś słupa i pędziłam wprost na niego ogromną niebieską ciężarówko, kiedy miałam już go przejechać mój „cudowny” budzik rozdzwonił się na całe mieszkanie.
Zaraz, tylko że to nie budzik.
Zerwałam się z łózka niczym dziki zwierz na swoją ofiarę. Chwyciłam telefon i nie patrząc kto dzwoni nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Nikki, czy ty wiesz, która do cholery jest godzina? - usłyszałam niezbyt przyjemny dla mojego ucha głos Mariusa.
-Yyyy..- zaczęłam szukać czegoś co pokaże mi aktualną godzinę, niestety bez skutecznie.- myślę, że jakaś poranna. - podrapałam się po głowie.
-Ja cię po prostu kiedyś uduszę, tak uduszę cię i stanę się sławny przez to, ze cię udusiłem...-zapadła cisza.
-Ale wiesz, ze taką sławą to długo się nie nacieszysz? O ile w ogóle można nacieszyć się sławą z tego że się kogoś zabiło..więc..
-Nikki!- wrzasnął co od razu mnie obudziło.- Miałaś być tu jakąś godzinę temu, wszyscy czekają na ciebie.
-Cooo? To która jest godzina?
-16?!
-O cholera! Zraz będę. - rzuciłam telefonem i niczym piorun pobiegłam do łazienki.
Kiedy mój wygląd przypominał już człowieka, chwyciłam swoje dokumenty i uprzednio zamykając mieszkanie wbiegłam do windy. W garażu jak zwykle czekał na mnie niezastąpiony Pan Daniel.
-Dzień dobry.- rzuciłam zamykając drzwi i zapinając pasy.
-Witam panienkę.- powiedział po czym wiedząc że się spóźniłam ruszył.
…
-Cholera pięć wytwórni i żadna nas nie chce. - rozzłoszczony brunet kopnął kamień, który leżał na jego drodze.
-Została nam ostatnia, jeśli tu się nie uda to...- chłopcy zatrzymali się patrząc na niższego blondyna
-To będzie to koniec US5.- dokończył za niego Izzy, który po trzeciej odmowie stracił swój dobry humor, który towarzyszył mu od samego poranka.
-Słuchajcie, to nasza ostatnia szansa musimy dać z siebie wszystko. Kto jest za tym że nam się uda?- Chris wystawił rękę, na której po chwili znalazło się cztery dłonie chłopaków, wykrzykując trzy-krotnie nazwę swojego zespołu.
Stanęli przed ogromnym wieżowcem, gdzie widniał złoty napis „ Columbia Records”, to tu miało się okazać czy będą dalej zespołem, czy też czeka ich rozwiązanie i inna przyszłość niż myśleli.
Cdn..
Wow, to już miesiąc kiedy nie było rozdziału..ehh ale ten czas zapiernicza :/ Wakacje i po wakacjach..niestety dla mnie to oznacza że muszę zacząć dorosłe życie :/ Jakaś praca by się przydała ehh...jak któraś z was ma jakiś złoty środek na dorosłe życie to poproszę :D
Dziękuję Marzenie, której rozdział się średnio podoba bo nie ma sexu, ale to ona kopnęła mnie w tyłek i kazała pisać :D :*
Szczególe podziękowania dla tych którzy zostawili po sobie komentarz, kurcze wy rozumiecie, że nawet malutki komentarz ma znaczenie...Chciałam prosić tych którzy czytają, zostawcie po sobie chociaż jedno słowo...bardzo proszę. Buziaki :*** Postaram się żeby następny nie był aż po miesiącu luki...